Chorwacja Autostopem #4 — Żarcie

O co można zapy­tać się osobę wra­ca­jącą z obcego kraju? Naj­cie­kaw­sze są infor­ma­cje doty­czące jedze­nia, picia, tudzież innych hedo­ni­stycz­nych zacho­wań. Wszak czło­wiek to zwie­rzę. Dziś o tym pierwszym.

Całe to jedze­nie pocho­dzi z restau­ra­cji Gajeta, która to znaj­do­wała się 25 metrów od naszego namiotu. Raz tylko popeł­ni­li­śmy błąd i zje­dli­śmy gdzie indziej.

Zja­dłem dużo owo­ców morza, sporą część pró­bo­wa­łem po raz pierw­szy, nie ma się czego bać. Jeżeli nie myślisz o tych wszyst­kich narzą­dach wewnętrz­nych, wydzie­la­nym przez nie ślu­zie, ani nie prze­szka­dza ci kru­sze­nie zębami krę­go­słu­pów czy wydłu­by­wa­nie z prze­strzeni pomię­dzy nimi odpo­wied­nika układu ner­wo­wego ostryg, to dasz sobie radę.

Na start talerz mię­sny. Moje pierw­sze sko­ja­rze­nie jeżeli cho­dzi o bał­kań­ską kuch­nię — mię­cho z cebulą i ajwa­rem, nie zawio­dłem się. Było sporo, było smacznie.

Jak będąc nad morzem można nie spró­bo­wać róż­nych pły­wa­ją­cych i płe­twia­stych sku­bań­ców? Tutaj sar­dynki, kru­che mięso, chru­piące krę­go­słupy. Dopiero przy ostat­niej zorien­to­wa­łem się, że można je bez­pro­ble­mowo usu­nąć i nie trzeba ich jeść :<

Filet z łoso­sia. Cóż tu można powie­dzieć, łosoś jest smaczny. Pre­cy­zu­jąc łosoś i tuń­czyk to nad­ryby jeśli cho­dzi o smakowitość.

Oto nasz błąd. Gołabki, tzn.owoce morza w sosie pomi­do­ro­wym z ryżem. I jesz­cze kel­ner mówił, że to spe­cjal­ność zakładu, nie chce wie­dzieć jak sma­kują ich nie­spe­cjal­no­ści. 100 zł za 3 kre­wetki i parę małży.

Kal­mary sma­żone. W kształ­cie krąż­ków, gdyż to ich głowy pokro­jone w pla­sterki. Chru­piące i śred­nie, gdzie im tam do kal­ma­rów po zię­bow­sku. Zresztą jedząc kal­mary zawsze mam przed oczami jakie one są obrzy­dliwe z twarzy.

Spa­ghetti z kre­wet­kami. Z tego połą­cze­nia nie może wyjść nic złego.

Spa­ghetti z owo­cami morza, czyli kom­pi­la­cja pły­wa­ją­cego paskudz­twa. Naj­lep­sza rzecz jaką tam jadłem.

Gril­lo­wana ośmior­nica, w tle #jacy­ślu­dzie. Wcale nie gumo­wata, po pro­stu nie­smaczna. Raczej nigdy wię­cej nie zamó­wię, choć tak faj­nie odpa­dały przy­ssawki od macek po prze­je­cha­niu sztućcem.

Wszystko to popite wodą mine­ralną z limi­to­wa­nej edy­cji Paulo Coelho. Z cyta­tami pod nakrętką.

Malutki doda­tek. Te po lewej to naj­lep­sze ciastka ever. Zbo­żowe, cze­ko­la­dowe, zaje­bi­ste. Tych po pra­wej nie pró­bo­wa­łem, bo nie dał­bym rady wło­żyć Domacica.


«< Chor­wa­cja Auto­sto­pem #3 — Melina

Chor­wa­cja Auto­sto­pem #5 — Zdję­cia »>

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Bets

    ale bym jadła!! 🙂 to prawda jedze­nie to wazna czesc pod­rozy. uwiel­biam owoce morza!!