Advanced open water diver [Honduras, Utila]

Poprzedni wpis był o tym jak wyglą­dają początku nauki na nurka. O tym, że dużo tam sprzętu, pro­ce­dur bez­pie­czeń­stwa, koniecz­nej wie­dzy, jak i wprawy w wyko­ny­wa­niu pro­stych czyn­no­ści pod wodą. Prak­tycz­nie całość odbyła się w ośrodku i przy­le­ga­ją­cej do niego pły­ciź­nie przy­kry­tej płachtą.

Gdyby nie sala w domku z bam­busa, zaję­cia w stro­jach kąpie­lo­wych tuż po wyj­ściu z wody i wspa­nia­łej wyspy, na któ­rej to ma miej­sce, można by zro­bić kurs począt­ku­jący w base­nie w Sie­mia­no­wi­cach Ślą­skich. Jeśli jed­nak cho­dzi o zaawan­so­wany, to już nie można, a nawet się nie da tego zro­bić w base­nie. Bo to jest 5 nor­mal­nych około godzin­nych nur­ko­wań na otwar­tej wodzie, tylko tema­tycz­nych — pod­czas któ­rych dodat­kowo nabie­ramy kolej­nych por­cji wie­dzy i doświadczenia.

I to już o wiele bar­dziej warto zro­bić w takim miej­scu. Prócz ewi­dent­nie lep­szych warun­ków życio­wych, mamy także o wiele bar­dziej malow­ni­cze, egzo­tyczne i zatło­czone dno mor­skie. Choć zdję­cia zwale nie wycho­dzą tak dobre jak myśla­łem. Te 5 nur­ko­wań jeste­śmy w sta­nie spo­koj­nie zro­bić w dwa dni, a w dodatku do ceny każ­dego kursu dosta­jemy jesz­cze 2 dar­mowe nur­ko­wa­nia, gdzie możemy pod­piąć się pod jakąś grupę i wraz z nimi zoba­czyć kolejne miejsca.

Z tych pię­ciu nur­ko­wań dwa pierw­sze są zawsze obo­wiąz­kowe. Kolejne trzy były do wyboru, z nie­wiele więk­szej grupy.

Pod­wodna nawigacja

Oh damn. Tam jest wszystko tak na oko i przy­bli­żone, strasz­nie to cięż­ko­strawne dla mojej inży­nier­skiej duszy. Poko­naną odle­głość mie­rzy się ilo­ścią kop­nięć płe­twami, zakła­da­jąc że zawsze się równo prze­li­cza. Kom­pas zawsze pro­wa­dzi nas na pół­noc, ale pływy zno­szą nas z drogi. Ukształ­to­wa­nie terenu i znaki szcze­gólne oto­cze­nia o wiele trud­niej się wyła­puje niż w przy­padku podróży po powierzchni.

Nie ma jakie­goś dzia­ła­ją­cego pod wodą GPSa?

Głę­bo­kie zejście

Gra­nicą nur­ko­wa­nia rekre­acyj­nego jest 40 m. I to taką gra­nicą, do któ­rej nie powin­ni­śmy się zbli­żać, bo nie dość że o wiele szyb­ciej zuży­jemy tlen, to jesz­cze żeby unik­nąć cho­roby dekom­pre­syj­nej, możemy tam pozo­stać co naj­wy­żej kilka minut. Jed­nak nie jest to pro­ble­mem, więk­szość miej­scó­wek znaj­duje się na głę­bo­ko­ści do 30 metrów. Choć i tam mogą zda­rzyć się problemy.

3

Otóż ist­nieje takie zja­wi­sko jak nar­ko­ty­za­cja pod­wodna. Po zej­ściu, naj­czę­ściej poni­żej pułapu 25 metrów, ludzie znaj­du­jący się pod wodą zaczy­nają mieć reak­cje nar­ko­tyczne od azotu pod ciśnie­niem. Roz­luź­nie­nie, spo­wol­nione myśli, odrę­twie­nie, zanie­dba­nie myśli o bez­pie­czeń­stwie, a nawet halu­cy­na­cje. Także zabie­rają nas na 30 metrów, żeby­śmy mogli poczuć, jak my się tam poczujemy.

Samo to doświad­cze­nie jest nie­groźne, jed­nak nie­bez­pie­czeń­stwo pły­nie z tego, jakie głu­pio pomy­sły mogą nam wtedy przyjść do głowy.

Na początku myśla­łem, że to będzie gor­sze doświad­cze­nie, od zakrę­ca­nia butli na pierw­szych zaję­ciach. Że to o wiele głę­biej, więc w tym wypadku jak cze­goś nie ogarnę, to będzie pro­blem. No, a oka­zało się, że nic mnie nie pokle­pało. Nawet nie zauwa­ży­łem, że zaszli­śmy tak głę­boko, a potem kazali nam pod wodą robić pro­ste zagadki matematyczne.

