Adventure time

Ofi­cjal­nie roz­po­czy­nam pierw­szy wpis, od kiedy wyru­szy­łem w podróż. Czasu w samo­lo­cie i bate­rii w kom­pu­te­rze mam aż nadto, to skre­ślę parę słów o tym jak, gdzie i dla­czego. A przy­naj­mniej spró­buję upo­rząd­ko­wać swoje myśli, bo z odpo­wie­dziami na te pyta­nia może być ciężko.

JAK?

Nie czuję się wcale jak Sind­bad. Ani nawet Phi­leas Fogg. To wszystko są bajeczki, opo­wie­ści, któ­rych atrak­cyj­no­ści nie powinna spla­mić prawda. A przy­naj­mniej nie za bar­dzo. Coś co ma fascy­no­wać dzieci, a doro­słych bawić, nie wcho­dząc w pro­za­iczne szcze­góły codzien­nego znoju, nie­pew­no­ści i stra­chu zwią­za­nego z takimi podróżami.

A to wła­śnie jest domi­nu­jące uczu­cie w tej chwili. Zawsze naj­bar­dziej oba­wiam się kwe­stii formalno-organizacyjnych na lot­ni­skach. Wcho­dząc na jego ogro­dzony dru­tem kol­cza­stym teren, widząc uzbro­jo­nych żoł­nie­rzy kon­tro­lu­ją­cych ruch, czuję się tam jak nie­chciany intruz. Do tego cały pro­ces podróży, zosta­wie­nie więk­szo­ści bagażu w zamian za świ­stek papieru budzi we mnie wewnętrzny sprze­ciw, szcze­gól­nie że już kie­dyś moja walizka nie dole­ciała ze mną. Szybko się odna­la­zła, ale wie­cie, nie­smak pozo­stał. Coś mogłoby być nie tak z bile­tem, albo pasz­por­tem. Albo czymś innym. Byłem na lot­ni­sku o odpo­wied­niej godzi­nie, nie zatrzy­mali mnie na kon­troli i lecę już nad Atlan­ty­kiem, ale dopóki nie będę po wszyst­kich for­mal­no­ściach, to wiel­kość moich źre­nic ani pery­stal­tyka jelit nie wrócą do normy.

Prze­cież cią­gle na lot­ni­sku mogą mnie zatrzy­mać ludzie z bronią.

GDZIE?

Tuż przed wyjaz­dem żegna­łem się z wie­loma ludźmi i sporo z nich pytało mnie o plan podróży. No weź opo­wia­daj, gdzie to będziesz, co masz w pla­nach, kiedy moim pla­nem jest pla­no­wać na bie­żąco. Na począ­tek na Domi­ni­kanę, a póź­niej się zoba­czy. Nawet zarzu­cono mi, że po pro­stu nie chcę się podzie­lić pla­nem z jakie­goś powodu, ale to nieprawda.

Mar­twili się też o mnie. I to do tego stop­nia, że musieli spraw­dzać na ile dobrze się przy­go­to­wa­łem. Prócz roz­sąd­nych pytań zda­rzały się też takie, jakich mógł­bym ocze­ki­wać po swo­jej babci — „a co zro­bisz, jak ci się skar­peta prze­drze?”. Takich pro­za­icz­nych rze­czy się nie boję. A planu może i nie mam, ale jest kilka marzeń, które chciał­bym spełnić.

–Two­rzyć kon­tent na bloga i YT,
–Zjeść dużo inte­re­su­ją­cych rze­czy, także je goto­wać,
–Nawią­zy­wać kon­takty z miej­sco­wymi, aby lepiej poznać kul­turę,
–Po powro­cie ważyć mniej niż mój przy­ja­ciel (aktu­al­nie 10 kg róż­nicy),
–Nauczyć się bie­gle komu­ni­ko­wać w języku hisz­pań­skim,
–Zoba­czyć dużo egzo­tycz­nych zwie­rząt na wol­no­ści,
–Nauczyć się sur­fo­wać (albo przy­naj­mniej spró­bo­wać),
–Prze­czy­tać try­lo­gię, a może nawet w pustyni i w pusz­czy,
–Podró­żo­wać za pomocą łodzi/jachtostopu,
–Przy­łą­czyć się do innych podróż­ni­ków i poko­nać część drogi w towa­rzy­stwie.
–Wró­cić cały, zdrowy, ze wszyst­kimi koń­czy­nami i organami.

–Przy­wieźć z Kuby bank­not z Che Guavarą,
–Zoba­czyć grób Boba Mar­leya na Jamajce,
–Kupić laleczkę voodoo na żela­znym targu w sto­licy Haiti,
–Odwie­dzić schod­kowe pira­midy,
–Zoba­czyć plan­ta­cję kawy na Kosta­ryce,
–Zoba­czyć Machu Pic­chu,
–Zro­bić sesję zdję­ciową ogrom­nych jasz­czu­rów i żółwi na Gala­pa­gos,
–Zje­chać z góry śmierci w Bolo­wii,
–Wejść na wul­kan w Gwa­ta­meli
–Zoba­czyć Jezusa w Rio,

Na pierw­szą listę będę miał bacze­nie przez całą podróż i chciał­bym każdy z tych punk­tów speł­nić, pod­czas gdy to druga będzie mi wyzna­czać kolejne desty­na­cje. Zresztą tak jak pisa­łem, planu za bar­dzo nie mam, nie robi­łem jakie­goś szcze­gól­nego rese­ar­chu, także skład dru­giej listy na pewno się roz­ro­śnie w trak­cie podróży. Jeśli jed­nak nie uda mi się wypeł­nić jakiś punk­tów, to będzie mi smutno, ale przeżyję.

Jakby ktoś miał cie­kawe pomy­sły co mógł­bym zro­bić, to zachę­cam do podzie­le­nia się.

DLACZEGO?

Na pewno nie dla­tego, że jestem kocham podróże. Tzn. lubię, ale nie jest to główny powód.
Bo tak się składa, że jestem jesz­cze młody, wykształ­cony, mam doświad­cze­nie zawo­dowe, odło­żone pie­nią­dze i żad­nych zobo­wią­zań. Całe życie ciężko na to pra­co­wa­łem i teraz kiedy mam wresz­cie kom­for­towe warunki, chcę odpo­cząć, a przy oka­zji prze­żyć coś niesamowitego.

Mógłby szu­kać nowej pracy, ale prze­cież jesz­cze całe życie będę pra­co­wał. A co można robić, aby nie zmar­no­wać roku wol­nego czasu? Nie przy­szłą mi do głowy lep­sza odpo­wiedź na to pyta­nie niż podró­żo­wać. Co ma jesz­cze kilka dodat­ko­wych zalet.

Speł­nię kolejne marze­nia.
Zwe­ry­fi­kuję swój sys­tem war­to­ści.
Spraw­dzę, czy pora­dzę sobie w każ­dych warun­kach.
Będę miał o czym pisać na blogu. I o czym napi­sać w książce.

No prze­żyję przy­godę. Może nie będzie tam psa Jake’a i nie będę miał ze sobą mie­cza, ale też będzie epicko.

What time is it? It’s #adven­ture time!

Zdję­cie zamiesz­czone przez użyt­kow­nika @zdzislawin

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.