6 rzeczy, które chciałbym wiedzieć idąc do szkoły

Jutro pierw­szy dzień szkoły, więc pozwolę sobie na sen­ty­men­talną podróż w prze­szłość, w któ­rej to wypunk­tuję co warto było wie­dzieć pod­czas uczęsz­cza­nia do tej rado­snej placówki.

1. Nauczy­ciel nie zawsze ma rację

Ba, nauczy­ciel nie zawsze nadaje się na bycie peda­go­giem, do pracy z dziećmi, albo nawet do pracy z ludźmi. Musieli oni przejść przez stu­dia i zdo­być upraw­nie­nia do naucza­nia w szkole. Patrząc jed­nak na nie­któ­rych ludzi, któ­rzy koń­czyli ze mną stu­dia, zdaje sobie sprawę, że mogły je zakoń­czyć zupeł­nie nie­kom­pe­tentne osoby. I póź­niej zostały dopusz­czone do pracy z dziećmi, dla któ­rych są auto­ry­te­tami.

Nauczy­cielka w pod­sta­wówce zawsze zmie­niała mi zanie­dbany na nie­zad­bany i ozna­czała jako błąd. Ja w dzie­cię­cej naiw­no­ści, z upo­rem maniaka na siłę uży­wa­łem tego słowa, które uwa­ża­łem za poprawne. Innym razem mie­li­śmy napi­sać opo­wia­da­nie, któ­rego akcja działa się w radziec­kim urzę­dzie. Za uży­wa­nie rusy­cy­zmów takich jak „szto” i „wsjo” moja praca została oce­niona na niedostateczny.

chemia

Takie rze­czy tylko w szkole. Tzn. w wyszu­ki­warce, po wpi­sa­niu hasła szkoła.
Photo cre­dit: Unk­nown / Foter / CC BY-SA

2. Oceny nie są najważniejsze

Są one wyznacz­ni­kiem czer­wo­nego paska, na tyłku i świa­dec­twie, respektu (bądź jego braku) wśród innych uczniów, dobrej opi­nii u nauczy­cieli, a może i nawet sty­pen­dium. O wiele rza­dziej są one wyznacz­ni­kiem pracy czy wie­dzy. Nie­stety są jedy­nym wskaź­ni­kiem, jaki mogą bez­po­śred­nio spraw­dzić rodzice.

Inna sprawa, że wcale nie jest trudno uzy­skać przy­zwo­ite oceny. Do końca gim­na­zjum jecha­łem głów­nie na trójach/czwórkach. Póź­niej jed­nak ujmą dla mnie było, gdy ludzie w mojej opini mniej inte­li­gentni (o wiele mniej rów­nież) otrzy­my­wali lep­sze oceny. Bo mimo wszystko, są one dość dobrym wyznacz­ni­kiem inte­li­gen­cji — nie­za­leż­nie czy cho­dzi o wstrze­le­nie się w klucz, wywnio­sko­wa­nie fak­tów, prze­ga­da­nie nauczy­ciela, czy zwy­czajne naucze­nie się materiału.

Język obcy też jest bar­dzo ważny: Ludzie, któ­rzy nie mówią po angielsku

3. Mate­ma­tyka jest bar­dzo ważna

Nie wiem dla­czego nikt tego nigdy nie pod­kre­ślał, za cza­sów szkol­nych, zajęło mi jakieś 8 lat zanim się zorien­to­wa­łem. Prze­wa­ża­jąca więk­szość ludzi miała opi­nię w stylu, do czego mi się to w życiu przyda. Heheszki typu do czego wyko­rzy­stu­jemy wzór na deltę. Dzieci jed­nak jesz­cze nie­wiele wie­dzą o życiu i nie są w sta­nie podać kon­kret­nych przy­kła­dów, jed­nak nauczy­ciel powi­nien zacząć naukę od zbu­do­wa­nia odpo­wied­niego nasta­wie­nia do przed­miotu — że jest on ważny i jest on uży­teczny. Wszak to mate­ma­tyka stoi za wszyst­kim.

