5 rzeczy, które każdy powinien umieć

A nie wszy­scy umieją. W zasa­dzie to więk­szość osób nie umie wyko­nać wszyst­kich 5 punk­tów. Myślisz, że ty dasz radę?

1. Ugo­to­wać.

Zaczy­namy od mojego fawo­ryta. Nie każdy może zostać Master­chef­fem, ale stru­gnąć jakieś pro­ste danie każdy powi­nien umieć. Czy naprawdę tak trudno jest pokroić warzywa, uło­żyć w naczy­niu żaro­od­por­nym z mię­sem i wsta­wić do pie­kar­nika? Albo ugo­to­wać maka­ron, a w mię­dzy­cza­sie pod­sma­żyć na patelni co-tam-jest-w-lodówce i połą­czyć na tejże patelni? Wrzu­cić jajka na roz­grzane masło? Albo cho­ciażby ugo­to­wać? Nie, wcale nie jest.

2. Uprać, wyprasować

Miliardy ludzi na cały świe­cie codzien­nie obsłu­gują pralki. Ludzie z pośród całego prze­kroju spo­łecz­nego i demo­gra­ficz­nego, a każ­demu z nich udaje się to zro­bić. Dla­czego ty miał­byś być inny gor­szy? W dodatku na ubra­niach są takie znaczki, które odpo­wia­dają znacz­kom pro­gra­mów na pral­kach, nic nie trzeba czy­tać nawet. Sta­ro­żytni Egip­cja­nie by sobie z tym pora­dzili. Nie­które z ubrań należy rów­nież pra­so­wać. Choć szcze­rze tego nie lubię i idzie mi słabo, to nic nie pora­dzę na to, że cza­sem trzeba. I wtedy to robię.

3. Przy­szyć guzik

Dodat­kowo jesz­cze zace­ro­wać skar­petę, czy napra­wić roz­pru­wa­ją­cego się ciu­cha. Kolejna banalna czyn­ność, któ­rej ludzie nie robią tylko dla­tego, żeby.…eeeee… jej nie zro­bić? Innego powodu nie widzę. Prze­wle­kasz nitkę i ogień. Wbi­jasz tu i tam, aż uzy­skasz pożą­dany efekt. Może być na okrętkę, może być nie­równo, nie ma to zna­cze­nia. Prze­cież nie będziesz zszy­wać sukienki Prady lub gar­ni­turu od Arma­niego, tylko stare skarpety.

4. Doga­dać się z obcą osobą

Jeżeli posłu­guje się ona innym języ­kiem. Straszna sprawa, szach, mat, prze­gry­wasz. Zanim się jesz­cze zaczęło. Pisa­łem o tym w notce Ludzie, któ­rzy nie mówią po angiel­sku.

5. Obsłu­żyć pod­sta­wowe narzędzia

Śru­bo­kręt wzbu­dza w tobie panikę, a mło­tek koja­rzy się tylko z kością w uchu? Chyba naj­wyż­szy czas to zmie­nić. Wymiana żarówki, gniazdka, wbi­cie gwoź­dzia, skrę­ce­nie mebli z IKEI nie wymaga wizyty fachowca. Posta­wie­nie na nowo sys­temu, insta­la­cja opro­gra­mo­wa­nia i ste­row­ni­ków rów­nież. W dzi­siej­szych cza­sach kom­pu­ter to jest pod­sta­wowe narzędzie.


Każdy na pewno ma już swoje dodat­kowe typy. Można by ich wymie­nić o wiele wię­cej, ja jed­nak wymie­ni­łem tylko pięć przy­kła­dów. Piątka jest ładną liczbą, okrą­głą, tyle mamy pal­ców u dłoni, sta­nowi połowę liczby na któ­rej opiera się nasz sys­tem licz­bowy i sprzyja ner­wicy natręctw (dopeł­nia­nie do piątek).

Nie ma sensu, żebym wymie­niał dalej. Wszyst­kie te umie­jęt­no­ści, a raczej ich brak wyni­kają z tego samego. Z cze­goś, co w teo­rii szkoła powinna uczyć, a w prak­tyce co szkoła zabija.

Co to jest, dowie­cie w kolej­nej notce.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • angr­bo­tha

    Tak wła­ści­wie to nie do końca w tym wypadku wina szkoły, ponie­waż to, o czym piszesz to pod­sta­wowe umie­jęt­no­ści, które nabywa się.. w domu. Ot, co. Rodzice z jakie­goś nie­zna­nego powodu zabi­jają spon­ta­niczną naukę dziecka uci­na­jąc krótko ‘nie rusz bo popsu­jesz’, ‘zro­bisz sobie krzywdę’, ‘będziesz doro­sły to sam zrobisz/zrozumiesz’ itd. Bo szkoła w sumie powinna uczyć tego, czego nie nauczymy się w domu. Wycho­wuje w nieco inny spo­sób, ale nie zastę­puje wycho­wy­wa­nia przez rodzi­ców, któ­rzy dla uła­twie­nia sobie życia i dla zro­bie­nia cze­goś szyb­ciej wyrę­czają swoje dzieci. Cho­ciażby to, że robią nawet im kanapki, bo prze­cież dziecko jesz­cze by zadyszki dostało 😉 Nas w szkole uczyli robić kana­pek na kra­ker­sach. Robiło się jedze­nia do szkoły. A rodzice chcą wszystko sami robić za dzieci i nie pozwa­lają im robić cze­goś za nich, bo nie będzie to tak dobrze wyko­nane, np. gwóźdź krzywo wbije. A prze­cież zanim się nauczy to musi zro­bić coś źle.. ale roz­pi­sa­łam się za dużo. Po pro­stu — to nie wina szkoły, bo ona w innych kwe­stiach powinna uczyć i wycho­wy­wać, ale też nie wszystko, bo np. obsługi kom­pu­tera uczy i teraz dzieci nie mają z tym pro­ble­mów tylko doro­śli ludzie, w któ­rych mło­do­ści kom­pu­te­rów nie było. Temat długi i głęboki 😉

