Fiskars Edge — nóż szefa kuchni.

Dobra kosa to pod­stawa w kuchni, o czym dowie­dzia­łem się jakieś kil­ka­na­ście lat za późno. Choć zawsze lepiej późno niż wcale.

Pro­log

Pew­nego jesien­nego popo­łu­dnia, nie było sły­chać szumu wia­tru, raczej gwizd wichru, świat był już spo­wity w obję­ciach mroku. Wdep­ną­łem w kałuże po kostkę, tram­waj mi uciekł z przed nosa, w kolej­nym był tłok jak w pusz­cze sar­dy­nek, gorąco i do tego za mną stał żul zie­jący zgni­łymi trzo­now­cami. W skró­cie dzień nie był najlepszy.

Wcho­dzę do sklepu, koszyk, bramki, warzywa po pra­wej, nabiał po lewej. Dziar­skim kro­kiem prze­mie­rzam wyka­fel­ko­waną nawierzch­nię odbi­ja­jącą zimne świa­tło jarze­nió­wek. Prze­cho­dzę obok gabloty z przy­bo­rami kuchen­nymi, gdzie kilka pro­duk­tów wyróż­nia się na tle super­mar­ke­to­wego chłamu. Nóż szefa kuchni, prze­cież to spe­cjal­nie dla mnie. Fiskars robi solidne gra­bie, więc pew­nie nóż też będzie kon­kretny. No to kupuję.

Tak naprawdę to nazwę zna­łem z pro­gramu Master­Chef, a że pro­du­kują narzę­dzia ogro­dowe dowie­dzia­łem się ze strony pro­du­centa.

Pierw­sze doświadczenie

Jak już udało mi się upo­rać z otwar­ciem opa­ko­wa­nia i chwy­ci­łem ten zacny oręż w dło­nie uno­sząc go ku księ­ży­cowi poczu­łem się jak ninja czy inny samu­raj. A przy­naj­mniej jak sushi master. Wyją­łem wszystko co się dało pokroić z lodówki i z rado­ścią zaczą­łem ciąć, rze­zać, chla­stać, sma­gać i siekać.

Na pierw­szy ogień poszedł pomi­dor. Zazwy­czaj trzeba było zmiaż­dżyć go ostrą stroną noża, aż napię­cie powierzch­niowe roz­ry­wało skórkę, albo nakłuć. A tutaj przy­kła­dam ostrze, deli­katny ruch do przodu i już pla­ste­rek ukro­jony. Czy­ste, gład­kie chi­rur­giczne cię­cie. Potem cebula i to samo, żad­nego roz­war­stwia­nia. Ład­nie pod moimi dłońmi zmie­nia się w malut­kie kosteczki, try­ska­jąc wokół sokiem.

Zaga­lo­po­wa­łem się i pokro­iłem pra­wie wszyst­kie pro­dukty, jakie się tylko dało. Nawet pie­czywo kroi się nim cał­kiem dobrze, mimo że powinno się to robić nożem z ząbkami.

Dru­gie doświadczenie

Palu­chy też sobie pokro­iłem, tak się dobrze bawi­łem. Według pro­du­centa inno­wa­cyjna powłoka spra­wia, że żyw­ność nie przy­wiera do noża, to nie spraw­dza się to w przy­padku masła. Chcia­łem usu­nąć je pal­cami, chwila nie­uwagi i chlast. Nawet nie zauwa­żył­bym gdyby nie krew. Taki żar­cik kie­dyś sły­sza­łem: kupił facet dłu­go­pis i się popi­sał. Ja kupi­łem nóż i się pociąłem.

Po kilku mie­sią­cach super trwała czarna powłoka zaczęła mi się ście­rać przy czubku. Nie­stety nie mam dobrego makro w apa­ra­cie, więc zdję­cia nie odda­dzą dobrze tra­ge­dii jaka mnie spo­tkała. Teraz jak miał­bym kupo­wać, wybrał­bym Func­tio­nal­Form zamiast Edge. Kolor ostrza jest biały, więc uszczerbki powłoki byłyby mniej widoczne, a białe rze­czy są ład­niej­sze. Wcze­śniej też bym taki kupił, gdyby tylko był dostępny.

Kon­klu­zja

Nie jest to super pro­fe­sjo­naln nóż, ale na moje skromne potrzeby to wię­cej niż potrze­buję do szczę­ścia. Nawet dla gotu­ją­cych codzien­nie będzie to dosko­nały wybór. Szcze­gól­nie jeśli wcze­śniej musia­łeś się uże­rać z baza­ro­wymi kosami, albo co gor­sza ze sklepu wszystko po 5 zł.

Kro­je­nie może być dla Cie­bie przy­jem­no­ścią, a nie obo­wiąz­kiem. Wystar­czy tylko mieć odpo­wied­nie narzędzie.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.