To zdję­cie pocho­dzi z obozu tre­nin­go­wego do Olim­piady Mate­ma­tycz­nej.
Tej samej olim­piady, na któ­rej ja byłem. Tylko 10 lat wcześniej.

4. W szkole uczymy się o wiele wię­cej niż to co na lekcjach

Pod­sta­wowa wie­dza z każ­dego przed­miotu jest bar­dzo ważna, gdyż pozwala nam lepiej zro­zu­mieć świat, jak i też nad­zwy­czaj czę­sto łączy się z innymi przed­mio­tami. Co prawda sys­tem edu­ka­cji jest prze­sta­rzały i nie można ocze­ki­wać nauki wycią­ga­nia wnio­sków, czy zależ­no­ści przyczynowo-skutkowych, ale nawet nauka na pamięć Inwo­ka­cji, czy wier­szy Kocha­now­skiego jest ważna. Prócz zgłę­bia­nia dobytku kul­tu­ro­wego ćwi­czymy także pamięć, rze­tel­ność, sys­te­ma­tycz­ność, umie­jęt­ność pre­zen­ta­cji i wiele innych.

Do tego szkoła kon­fron­tuje nas z dzie­siąt­kami nie­zna­nych wcze­śniej osób, co zmu­sza nas do roz­woju umie­jęt­no­ści mię­dzy­ludz­kich. Moja ostat­nia notka była dość per­so­nal­nym przed­sta­wie­niem tego, w jaki spo­sób udało mi się dojść do waż­nego wnio­sku na pod­sta­wie szkol­nych znajomości.

5. Lek­tury nie są dobrymi książ­kami, ale takie istnieją

Hej­tuję lek­tury gdzie­kol­wiek jestem. Nic w moim życiu nie spo­wo­do­wało takiego urazu do ksią­żek jak obo­wiąz­kowe czy­ta­nie „W pustyni i w pusz­czy”, a prze­czy­ta­łem dużo gówna, nawet 5o twa­rzy Greya. Róż­nica jest taka, że mając te 11 lat zna­łem tylko kilka ksią­żek, więc bar­dzo nega­tywna opi­nia o jed­nej z nich spo­wo­do­wała, że przez kilka lat nie się­gną­łem po ani jedną książkę. Uraz do lek­tur jed­nak pozo­stał i do końca edu­ka­cji nie prze­czy­ta­łem pra­wie żad­nej z nich. W liceum zna­la­zło się parę god­nych uwagi.

Za to w gim­na­zjum odkry­łem Master­tona, Kinga, Cooka, a dalej poszło z górki. Jakże wiel­kie było moje zdzi­wie­nie, że na papie­rze można zawrzeć coś, co się czyta z zain­te­re­so­wa­niem i nie jest Kubu­siem Puchat­kiem. Teraz już wiem, że jest to jedna z naj­lep­szych form roz­rywki dostęp­nej czło­wie­kowi, jed­nak w dal­szym ciągu żałuję kilku stra­co­nych lat. Sien­kie­wicz chuju.

Ładne książki.
Photo cre­dit: Sunchild57 Pho­to­gra­phy. / Foter / CC BY-NC-SA

6. Dobrze wyko­rzy­stuj wolny czas

Szkoła to taki wspa­niały czas, gdzie prócz spę­dze­nia tam kilku godzin dzien­nie, pomocy w kilku banal­nych obo­wiąz­kach i odro­bie­nia pracy domo­wej cała reszta czasu jest wolna. Nie musimy się przej­mo­wać zała­twia­niem spraw urzę­do­wych, opła­ca­niem miesz­ka­nia, robie­niem zaku­pów, goto­wa­niem obia­dów, sprzą­ta­niem, pra­niem i wyglą­da­niem jak czło­wiek, bo to wszystko robią za nas rodzice. Do tego czas spę­dzany przed komputerem/telewizorem jest limi­to­wany (a przy­naj­mniej powinien).