  • Miro­slawa

    powia­dasz :„Wszyst­kie te umie­jęt­no­ści, a raczej ich brak wyni­kają z
    tego samego. Z cze­goś, co w teo­rii szkoła powinna uczyć, a w prak­tyce
    co szkoła zabija.” odno­szę wra­że­nie, że łatwo zwal­niasz z
    odpo­wie­dzial­no­ści rodzi­ców , a zbyt mocno obcią­żasz odpo­wie­dzial­no­ścią
    szkołę, zga­dzam się, ze nasza oświata mocno, jak nie bar­dzo mocno
    kuleje, ale przy­czyna jest bar­dziej zło­żona według mnie niż by się
    pozor­nie wyda­wało, rodzice także chęt­nie prze­rzu­cają odpo­wie­dzial­ność za
    wycho­wa­nie wła­snych dzieci na szkolę, a budo­wa­nie, wzmac­nia­nie więzi z
    dziec­kiem to wła­śnie pierw­sze przy­szy­wa­nie guzika, nabie­ra­nie oczka na
    drut, wbi­ja­nie gwoź­dzia z rodzi­cem, itp. itd. 🙂 och można by ela­bo­rat
    napi­sać:) pozdrawiam:)

  • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

    Oba te komen­ta­rze pod­cho­dzą do pro­blemu w zupeł­nie inny spo­sób niż ja. Pisząc ten tekst wie­dzia­łem, że będzie on wstę­pem do następ­nej notki i dobra­łem te umie­jęt­no­ści w taki spo­sób, żeby paso­wały do mojej tezy, nie roz­wa­ża­jąc w ogóle odpo­wie­dzial­no­ści rodzi­ców. Załóżmy, że rodzice nie nauczyli, ale nawet wtedy można by być w sta­nie wyko­nać je, mając odpo­wied­nie podej­ście do problemu.

    Ja sam aku­rat guziki nauczy­łem się przy­szy­wać w domu, ale z goto­wa­nia to co naj­wy­żej kro­je­nie warzyw. Dopiero na stu­diach mia­łem pierw­sze kon­takty i oka­zało się, że to bar­dzo łatwe i przyjemne.

    Nie chcę się wypo­wia­dać na temat wycho­wy­wa­nia dzieci i rodzi­ciel­stwa, bo jest to temat zbyt odle­gły dla mnie, w obie strony osi czasu. W kwe­stii wycho­wa­nia od razu przy­szło mi do głowy:
    https://www.youtube.com/watch?v=JLBAKNAcNgs

  • http://widelcem-pisane.info/ Mate­usz Cichosz

    Słuszna uwaga z tymi rze­czami. Wycho­wu­jąc się w domu, cza­sami ogar­nia nas leni­stwo i górę bie­rze zało­że­nie, że „ee tam, rodzice to zro­bią [upra­sują ubrania/ugotują/naprawią]. Mam jesz­cze czas”. Dopiero próba wyfru­nię­cia z gniazda zde­rza nas z zimną jak lodo­wiec rze­czy­wi­sto­ścią. A to zde­rze­nie naprawdę boli. Guz wiel­ko­ści kar­to­fla. Takiego GMO. Ale tak naprawdę te rze­czy są bar­dzo łatwe do przy­swo­je­nia, a recepta jest b. pro­sta — wystar­czą chęci i chwila czasu.

    PS. Co do pra­so­wa­nia koszulek/koszul. Zimą mam patent — skoro i tak cho­dzę w swetrach/bluzach to nie tracę czasu na pra­so­wa­nie, bo i tak nikt nie ujrzy świa­tła dzien­nego ;). A jeżeli ktoś ma boj­ler, to na takim brzu­chu ubra­nia same się rozprasowują ;).

    Rze­kłem.

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw.in

      Hej Mate­usz, dzięki za komentarz.

      To wła­śnie był jeden z powo­dów, dla któ­rych koniecz­nie chcia­łem stu­dio­wać w innym mie­ście. Póź­niej spo­ty­ka­jąc się ze zna­jo­mymi ze szkoły, miesz­ka­ją­cymi dalej w domu rodzin­nym, róż­nicę było widać na pierw­szy rzut oka. Oni sobie jesz­cze nie zda­wali sprawy, ile rze­czy nie wiedzą 🙂