Czasem warto mieć plan

Obser­wu­jąc ludzi mam wra­że­nie, że lubimy się przy­pi­sy­wać do jed­nej ze skraj­no­ści — albo mamy plan na wszystko, albo cią­gle lecimy na spon­ta­nie. Nale­żąc do dru­giej grupy mamy się lepiej, bo nie tra­cimy zdro­wia na dener­wo­wa­nie się. Nie przej­mu­jemy się prze­cież tak nie­istot­nymi spra­wami jak spo­sób uło­że­nia ubrań w sza­fie, czy rosnący stos nie­odmo­czo­nych naczyń w zle­wie. Zresztą waż­niej­szymi też nie bar­dzo, prze­cież zawsze się jakoś ukła­dało. Łatwo dajemy się ponieść przy­go­dom i zupeł­nie prze­or­ga­ni­zo­wać swój teo­re­tyczny har­mo­no­gram, ale wyru­szyć na przy­godę. Zresztą to dzięki takim akcjom udało nam się prze­żyć jedne z naj­cie­kaw­szych historii.

I tak żyjemy sobie z dnia na dzień myśląc, że mamy nasze życie pod względną kon­trolą i że jest ele­gancko, ale wcale tak nie jest. Prawda jest taka, że warto jest mieć plan.

Jeziorko z górą w kształ­cie twa­rzy india­nina. Pra­wie jak Giewont.

Mieć Plan

Całe życie mia­łem plan. Tzn. na początku pań­stwo miało plan na mnie i tak spę­dza­łem czas aż do gim­na­zjum, gdzie nastą­piło prze­bu­dze­nie i nie­śmiałe wzię­cie lej­ców losu w swoje ręce, jed­nak cią­gle idąc po ścież­kach obo­wiąz­ko­wej oświaty. Wpły­ną­łem jed­nak deli­kat­nie na drogę wybie­ra­jąc szkołę z roz­sze­rzoną mate­ma­tyką. Po czymś takim to stu­dia tech­niczne, bo inży­nie­ro­wie to dobrze zara­biają, a potem wia­domo, za gra­nicę zna­leźć dobrą pracę. Także głów­nym celem były pie­nią­dze, ale nie złote klamki i johny wal­ker w kra­nie, tylko żeby móc iść do bie­dronki na zakupy i bez stresu móc sobie kupić na co tylko miał­bym ochotę. Więc wcale nie tak bar­dzo ambitnie.

Planu szkoły nie wrzucę, bo jest brzydki i za szklaną gablotą, więc zdję­cia są bez­na­dziejne. Musi­cie mi uwie­rzyć, że istnieje.

Udało mi się to, prze­nio­słem się do Buda­pesztu, naresz­cie mia­łem to co chcia­łem i na co pra­co­wa­łem. Cie­szy­łem się wej­ściem na może nie­wielką, ale upra­gnioną górę. Na początku napły­wało do mnie wiele nowych bodź­ców zwią­za­nych z prze­pro­wadzką, bo trzeba było się przy­zwy­czaić do innego kraju, do nowego mia­sta, obcego języka, pood­kry­wać wszystko, nauczyć się w nim poru­szać, jed­nak z cza­sem popa­da­łem w coraz więk­szą apa­tię, bo nie wymy­śli­łem żad­nego kolej­nego celu.

Cho­dzi­łem sobie regu­lar­nie do pracy, ale bez więk­szego planu na roz­wój. Co prawda i bez tego udało mi się sporo nauczyć, zebrać cen­nych doświad­czeń i nawet dość przy­zwo­icie wycer­ty­fi­ko­wać. Tak sobie orbi­to­wa­łem niczym wolny elek­tron i cza­sem wcho­dzi­łem w wią­za­nie z cie­ka­wymi pro­jek­tami, czy moż­li­wo­ściami, jed­nak mia­łem w gło­wie nawet zarysu ścieżki którą chciał­bym iść. Gdy­bym wyzbył się wtedy men­tal­no­ści włó­częgi i miał plan na roz­wój, mógł­bym roz­wi­nąć się o wiele bardziej.

Teraz widzę to kla­row­nie jak nigdy dotąd, obser­wu­jąc róż­nice w funk­cjo­no­wa­niu szkoły z pla­nem, a tej bez planu. I mimo że w poprzed­niej szkole zre­ali­zo­wa­łem teo­re­tyczny pro­gram w odpo­wied­nim cza­sie, to jed­nak zupeł­nie ina­czej je odbie­ram. Sama świa­do­mość jego ist­nie­nia, fakt że to sie­dzi gdzieś z tyłu głowy spra­wia, że się czuję lepiej ucząc się. Wiem co zro­bi­łem, co przede mną i kiedy. W życiu, gdzie od lat nie mia­łem zbyt wiele wspól­nego z pla­no­wa­niem, ktoś zro­bił to za mnie.