Naj­waż­niej­szy punkt z tych wszyst­kich. Edu­ka­cja ma nam dać pod­stawy wie­dzy i pomóc zna­leźć to, co chcemy robić w życiu, jed­nak nikt za nas tego nie odnaj­dzie. Mamy więc nie­po­wta­rzalną moż­li­wość, aby pró­bo­wać nowych rze­czy, które i tak spon­so­rują rodzice. Nie­za­leż­nie od tego, czy jest to jazda na desko­rolce, gra na gita­rze, pisa­nie, zaję­cia z baletu, czy pro­gra­mo­wa­nie mikro­kon­tro­le­rów, nigdy nie będzie to czas stra­cony. Nie wia­domo do czego taka wie­dza bądź doświad­cze­nie może się nam przy­dać w przyszłości.

W naj­gor­szym przy­padku dowiemy się do czego nie jeste­śmy stwo­rzeni i nie będziemy żało­wać, że nigdy nie spróbowaliśmy.


O niczym waż­nym nie zapo­mnia­łem, prawda?

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • https://notatkizpodziemia.wordpress.com/ Rara Avis

    „Edu­ka­cja powinna pomóc nam odna­leźć to, co chcemy robić w życiu. No, powinna. Ja jak zna­la­złam coś co chcę i lubię robić, to zaczęli mnie za to w szkole tępić. Nauczy­ciele. Słodko, co nie? 😉
    I po pra­wie dwu­na­stu już latach nauki, nadal nie wiem do czego nam mate­ma­tyka. Zna­czy, okej, pod­stawy się przy­da­dzą, licze­nie pie­nię­dzy, obli­cza­nie ile puszek farby o wydaj­no­ści takiej i takiej kupić do poma­lo­wa­nia ścian w pokoju, ile metrów siatki kupić do ogro­dze­nia działki i pro­por­cje, przy prze­li­cza­niu prze­pisu kuli­nar­nego z dwóch por­cji na sie­dem. Ale licze­nie delty, para­bole? Podaj mi przy­kład z życia, bo nic mi nie przy­cho­dzi do głowy ;D

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Dawno temu, jak dziec­kiem byłem i roz­no­si­łem ulotki, to mia­łem pła­cone dniówki. 4 zł razy 8 godzin dawało 42 zł dla mnie, tak przy­naj­mniej liczyła Pani, mówiąc jesz­cze przy tym, że pro­ste mno­że­nie to nie trzeba kal­ku­la­tora.
      Pro­por­cje, ułamki, pro­centy — zdzi­wi­ła­byś się ile ludzi nie potrafi tych pro­stych rze­czy, a co dopiero gdy przyj­dzie jakieś bar­dziej zło­żone rze­czy niż pie­cze­nie babki, jak np. bra­nie kre­dytu w obcej walucie.

      Rów­na­nia kwa­dra­towe uży­wamy w archi­tek­tu­rze, oraz w mecha­nice do licze­nia wytrzy­ma­ło­ści. Tak naprawdę są one tylko wpro­wa­dze­niem, do całek i pochod­nych, bez któ­rych nie poli­czymy ani jed­nego zło­żo­nego zada­nia (które to odpo­wia­dają rze­czy­wi­sto­ści — np obli­cze­nie mak­sy­mal­nych sił dzia­ła­ją­cych na łoży­ska w osi prze­no­szą­cej napęd z sil­nika przez koło zębate bla­bla­bla). Do tego cho­ciażby prze­twa­rza­nie sygna­łów. Kształt i wyso­kość anten, czę­sto­tli­wość sygnału, jego modu­la­cja to wszystko są rze­czy, które należy policzyć.

      Do tego cała fizyka, opiera się na takich obli­cze­niach. Nie­za­leż­nie czy jest to teo­re­tyczna, czy też eks­pe­ry­men­talna w któ­rych wyniki badań musimy zgrab­nie wpa­so­wać w jakąś teo­rię czy cho­ciażby opi­sać przy­bli­żo­nym wzo­rem, a w mię­dzy­cza­sie trzeba też poli­czyć śro­dek cięż­ko­ści, czy moment bez­wład­no­ści ciała.

