Co mnie zaskoczyło na Dominikanie

Cały mój wyjazd jest jed­nym wiel­kim zasko­cze­niem, bo takie było moje zamie­rze­nie. Bez więk­szego planu, z kil­koma ide­ami do zre­ali­zo­wa­nia poje­cha­łem z nasta­wie­niem zaskocz mnie świe­cie. No i zosta­łem zasko­czony, na początku na Dominikanie.

Zamie­rzam jesz­cze nagrać fil­mik o wra­że­niach z tego kraju, ale do tego potrze­buję wię­cej czasu. Jak już będzie gotowy, to wrzucę go na youtube i oczy­wi­ście na fan­page bloga, także zachę­cam do śle­dze­nia. W mię­dzy­cza­sie jed­nak posta­ram się przy­bli­żyć naj­bar­dziej zaska­ku­jące rze­czy w for­mie tekstowej.

Od tego Pana kupi­łem sobie kape­lusz, bo to wła­śnie robił. Cie­kawe ile wytrzyma.

Oczy­wi­ście piszę to z per­spek­tywy osoby, która nie podró­żo­wała zbyt wiele po świe­cie i nigdy wcze­śniej nie była poza Europą. Jedyną rze­czą którą spraw­dzi­łem przed przy­lo­tem, był adres pierw­szego hostelu, a i tak zatrzy­ma­łem się w innym. Prze­cież dojazd z lot­ni­ska nie powi­nien być pro­ble­mem. I to już było pierw­sze zaskoczenie.

Trans­port publiczny

Jest spe­cy­ficzny. Praw­dziwe przy­stanki ist­nieją tylko w waż­niej­szych punk­tach więk­szych miast. Tak to trzeba wie­dzieć gdzie prze­jeż­dża auto­bus i machać, żeby się zatrzy­mał. Żeby prze­szły prze­gląd tech­niczny trzeba by pew­nie wyjąć wszyst­kie sprawne czę­ści z dzie­się­ciu i zło­żyć z nich jeden. Bilety sprze­daje (a raczej pobiera opłatę) czło­wiek, który zastę­puje drzwi. Tzn. drzwi naj­czę­ściej nie ma i on stoi w ich miej­scu wychy­la­jąc się i pyta­jąc prze­chod­niów, czy nie potrze­bują transportu.

Stan tech­niczny pojazdów

Część auto­bu­sów jest w lep­szym sta­nie, bo są to cha­rak­te­ry­styczne, żółte auto­busy szkolne ze sta­nów. Raz mia­łem szczę­ście jechać jako jedyny pasa­żer takim i kie­rowca zapro­po­no­wał mi, żebym popro­wa­dził. Bar­dzo chcia­łem się zgo­dzić, ale to co się dzieje na tam­tej­szych dro­gach to sza­leń­stwo. W więk­szo­ści przy­pad­ków pojazdy ze szpa­chlą jakiej nie powsty­dziłby się Michael Jack­son, na kap­ciach i scen­tro­wa­nych opo­nach nie mają zde­rza­ków, masek, chłod­nic, drzwi, szyb nie mówiąc o tak nie­istot­nych czę­ściach jak miga­cze, czy reje­stra­cje. Jeśli sły­szeli coś o prze­pi­sach dro­go­wych, to jedy­nie w zagra­nicz­nych fil­mach, a wszystko to na wąskich dro­gach o nawierzchni zbli­żo­nej do powierzchni marsa.

Ten nie wygląda tak naj­go­rzej, ale nie udało mi się zro­bić satys­fak­cjo­nu­ją­cego zdję­cia gorszemu.

Ludzie syczą na sie­bie nazwajem

Mimo, że zapewne nie znają Har­rego Pot­tera, to ludzie posłu­gują się czę­sto języ­kiem węży. Po pro­stu syczą na sie­bie. Choć w nie­któ­rych przy­pad­kach fak­tycz­nie może cho­dzić o otwar­cie kom­naty tajem­nic, bo jest to uży­wane głów­nie w kon­tek­ście flirciarsko-seksualnym. Jest to mniej wię­cej odpo­wied­nik gwizd­nię­cia, może być rów­nież uży­wane w celu zwró­ce­nia czy­jejś uwagi.

Na wszelki wypa­dek sta­ram się uni­kać ludzi syczą­cych na mnie.

Jak na razie to naj­więk­sze zasko­cze­nie prze­ży­łem w ubi­ka­cji. I to wcale nie jest jakaś opusz­czona, tylko będąca w nor­mal­nym użyciu.

Budynki kryte strzechą

Jesz­cze wra­ca­jąc do lot­ni­ska. Jak przed wyjaz­dem usły­sza­łem, że dach lot­ni­ska będzie zro­biony ze słomy, to myśla­łem, że to takie heheszki. Moż­liwe, że mój roz­mówca też tak myślał, ale oka­zało się to naj­praw­dziw­szą prawdą.

