Alkohol a sprawa Polska

Alko­hol towa­rzy­szy nam całe życie. Od pęp­kówki tra­dy­cyj­nie wsta­wia­nej zaraz po potwier­dze­niu ciąży, przez uro­dziny, imie­niny, przy­ję­cia, imprezy, śluby aż do kie­liszka za wieczny odpo­czy­nek na pogrze­bach. Bo na swoim już nie będziemy mieli oka­zji go wypić. Nie­stety nie ma w tym nic dobrego.

W alko­holu ogól­nie, a nie w tym, że się go nie napi­jemy po śmierci.

Alko­hol w kulturze

Jest to znana ludz­ko­ści od tysięcy lat, naj­bar­dziej zako­rze­niona w kul­tu­rze i histo­rii używka. Z łatwo­ścią można go wypro­du­ko­wać, nawet może się to zda­rzyć zupeł­nie nie­świa­do­mie. Więk­szość osób zapewne widziała fer­men­ta­cję wina, a nie­któ­rzy mieli ten zaszczyt zoba­czyć pro­ces desty­la­cji. W sta­ro­żyt­no­ści był na tyle waż­nym ele­men­tem życia, że docze­kał się wła­snego boga. W aktu­al­nych reli­giach musi zado­wo­lić się pozy­cją nie­zbęd­nego rekwizytu.

Zabawne ćwi­cze­nie myślowe — spró­buj sobie wyobra­zić obrzęd reli­gijny opie­ra­jący się na innej używce.
Cie­ka­wostka: Wyznawcy kościoła Cen­tro Espi­rita Bene­fi­ciente Uniao do Vege­tal wie­rzą, iż osią­gają kon­takt z Bogiem jedy­nie po napi­ciu się rytu­al­nego naparu zwa­nego ayahu­asca, który zawiera zaka­zany zwią­zek halu­cy­no­genny — dime­ty­lo­tryp­ta­minę. Co jesz­cze śmiesz­niej­sze 21 lutego 2006 roku Sąd Naj­wyż­szy Sta­nów Zjed­no­czo­nych, powo­łu­jąc się na ame­ry­kań­ską kon­sty­tu­cję, zade­cy­do­wał, że człon­ków pew­nej kon­gre­ga­cji reli­gij­nej ze stanu Nowy Mek­syk nie doty­czy prawo, któ­remu bez­względ­nie pod­le­gają wszy­scy inni ame­ry­kań­scy oby­wa­tele, a mia­no­wi­cie zakaz przyj­mo­wa­nia środ­ków halucynogennych.

Alko­hol szkodzi

Nie odbie­ga­jąc od tematu, jest to jedna z naj­bar­dziej szko­dli­wych uży­wek. Oczy­wi­ście ist­nieją kro­ko­dyle czy inne moca­rze, jed­nak nie będziemy mówić o mar­gi­ne­sie dla zwo­len­ni­ków moc­nych wra­żeń. Oni są pogar­dzani z zasady, pod­czas gdy alko­hol pozo­staje bez winy. Posłużę się przykładem.

mao

Hip­ster­ski Maoizm - żarty o poli­tyce i o wódce.

 

Jakiś czas temu spę­dza­łem noc u zna­jo­mej. Zawsze spę­dza­nie nocy u kogoś w domu jest stre­su­jące. Ten sam rodzaj stresu, co nie­pew­ność kto odbie­rze dzwo­niąc na tele­fon sta­cjo­nar­nym. Więc sie­dzę sobie spo­koj­nie i zisz­cza się jeden z naj­gor­szych sce­na­riu­szy — jej ojciec przy­cho­dzi ze mną poga­dać. Przy czym tro­chę prze­kła­ma­łem w tam­tym zda­niu, bo raczej wto­czył się i nie poga­dać, a napić się ze mną. Nie bar­dzo mia­łem ochotę, o czym nie omiesz­ka­łem poin­for­mo­wać, ale tra­fi­łem na wytrwa­łego prze­ciw­nika. No i powstał impas, gospo­da­rzowi prze­cież nie mogę sprze­dać kon­tro­l­nego liścia. Takiego na otrzeźwienie.