Każdy kto mnie choć tro­chę zna to wie, że pro­ste zagadki mate­ma­tyczne jestem w sta­nie roz­wią­zać nie­za­leż­nie od swo­jego stanu w cza­sie szyb­szym niż przy­po­mnie­nie sobie zdro­waśki. Choć nie wydaje mi się, żebym odczuł tę głębokość.

Kon­trola pławności

Czyli tego, w jaki spo­sób kon­tro­lu­jemy swoją wyso­kość w wodzie, to było naj­bar­dziej zabawne nur­ko­wa­nie. Byli­śmy zale­d­wie na głę­bo­ko­ści kilku metrów na zupeł­nie jało­wym i pia­sko­wym frag­men­cie dna, ale jaką mie­li­śmy zabawę. Musie­li­śmy lewi­to­wać w naj­róż­niej­szych pozy­cjach (np siad skrzyżny do góry nogami), robić salta, zatrzy­ma­nie opa­da­nia niczym w mis­sion impos­si­ble. Wzię­li­śmy też obrę­cze, aby usta­wić z nich tor prze­szkód i poko­ny­wać go w róż­nych konfiguracjach.

Nur­ko­wa­nie nocne

Wow, to musi być nie­sa­mo­wite, zresztą sama nazwa. Jeśli cze­goś akcja dzieje się w nocy, to z defi­ni­cji jest to okra­szone dodat­ko­wym ładun­kiem emo­cjo­nal­nym, wraz ze stra­chem i koniecz­no­ścią obco­wa­nia w nie­sprzy­ja­ją­cych czło­wie­kowi warun­kach, wytra­wio­nymi przez miliony lat ewo­lu­cji na korze mózgowej.

Z dodat­ko­wego sprzętu po dwie latarki dla nurka i znacz­niki świetlne na linie. Na noc ławice ryb scho­dzą się w jeden punkt i for­mują kulę, aby odpo­cząć w miarę bez­piecz­nie, przy­naj­mniej dla więk­szo­ści ryb. Powie­dzieli nam przed zej­ściem, że jak zoba­czymy coś takiego, to nie świe­cić na to bez­po­śred­nio, bo się roz­płyną. Nie­stety nie widzia­łem nic takiego.

W ogóle nie­wiele widzia­łem. Po ciemku to jak na powierzchni, jest ciemno, a nor­malne życie zamiera. Rybki są pocho­wane, a cza­sem spo­tka się jakiś cie­kawy, żeru­jący gatu­nek. Tak też spo­tka­łem płaszczkę. Chcia­łem sobie prze­czy­ścić maskę, więc stru­mień świa­tła zmie­nił kie­ru­nek, a ja po ciemku nie wiem czy już jest w porządku, w którą stronę góra, ani gdzie świa­tło. Jak dosze­dłem do porządku ze wszyst­kim, to byłem kil­ka­na­ście cen­ty­me­trów od dna, a pode mną pły­nęła płaszczka.

Wystra­szy­łem się, to jasne. Ale pod wodą nie powinno się robić gwał­tow­nych ruchów. Po pierw­sze, powie­trze, sprzęt, rów­ność odde­chu i wszyst­kie tech­niczne sprawy, a po dru­gie tak o wiele łatwiej spro­wo­ko­wać zwie­rze. Więc cie­szy­łem się cho­ciaż z tego, że mia­łem włą­czoną kamerę.

Drift Dive

Czyli zej­ście w jed­nym miej­scu, wyj­ście w innym. Jedna z naj­po­pu­lar­niej­szych tech­nik, wszak wiele war­tych zoba­cze­nia rze­czy leży w środku prądu mor­skiego. Więc zamiast się wysi­lać i wal­czyć z żywio­łem, to dajemy się porwać. Jeżeli nur­ku­jemy z łodzi, to wcale nie musimy się aż tak bar­dzo przej­mo­wać (na szczę­ście) nawi­ga­cją, gdyż kapi­tan łódki będzie pły­nąć za nami po bąbelkach.

Przed tym zej­ściem musie­li­śmy się dodat­kowo obcią­żyć, żeby nas prąd nie porwał, a ja go nawet nie poczułem.

Pod­su­mo­wa­nie

Na początku byłem strasz­li­wie nakrę­cony nur­ko­wa­niem, ale po całym inten­syw­nym tygo­dniu entu­zjazm opadł zauwa­żal­nie. W dal­szym ciągu uwa­żam, że była to jedna z lep­szych decy­zji tego wyjazdu, nie­sa­mo­wita przy­goda i pole­cam każ­demu (kto nie ma prze­ciw­wska­zań zdro­wot­nych), jed­nak nie zde­cy­do­wał­bym się na nic bar­dziej zwią­za­nego z nur­ko­wa­niem, niż oka­zjo­nalne wypady na inte­re­su­jące miejscówki.

Choć są ludzie, któ­rzy przy­jeż­dżają z zamia­rem zro­bie­nia wszyst­kich kur­sów i zna­le­zie­nia pracy jako instruk­tor. A ja mogę ruszać dalej.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.