10 rzeczy które sprawiają, że czuję się staro

Nie cho­dzi mi o to, że jestem stary, choć prze­kro­czy­łem już ćwiartkę i nie pamię­tam kiedy ostat­nio pro­sili mnie o dowód w skle­pie. Bycie starym/młodym jest tylko i wyłącz­nie naszym subiek­tyw­nym odczu­ciem, więc w znacz­nej mie­rze wybo­rem. Wiek jest jedy­nie wymówką, dzięki któ­rej możemy uspra­wie­dli­wiać odma­wia­nie sobie zabawy, pra­wie­nie mora­łów innym, uni­ka­nie ryzyka i spę­dza­nie czasu przed tele­wi­zo­rem. Bo prze­cież na czer­pa­nie rado­ści z życia nigdy nie będziemy za sta­rzy.

Jak zmie­ni­łoby się nasze postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści, gdy­by­śmy nie wie­dzieli ile mamy lat? U nie­któ­rych bar­dziej, u mnie mniej, jed­nak wciąż zda­wał­bym sobie sprawę, że wio­sna życia już minęła. Wska­zuje na to kilka pro­stych obserwacji:

Spor­towcy i gwiazdy porno są młodsi ode mnie — Już pra­wie dwa lata temu zasko­czył mnie ten fakt. Zresztą w przy­szłym toku osoby uro­dzone w mile­nium będą mogły legal­nie upra­wiać seks. To był ten rok, co miał być koniec świata, sprzęt elek­tro­niczny prze­stać dzia­łać, a Kiep­ski wycią­gnął z tele­wi­zora Norka, Kraw­czyka. Krzysz­tofa Kraw­czyka też. Wpro­wa­dzono nowe tablice reje­stra­cyjne, powstało gadu-gadu, zakoń­czono pro­duk­cję fiata 126p, miej­sce miała pre­miera „chło­paki nie pła­czą”, a Gołota dostaje wpier­dol od Tysona. Cie­kawy rok.

Pol­ska aktorka porno Nata­lia Starr, rocz­nik 1993. Zdję­cie z jej twit­tera.

Geria­tryk party — od pew­nego czasu głów­nymi boha­te­rami imprez, są czy­jeś krę­go­słupy, żołądki, stawy, oczy, bądź inne czę­ści ciała, okra­szone soczy­stą por­cją narze­kań na ich stan zdro­wia. Pierw­szy raz zaob­ser­wo­wa­łem to na fir­mo­wej impre­zie, gdzie opo­wia­da­nie o łupa­niu w krzyżu nie wydało mi się zbyt zachę­ca­ją­cym tema­tem, a mimo to wszy­scy pod­chwy­cili licy­tu­jąc się dole­gli­wo­ściami. Sam nie podej­muję dys­ku­sji w tym tema­cie. Nawet, jeśli rwie mnie w krzyżu od wysłu­chi­wa­nia narzekań.

Zapo­mniana tech­no­lo­gia — szcze­gól­nie ta ana­lo­gowa. Kto by się spo­dzie­wał, że dys­kietki i taśmy zostaną cał­ko­wi­cie wyparte przez pamięci flash, a jedyne wspo­mnie­nie o nich będzie zawarte w ikonce zapisu? No był jesz­cze Kapi­tan Bomba gdzie, w ramach genial­nej satyry, jego twórca łączył tech­no­lo­gię lotów kosmicz­nych z ana­lo­go­wym odtwa­rza­niem danych. No i nic mi nie zre­kom­pen­suje uczu­cia zło­śli­wej satys­fak­cji, gdy po kłótni tele­fo­nicz­nej ude­rza­łem słu­chawką o apa­rat. BTW w dzi­siej­szych cza­sach o wiele łatwiej zmo­ty­wo­wać dzieci do nauki pisa­nia i czy­ta­nia — wystar­czy powie­dzieć, że dostaną tele­fon i będą mogły smso­wać ze zna­jo­mymi. Pomy­śleć że mnie rodzice prze­ko­ny­wali czy­ta­niem pro­gramu telewizyjnego.

Ludzie umie­rają — a dokład­niej rówie­śnicy. Także wcho­dzą w związki mał­żeń­skie i mają dzieci, jed­nak umie­rać też już zaczęli. Dwie osoby z mojego gim­na­zjum zakoń­czyły już przy­godę na tym ziem­skim padole i teraz prze­cho­dząc obok kościoła odru­chowo rzu­cam okiem na nekro­logi. A być może ktoś zna­jomy. Jesz­cze tro­chę za wcze­śnie, żeby robić zakłady kto następny, ale docze­kamy i tego. A jak zosta­nie 10 osób, to roz­ry­su­jemy plan­sze do bingo.

Uliczni graj­ko­wie — a raczej fakt, że ich nie znam. Stoją na ulicy z tymi gita­rami czy bęb­nami jacyś ludzie, a ja wyszu­kuję wśród nich twa­rzy zna­jo­mych, któ­rzy to robili 10 lat temu. Ich nazwi­ska poja­wią się w uprzy­wi­le­jo­wa­nych miej­scach w bingo.