I przy­po­mniał mi, że dobrze jest mieć plan.

Zła­pali tę rybę kąpiąc się w jeziorze.

Nie mieć planu

Z dru­giej strony jak tak sobie myślę o swoim blo­ga­sku, to też mógł­bym mieć plan. Okre­ślić ilość godzin prze­zna­cza­nych na niego, ile tek­stów wrzu­cać i co jaki czas, opra­co­wać regu­larne wpisy na fanpage’u, roz­pi­sać tematy do pod­ję­cia i godziny dnia w któ­rych piszę, usta­lić ilość nowych zdjęć tygo­dniowo, wrzu­cać swoje sty­lówki (lol), zapla­no­wać kamie­nie milowe i zasta­na­wiać się co robić, aby przy­cią­gnąć ludzi.

Tylko że jak o tym myślę, to jed­nak wolał­bym nie. Bo wła­śnie cały urok polega dla mnie na tym, że mogę robić to w dowolny spo­sób. Oczy­wi­ście nie jest to dobry spo­sób, żeby roz­wi­nąć coś, na czym będzie można zbi­jać hajsy, czy zbie­rać laury, ale nie we wszyst­kim o to cho­dzi. Cza­sem po pro­stu miło jest coś robić dla­tego, żeby móc to robić gdy będziemy mieli na to ochotę.

Podob­nie też zało­ży­łem o mojej podróży. Nawet nie do końca dla­tego, że posta­no­wi­łem posta­wić na spon­tan, tylko po pro­stu jestem leniwy. Nie chce mi się wyszu­ki­wać na przód wszyst­kiego i opra­co­wy­wać goto­wej trasy. Co prawda można wtedy mieć pew­ność, że zoba­czymy wszyst­kie inte­re­su­jące miej­sca, jed­nak naj­lep­sze przy­gody spo­ty­kają nas nie­spo­dzie­wa­nie. Spon­ta­nicz­nie. Wraz z innymi ludźmi, czego nie można sobie zaplanować.

Budo­wa­nie za bli­sko wody, to zły plan.

Owszem, może się oka­zać, że prze­ga­pimy jakieś inte­re­su­jące miej­sce, ale na takie ryzyko jestem gotów. Dołą­czę do przy­pad­ko­wej grupy, wybiorę się w miej­sce, o któ­rym wcze­śniej nie sły­sza­łem, dam się namó­wić na zmianę kie­runku podróży o pi dru­gich i niech się dzieje przy­goda. I magia.

Obser­wu­jąc ludzi mam wra­że­nie, że lubimy się przy­pi­sy­wać do jed­nej ze skraj­no­ści — albo mamy plan na wszystko, albo cią­gle lecimy na spon­ta­nie. Nale­żąc do pierw­szej grupy nigdy nas nie zasko­czą zapo­mniane kolo­kwia, nie zapo­mnimy o uro­dzi­nach naj­bliż­szych, czy dniu matki (tak przy oka­zji, to jakoś nie­długo), po pra­niu znaj­dziemy skar­pety do pary, nie umrą nam kwiatki na para­pe­cie, nasze pro­jekty są gotowe zanim więk­szość ludzi się za nie zabie­rze, mamy prze­li­czone ile pie­nię­dzy wyda­li­śmy na cze­ko­ladę w marcu 2015, dokład­nie wiemy gdzie będziemy noco­wać w waka­cje, a mapy myśli zapro­wa­dzą do skarbu ukry­tego w naszej gło­wie. Sze­roko poję­tego sukcesu.

Jed­nak prawda jest taka, że nie zawsze warto mieć plan.

Aurea medio­cri­tas

Oba podej­ścia mają swoje zady i walety. Naszym zada­niem jest umieć je dosto­so­wać do odpo­wied­nich sytu­acji. Te, które mają być dłu­go­ter­mi­nowe i przy­no­sić korzy­ści należy zapla­no­wać, a wszystko co robimy wyłącz­nie dla dobrej zabawy nie­ko­niecz­nie potrze­buje planu pracy. Zresztą każdy będzie w sta­nie oce­nić swoje aktyw­no­ści i zasta­no­wić się jakby chciał do nich podejść.

Bo warto mieć plan na życie, ale nie warto mieć planu na wszystko w życiu. Dla wła­snego dobra powin­ni­śmy się tego nauczyć. Jestem Zdzi­sław i mi to zajęło 26 lat.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.