Na szczę­ście uzy­ska­łem wspar­cie, w postaci całej rodziny prze­ko­nu­ją­cej go, żeby mi dał spo­kój. Po dłu­gich bojach, uża­la­niu się nad swym mar­nym losem, wyrzu­tach i szan­ta­żach psy­chicz­nych w końcu odpu­ścił. Nama­wia­nie mnie, bo picie to potra­fił kon­ty­nu­ować samemu. Zanim jed­nak to się stało, musiał naj­pierw prze­mie­ścić się do innego pokoju. Po dro­dze prze­wra­ca­jąc się, roz­bi­ja­jąc naczy­nia i strasz­nie hała­su­jąc w środku nocy. Chwilę póź­niej prze­ra­żony usły­sza­łem, jak otwiera samo­chód, ale kole­żanka mnie uspo­ko­iła. Nigdzie nie będzie nigdzie jechał, tylko włą­cza muzykę pod wódeczkę. Była to jedna z naj­bar­dziej nie­zręcz­nych sytu­acji, w jakich mia­łem oka­zję brać udział. Jako doro­sły męż­czy­zna z innej bajki czu­łem się tam bez­radny. Jed­nak to nie było najgorsze.

Naj­gor­sze było zacho­wa­nie reszty rodziny, następ­nego dnia pod­czas śnia­da­nia. Nie zna­la­zła się ani jedna osoba, która by potę­piła jego wczo­raj­sze zacho­wa­nie, zwró­ciła uwagę, bądź w jaki­kol­wiek spo­sób dała znać, że to jest not cool. Baga­te­li­zo­wa­nie, uspra­wie­dli­wia­nie, czy wyro­zu­miałe kle­pa­nie po główce. Ulu­lał się bie­da­czek i sza­lał. We mnie się cią­gle goto­wało po wczo­raj i mia­łem ochotę wykrzy­czeć mu w twarz jak bar­dzo mnie ziry­to­wał, w jakiej strasz­nej sytu­acji sta­wia swoją rodzinę i dla zwięk­sze­nia sku­tecz­no­ści prze­sła­nia popra­wić pięścią.

Nie zro­bi­łem jed­nak tego, nie była to moja sprawa.

Alko­hol w Polsce

Nie ma na świe­cie dru­giego tak bar­dzo iden­ty­fi­ku­ją­cego się z piciem narodu. Rosja­nie dep­czą nam po pię­tach, ale z powodu dumy naro­do­wej, nie pozwa­lamy sobie ode­brać nam prymu nawet w tak zawsty­dza­ją­cej dzie­dzi­nie. Jeśli cho­dzi o wymy­śla­nie pre­tek­stów do picia, to jeste­śmy w tym lepsi niż Macie­re­wicz w wymy­śla­niu teo­rii smo­leń­skich. Zresztą czy w innym kraju mogły powstać takie filmy jak „Pod moc­nym anio­łem”, albo „wszy­scy jeste­śmy chrystusami”?

–Panie Ferdku, wódka za mną cho­dzi od rana.
–A za mną od wczoraj.

Przy­cho­dząc na syl­we­stra, oczy­wi­stym jest że przy wej­ściu poka­zu­jemy szklany bilet. Chrzciny? No pro­szę, prze­cież to zdro­wie dziecka trzeba wypić. W wigi­lię się nie napić? Co to za święta. Samo słowo szwa­gier koja­rzy się nie­roz­łącz­nie z wódką. I z wąsem. Oka­zji nie ma? Zawsze można wyto­czyć cięż­kie działa „ze mną się nie napi­jesz?”, a w naj­gor­szym przy­padku broń osta­teczną „ja sta­wiam”. I tak leci drin za dri­nem, drina goni kolejny drin.

Taki już spa­dek po PRL, gdzie dochody z akcyzy sta­no­wiły kil­ka­na­ście pro­cent wpływu do budżetu kraju. Nie było towa­rów w skle­pie, więc ludzie wyda­wali na wódkę wię­cej niż na mięso, czy ubra­nia. Zresztą zapy­taj­cie rodzi­ców, albo star­szych zna­jo­mych jak wyglą­dała wtedy praca i dla­czego połówki to małe butelki. Woj­sko, mili­cja, uczel­nie, kopal­nie, fabryki, wszystko. W fil­mie Miś jest taka scena, w któ­rej główny boha­ter popę­dza robot­ni­ków do pracy, a oni na to „Panie, daj skoń­czyć śnia­da­nie” i roz­le­wają flaszkę.

Taką mamy bogatą tra­dy­cję alko­ho­lową, a nawet się kurwa nie można się napić piwka na ulicy. No cóż dura lex, sed lex.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • http://niczym.pl filo­zof

    ‘Żad­nej che­mii, nigdy!’ — bio­rąc łyk drinka!