Historia moralnie niejednoznaczna

Nie ist­nieje coś takiego jak abso­lutna moral­ność, która spraw­dza się w każ­dych oko­licz­no­ściach. Moral­ność jest czymś, co ludz­kość cią­gle roz­wija i dosko­nali w sku­tej roz­woju, prze­mian cywi­li­za­cyj­nych czy ruchów oby­wa­tel­skich. Mimo tego i tak nigdy nie będziemy w sta­nie okre­ślić naj­bar­dziej moral­nych odpo­wie­dzi na nie­które dyle­maty, cho­ciażby słynny dyle­mat wago­nika.

W skró­cie cho­dzi o to, że roz­pę­dzony wago­nik mknie po torach, do któ­rych przy­wią­za­nych jest 5 osób. Możemy zapo­biec ich śmierci prze­su­wa­jąc zwrot­nicę, co skie­ruje wago­nik na drugi tor. Do dru­giego toru przy­wią­zana jest tylko jedna osoba. Można też sprawę skom­pli­ko­wać i zamiast prze­su­wa­jąc zwrot­nicę na drugi tor, można po pro­stu zrzu­cić innego czło­wieka pod koła wago­nika, co spo­wo­duje jego zatrzy­ma­nie i ura­to­wa­nie 5 osób. Teo­re­tycz­nie to samo, ale moral­nie już nie do końca.

Photo cre­dit: Leo Rey­nolds via Foter.com / CC BY-NC-SA

Wię­cej na temat wago­ni­ków można prze­czy­tać w wiki­pedi, do któ­rej zalin­ko­wa­łem w pierw­szym aka­pi­cie. Ja jed­nak zachę­cam was do prze­czy­ta­nia poniż­szej histo­rii, która rów­nież roz­waża pro­blem moralności.

* * *

Na początku wpro­wadźmy boha­tera fik­cyj­nego. Dla uła­twie­nia nazwę go Zdzi­sław, bo nie mam wyobraźni do wymy­śla­nia pseu­do­ni­mów, oraz lubię okre­ślać ludzi za pomocą imion. Oczy­wi­ście wszel­kie podo­bień­stwa do real­nych osób i wyda­rzeń jest nie­za­mie­rzone. Otóż ów Zdzi­sław (25 l.) miał oka­zję pooglą­dać tele­wi­zję. Tak się zło­żyło, że aktu­al­nie leciał repor­taż o Hen­ryku W. (73 l.) i jego żonie Annie W. (71 l.), któ­rzy zostali okra­dzeni z kil­ku­na­stu tysięcy zło­tych metodą na wnuczka.

Zło­dzieje podali się za poli­cjan­tów, któ­rzy polują na zło­dziei wyłu­dza­ją­cych pie­nią­dze na wnuczka. Żeby ich zła­pać potrze­bują pomocy pary sta­rusz­ków, któ­rzy uda­dzą ofiary, a tak naprawdę będą pod opieką rze­ko­mych poli­cjan­tów. Oczy­wi­ście tylko i wyłącz­nie tych kon­kret­nych, a z komendą pro­szę się nie kon­tak­to­wać, bo cała akcja jest tajna i może to tylko wypło­szyć zło­dziei. Dla­tego pro­szę zebrać całą gotówkę, którą pań­stwo dys­po­nują, przy­jąć oszu­stów do sie­bie, a następ­nie oddać im pie­nią­dze. Tutaj wkra­czają do akcji poli­cjanci i łapią zło­dziei przy wyj­ściu z klatki scho­do­wej. Hen­ryk i Anna dostają z powro­tem swoje pie­nią­dze, nagrodę za oby­wa­tel­skie zacho­wa­nie, zło­dzieje wyrok, a poli­cjanci satys­fak­cje dobrze wyko­na­nej pracy. Przy­naj­mniej w teorii.

I Zdzi­sław sobie patrzył tak w tele­wi­zor i nadzi­wić się nie mógł. Patrzył na ogromne łzy spły­wa­jące po twa­rzy Anny W (71 l.) i słu­cha­jąc zała­mu­ją­cego się głosu Hen­ryka W. (73 l.). I gdy tak się im przy­glą­dał, nie wie­dział już sam, czy bar­dziej im współ­czuje ponie­sio­nej tra­ge­dii, czy bar­dziej bawi go nabra­nie ludzi na tak banalną sztuczkę. Zasta­na­wiał się też czy to star­cza demen­cja, czy po pro­stu zwy­czajna głu­pota nie pozwo­liła Hen­ry­kowi W (73 l.) przej­rzeć tej intrygi, szy­tej nićmi gru­bymi niczym jego żona.