Jest to popu­larny kraj turystyczny

Z gospo­darką opartą na wyłu­dza­niu pie­nię­dzy od przy­jezd­nych. Na lot­ni­sku kil­ka­na­ście osób prze­ko­ny­wało mnie, że auto­busy do cen­trum nie ist­nieją i jedyną moż­li­wo­ścią jest wzię­cie tak­sówki, za jedyne 50$. Odma­wia­jąc potra­fili zejść do 20$, jed­nak w dal­szym ciągu to była tak­sówka. Na szczę­ście jeden się zła­mał, scho­wał się ze mną za rogiem i wytłu­ma­czył mi jak jechać, nawet zapi­sał nazwy przy­stan­ków na kartce. Osta­tecz­nie cały prze­jazd wyniósł mnie nie­całe 3$.

Tak bar­dzo popu­larny, że nawet mają wycieczki w naszym języku.

Potra­fią być jesz­cze bar­dziej bez­czelni. Jadąc busem z Punta Cana do Santo Domingo mia­łem obcza­joną trasę, przy­stanki i drogę do hostelu. Auto­bus zatrzy­mał się na przed­mie­ściach i jakiś czło­wiek zaczął cho­dzić wyga­nia­jąc ludzi, mówiąc że to ostatni przy­sta­nek i dalej już nie poje­dzie, bo nie ma co wjeż­dżać do cen­trum. Zaczą­łem się z nim kłó­cić, poka­zy­wać mapę i jakieś 5 minut zajęło mi zanim się zorien­to­wa­łem, że to nie jest kie­rowca auto­busu. To był tak­sów­karz z pobli­skiego postoju. Jed­nak swój cel osią­gnął, bo kil­ka­na­ście osób prze­sia­dło się do taryf.

Wszę­dzie zacze­piają ludzie i ofe­rują usługi zachwa­la­jąc, że tanio i że bez tego nie można. A w więk­szo­ści przy­pad­ków to jest bar­dzo drogo i można się obejść cał­ko­wi­cie bez pła­ce­nia. Mnó­stwo ludzi ma motory i cią­gle naga­bują, żeby nas pod­wieźć, nawet odle­gło­ści rzędu 100 m. Czę­sto też pytają czy nie chcemy miej­sco­wych atrak­cji, takich jak lot para­lot­nią, kurs stat­kiem, mary­chu­aninę, koka­inę, czy miej­scową dziew­czynę. Beau­ti­ful or cheap, wha­te­ver you want my friend.

I spo­tka­łem tu cał­kiem sporą ilość pola­ków. Z dwójką nawet podró­żuję od kilku dni, ale o tym opo­wiem na filmiku.

Jest bieda

I to dość mocno. Spora część miejsc wygląda jak­by­śmy tra­fili na biedne dziel­nice Ukra­iny, tylko z pal­mami. Na uli­cach mnó­stwo sta­rych śmieci, roz­sy­pu­jące się budynki, domy z bla­chy fali­stej, a to wszystko poprze­pla­tane skle­pami z nowo­cze­snymi tele­fo­nami, czy innymi eks­klu­zyw­nymi pro­duk­tami. Strasz­nie dziwny kon­trast. No i mnó­stwo pojaz­dów jakie już opi­sa­łem parę aka­pi­tów wyżej.

Naj­lep­sze koko­sanki były zro­bione tutaj.

Ludzie sta­rają się zaro­bić jak tylko mogą, więc wyko­rzy­stują cały poten­cjał swo­jego kraju i nie każdy żeruje na oszu­ki­wa­niu przy­jezd­nych. Przy pro­gach zwal­nia­ją­cych cze­kają dzieci sprze­da­jące pra­żone orze­chy. Co kil­ka­set metrów można na przy­droż­nym sto­isku kupić świeży kokos, który otwo­rzą przy Tobie maczetą. Z liści palmy uplotą kape­lusz. Star­sza Pani w swoim małym domku przy dro­dze pie­cze koko­sanki. Wyci­skają sok z trzciny cukro­wej. Nie ma sta­cji ben­zy­no­wych, ale przy dro­dze mnó­stwo osób sprze­daje paliwo w pla­sti­ko­wych butel­kach. A każdy z nich narzuca cenę tury­styczną, na szczę­ście jed­nak chęt­nie się tar­gują i potra­fią zejść z ceny o ponad połowę. Lep­szy mniej­szy zaro­bek, niż żaden.

Ten w koszulce laco­sty to pew­nie kie­row­nik produkcji.

Znają kebab

Pierw­szego dnia zamó­wi­łem sobie w obskur­nej knaj­pie tra­dy­cyjne, domi­ni­kań­skie jedze­nie o nazwie Yaroa. Oka­zało się, że jest to gyros z fryt­kami i sosami, zapie­czony z serem. Zdję­cie było na snap­cha­cie, bo nigdzie indziej nie nada­wa­łoby się do publikacji.

Jest tu pięknie

To mnie aku­rat nie zasko­czyło, bo na to liczyłem.

Jeśli chce­cie wię­cej zdjęć, to od kiedy wyje­cha­łem sta­ram się być aktywny na snap­cha­cie (zdzi­sla­win) i insta­gra­mie.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.