      Praca więk­szo­ści urzą­dzeń jest wpierw liczona w spo­sób teo­re­tyczny, aby okre­ślić zakres dzia­ła­ją­cych sił. Ste­ro­wa­nie ele­men­tami mecha­nicz­nymi, począw­szy od pro­stych siłow­ni­ków, przez ama­tor­skie robory, na sil­ni­kach odrzu­tow­ców koń­cząc jest reali­zo­wane w opar­ciu o ich model mate­ma­tyczny, który trzeba obli­czyć, oraz upro­ścić z zado­wa­la­ją­cym przybliżeniem.

      Pod­cho­dząc z zało­że­niem, że mate­ma­tyka się nie przyda, zamy­kasz sobie drogę do cał­kiem spo­rej ilo­ści poten­cjal­nych ście­żek kariery, która tylko będzie się zwięk­szać, gdyż świat się roz­wija i coraz wię­cej rze­czy opar­tych jest na kom­pu­te­rach i matematyce.

      No i oczy­wi­ście nie można zapo­mnieć, że logiczne myśle­nie, deduk­cja i ana­liza fak­tów przy­dają się w każ­dym aspek­cie życia.

      Do tego geekow­skie żarty są naprawdę śmieszne.

      • https://notatkizpodziemia.wordpress.com/ Rara Avis

        Nie, nie zamy­kam sobie drogi do poten­cjal­nych ście­żek kariery. Nigdy nie wią­za­łam kariery z matmą, fizyką czy che­mią– mia­łam epi­zod z infor­ma­tyką, ale mi prze­szedł. Na szczę­ście. Zdaje sobie sprawę z tego ‚ze to bar­dzo opła­calne ścieżki kariery, ale nie czuje sie w tych dzie­dzi­nach na tyle dobrze i swo­bod­nie by wią­zać z nimi karierę.

        I poda­łeś mi przy­kłady zwią­zane z kon­kret­nymi zawo­dami. Wiem ‚ze elek­tro­me­cha­nika, że archi­tek­tura i bóg wie co jesz­cze. Ale mówimy o prze­cięt­nym Kowal­skim, albo nawet troszkę mniej prze­cięt­nym Nowaku, który może nie będzie kasje­rem w bie­dronce, ale inży­nie­rem mecha­tro­ni­kiem też nie zosta­nie. Szkoła naj­wię­cej wypusz­cza takich wła­snie Kowal­skich i Nowacz­ków, nie kogoś, kto będzie kon­stru­ował sil­niki odrzu­tow­ców. Im się to nie przyda.

        Rozu­miem, ze jak ktoś jest w tech­ni­kum na mecha­tro­nice czy infor­ma­tyce to ma roz­sze­rzoną matmę, spoko. Ale po co mi na gastro­no­mii para­bole i obli­cza­nie delty? Serio, ja tego nie wyko­rzy­stam pro­wa­dząc np. wła­sną restau­ra­cję. Sil­ni­ków tam nie będę projektować.

        Tylko te geekow­skie żarty mnie prze­ko­nują xD

        • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

          Szkoła ma przy­go­to­wać do wszel­kich poten­cjal­nych dróg roz­woju, żeby ucznio­wie po skoń­cze­niu mieli pod­sta­wową wie­dzę z każ­dego przed­miotu. A rów­na­nie kwa­dra­towe to jest ele­men­tarna wiedza.

          Pro­sty przy­kład dla pro­wa­dze­nia restau­ra­cji czyli zada­nie opty­ma­li­za­cyjne — jeżeli zmiej­sze­nie ceny o x zł zwięk­sza sprze­darz o y sztuk (około), to dla jakiej ceny zysk będzie największy?

          Gdyby w naszym sej­mie ktoś znał rów­na­nia kwa­dra­towe, to wie­działby że stałe zwięk­sza­nie akcyzy na alko­hol nie zwięk­szy przy­cho­dów do skarbu pań­stwa. A tak cią­gle ją zwięk­szają i cią­gle się dzi­wią, że ilość wpły­wa­ją­cych pie­nię­dzy maleje.

          Żarty, żar­ciki