Chorwacja Autostopem #3 — Melina

Czyli na jakie warunki można liczyć miesz­ka­jąc w namio­cie na cał­ko­wi­tym spontanie.

Począt­kowo pla­no­wa­li­śmy spę­dzać noce w namio­cie pod­czas podróży, a na miej­scu wyna­jąć kwa­terę. Jed­nak warunki nie były zbyt sprzy­ja­jące i posta­no­wi­li­śmy pierw­szą noc na miej­scu rów­nież spę­dzić w namio­cie. W poprzed­nim poście opi­sa­łem, jakie rodaczka pole­cała nam miej­sce, w któ­rym mogli­by­śmy się rozbić.

Kośció­łek opusz­czony jest, polanka za nim rów­nież, widok prze­piękny, nie­da­leko zej­ście na plażę…

Taka kon­struk­cja na plaży? Być może była płatna, być może nale­żała do baru nie­opo­dal, jed­nak pod­czas kilku dni jej uży­wa­nia nikt nam nie powie­dział ani słowa.

Zonk

Zbyt pięk­nie, żeby było praw­dzi­wie. Nie zna­leź­li­śmy tego miej­sca pierw­szego dnia, zamiast tego roz­bi­li­śmy się na głów­nej plaży. Aku­rat na pod­wyż­sze­niu było tro­chę trawy, do tego od dwóch stron odsło­nięci od wia­tru i wzroku ludzkiego.

Śle­dzi nie będziemy wbi­jać, prze­cież to tylko jedna noc, a i zie­mia strasz­nie kamienista.

Jakby ktoś miał zamiar odwie­dzać Senj, to brać namiot i roz­bi­jać się tutaj. Jest dobrze.

W namio­cie wstaje się wraz z wscho­dem słońca. Koło 7–8 rano plaża była pusta i wtedy też było najładniej.

Naj­bar­dziej oba­wia­łem się dwóch rze­czy — warun­ków sani­tar­nych i zosta­nia okra­dzio­nym. Jeśli cho­dzi o dru­gie, to pod­czas dnia roz­bi­jali się tam stale ci sami ludzie bier­nie pil­nu­jąc naszego namiotu, a wie­czo­rem nie było go widać. Powie­dze­nie pod latar­nią naj­ciem­niej spraw­dziło się w naszym przy­padku w 100%. Jeśli zaś cho­dzi o warunki sani­tarne, to nie­da­leko był par­king kam­pe­rów, wraz z zaple­czem sani­tar­nym. I jego straż­ni­kiem, Grubym.

Gruby na poste­runku. W siatce trzy­mał bro­wary, a po cięż­kim dniu pracy pako­wał brzuch na taczkę i maje­sta­tycz­nym kro­kiem odjeżdżał.

Gruby

Silny jak lew, szybki jak gazela, bystry jak woda w klo­ze­cie i gruby jak piąt­kowy melanż. Szybko poznał się na nas i posta­no­wił ukró­cić nasz pro­ce­der nie­le­gal­nego odda­wa­nia moczu. Na szczę­ście musiał cza­sem sypiać, więc wcze­śnie rano i późno wie­czo­rem mogli­śmy korzy­stać z całego dobro­dziej­stwa inwen­ta­rza bez żad­nych reper­ku­sji. A warunki były tam dość polowe.

Wynik wojny pomię­dzy oszczęd­no­ścią wody w spłuczce, a akcep­to­wa­niu nie­spłu­ki­wal­nych kloc­ków był jed­no­znaczny. Pod­łoga cała mokra niczym w aqua parku, a prysz­nice wypo­sa­żone w naj­bar­dziej obrzy­dliwy rodzaj kle­ją­cej się do ciała zasłonki. Gorzej nawet niż w akademiku.

Osta­tecz­nie spę­dzi­li­śmy wszyst­kie noce w namio­cie. Mie­li­śmy sporo czasu i moż­li­wo­ści, aby roz­ko­szo­wać się atmos­ferą tej uro­kli­wej kra­iny, o czym w kolej­nych postach.

Zdjęcie kota zawsze spoko, dlatego zdjąłem go z parapetu i zrobiłem zdjęcie.

Zdję­cie kota zawsze spoko, dla­tego zdją­łem go z para­petu i zro­bi­łem zdjęcie.

«< Chor­wa­cja Auto­sto­pem #2 — Desti­na­tion Unknown

Chor­wa­cja Auto­sto­pem #4 — Żar­cie »>

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Michał Makuch

    Haha, też spo­tka­łem gru­bego! Dobry ziomek 😉