Kali­ber i Pak­to­fo­nika — teraz to kla­syka rapu, a pamię­tam jak wyszedł album Kine­ma­to­gra­fia. Kali­bra zna­łem już wcze­śniej, namięt­nie wysłu­chi­wa­łem ich kawał­ków, mimo że w więk­szo­ści nie mia­łem poję­cia o co cho­dzi. Musiało minąć wiele lat, ale doro­słem do ich muzyki i uwa­żam je za naj­lep­szych albu­mów jakie powstały kie­dy­kol­wiek. Mimo, że słu­cham rów­nież nowych arty­stów (np Kuban — rocz­nik 93 — młod­szy ode mnie!), to nie zna­la­złem jesz­cze albumu, który by dorów­nał doko­na­niom PFK i K44.

Powrót do przy­szło­ści — w dru­giej czę­ści tego arcy­dzieła Marty McFly wybrał się w przy­szłość, a dokład­niej do dnia 21 paź­dzier­nika 2015, czyli dla nas już prze­szło­ści. Nie mamy nie­stety lata­ją­cej desko­rolki, samosz­nu­ru­ją­cych butów, czy samo­su­szą­cego się ubra­nia. O ile twórcy w prze­wi­dy­wa­niu przy­szło­ści pomy­lili się i to grubo, to z jedną rze­czą mieli racje, choć umie­ścili ją w fil­mie raczej w for­mie żartu. Docze­ka­li­śmy się 7 czę­ści gwiezd­nych wojen.

Moda też poszła w innym kierunku.

Poke­mony — I wcale nie cho­dzi o to, że pre­miera w pol­sce miała miej­sce w 2000 roku, tylko o to, że ich ilość się stale zwięk­sza. Pierw­sza gene­ra­cja oczy­wi­ście naj­lep­sza, kla­syczne 150 stwor­ków. Pamię­tam też wer­sję rubi­nową gry na game­boy color, gdzie wystę­po­wały  poke­mony z dru­giej gene­ra­cji. Teraz ist­nieje ponad 700 poke­mo­nów w 6 gene­ra­cjach Oo

Harry Pot­ter — Pre­miera ostat­niego tomu miała miej­sce 8 lat temu. Długo wycze­ki­wana, pamię­tam jak dziś — czy­ta­nie angiel­skich wer­sji i spraw­dza­nie słó­wek w mię­dzy­cza­sie, spe­ku­la­cje co to będzie się działo w następ­nym tomie i kłót­nie czy Snape jest w końcu zły czy dobry. Zawsze myśla­łem, że jest złym do szpiku kości cynicz­nym skur­wie­lem, co potwier­dziło zabój­stwo Dum­ble­dora. Tym bar­dziej zasko­czyła mnie ostat­nia część i przed­sta­wie­nie go jako jedną z bar­dziej tra­gicz­nych postaci literatury.

Gdy­bym w wyniku trau­ma­tycz­nego wypadku stra­cił pamięć poniósł­bym nie­po­we­to­waną stratę, jed­nak doce­nił­bym moż­li­wość prze­ży­cia przy­gód Har­rego na nowo.

PS. to prawda

Poważne decy­zje — Ostat­nie i naj­bar­dziej dotkliwe. Minął czas, gdy począ­tek naszego życia był skru­pu­lat­nie zapla­no­wany przez rodzi­ców, pań­stwo i ocze­ki­wa­nia spo­łeczne. Nie ma już obo­wiąz­ko­wej edu­ka­cji i zajęć poza­lek­cyj­nych wyszu­ki­wa­nych przez rodzi­ców. Teraz zosta­li­śmy sami ze zdo­bytą wie­dzą i musimy jak naj­le­piej dys­po­no­wać swo­imi zaso­bami, żeby móc roze­grać par­tyjkę bingo. Trzeba zna­leźć jakiś spo­sób zara­bia­nia pie­nię­dzy, osiąść w jakimś miłym miej­scu i dobrze by było móc dzie­lić to życie z wspa­niałą osobą. Naj­gor­szej, że podej­mu­jąc waż­niej­sze decy­zje nigdy nie będziemy prze­ko­nani o ich słusz­no­ści. Dopiero w per­spek­ty­wie lat będziemy mogli stwier­dzić, czy był to dobry wybór.


A wam co naj­bar­dziej daje się we znaki? Prócz pro­ble­mów zdro­wot­nych, o tym nie chce słuchać.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Ania

    Prze­ży­łam prze­paść doro­sło­ści w te waka­cje, kom­plet­nie nie wie­dzia­łam co począć. Obro­ni­łam magi­sterkę, nie wie­dzia­łam, czy przyjmą mnie na stu­dia po dzie­kance, nie wie­dzia­łam czy pisać CV i gdzie (nie ma to jak wybrać bar­dzo przy­szło­ściowy kie­ru­nek, za przy­szło­ściowy na Pol­skę). Naj­trud­niej­sze były decy­zje i pla­no­wa­nie. Nie byłam w sta­nie zapla­no­wać naj­bliż­szych 2 mie­sięcy. I jesz­cze zarę­czyny spa­dły mi na głowę ;). Heh, jakoś się udało. Decy­zje zde­cy­do­wa­nie naj­trud­niej­sze i ich konsekwencje…

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Naj­waż­niej­sze, że się udało.
      Wszyst­kie punkty prócz ostat­niego są raczej humo­ry­styczne, a dopiero koniecz­ność wzię­cia odpo­wie­dzial­no­ści za swoje decy­zje i życie osiada nam na bar­kach cię­ża­rem loko­mo­tywy Tuwima.