Czy gdyby w prze­szło­ści, ktoś oszu­kał Hen­ryka W. (lat mniej, bo to prze­szłość), to czy pod­cho­dziłby bar­dziej ostroż­nie do swo­ich pie­nię­dzy i mógł unik­nąć takiej sytu­acji? Uśmiech­nął się do swo­ich wspo­mnień z przed ponad 10 lat, prze­nie­śmy się tam na chwilę w czasie.

* * *

Mamy rok 2005. Czasy nowej matury, Dudek dance, lego Bio­nicle, nokii 3510i i Kombi śpie­wa­ją­cego, że każde poko­le­nie chce zmie­nić świat. Młody Zdzi­sław (15 l.) też chciał wtedy zmie­niać świat, ale przede wszyst­kim chciał zmie­nić swoją sytu­ację finan­sową, gdyż 20 zł kie­szon­ko­wego mie­sięcz­nie to było za mało, aby mógł regu­lar­nie smso­wać ze swoją dziew­czyną. A co dopiero dzwonić.

Warto było zain­we­sto­wać te kil­ka­dzie­siąt zło­tych i wziąć nokię 3510i z kolo­ro­wym wyświetlaczem.

Jakoś w tam­tym cza­sie w ręce Zdzi­sława wpa­dła bar­dzo inte­re­su­jąca książka — „sztuka pod­stępu”. Książka napi­sana przez Kevina Mit­nicka jed­nego z naj­lep­szych hac­ke­rów wszech cza­sów, obec­nie kon­sul­tanta do spraw bez­pie­czeń­stwa FBI. Główną tezą książki jest to, że naj­słab­szym czyn­ni­kiem dowol­nego sys­temu zabez­pie­czeń jest czyn­nik ludzki. I umie­jąc odpo­wied­nio nimi mani­pu­lo­wać jeste­śmy w sta­nie jeź­dzić za darmo komu­ni­ka­cją miej­ską, kupić tele­fon w salo­nie za zło­tówkę bez pod­pi­sy­wa­nia umowy. Albo ukraść milion dolarów.

Zdzi­sław czy­tał książkę z więk­szymi wypie­kami, niż bab­cine faworki, inten­syw­nie myśląc o tym jacy to ludzie są naiwni, chciwi i jak można by to wyko­rzy­stać do zmiany świata. Albo przy­naj­mniej zmiany swo­jej sytu­acji finansowej.

Były to czasy, gdy pisa­nie SMSów było pro­ste, lecz dro­gie. Będąc w gim­na­zjum gdy tele­fony komór­kowe były nowo­ścią wśród mło­dzieży, pisy­wało się bar­dzo dużo. Następ­nie poja­wiła się Heyah i wpro­wa­dziła moż­li­wość kupie­nia pakietu 600 smsów za 6 zł to było jak zła­pa­nie jakie­goś pomniej­szego bóstwa za nogi. O wiele lepiej niż dotych­czas, ale i tak jesz­cze nie­wy­star­cza­jąco. Były to rów­nież czasy, w któ­rych nie prze­no­szono nume­rów pomię­dzy ope­ra­to­rami, więc każdy numer zaczy­na­jący się na 888 pocho­dził z sieci Heyah. Były to rów­nież czasy, w któ­rych tele­fon doła­do­wy­wało się kupu­jąc kod w kio­sku i wkle­pu­jąc go do tele­fonu. Były to rów­nież czasy, gdy Heyah od czasu do czasu prze­pro­wa­dzała pro­mo­cję „ładu­jemy podwójnie”.

Zdzi­sław zauwa­żył te wszyst­kie fakty, dodał do tego ludzką chci­wość i naiw­ność, spoj­rzał przez pry­zmat prze­czy­ta­nej ostat­nio książki i wymy­ślił plan. Świata raczej by on nie zmie­nił, ale sytu­ację finan­sową Zdzi­sława miał już moż­li­wość. Więc Zdzi­sław napi­sał SMS, któ­rego treść brzmiała mniej wię­cej tak: „Super pro­mo­cja w Heyah, tylko do pół­nocy ładu­jemy potrój­nie! Wyślij kod doła­do­wu­jący na numer cen­trum doła­do­wań (numer Zdzi­sława) i ciesz się dodat­kową kasą!”. Zapewne tro­chę mniej, niż wię­cej, gdyż zmie­ścić się w 160 zna­kach i brzmieć do tego pro­fe­sjo­nal­nie nie było łatwo, ale Zdzi­sław sobie poradził.

Nie bar­dzo wie­rząc w powo­dze­nie swo­jego pomy­słu Zdzi­sław odpa­lił gotową wia­do­mość, wybrał wyślij do wielu i zaczął wpi­sy­wać losowe numery zaczy­na­jące się na 888, a wszystko to w dro­dze do swo­jej dziew­czyny. Po dro­dze mijał boisko sta­rej szkoły, następ­nie skrzy­żo­wa­nie, gdzie jeden dres kie­dyś pro­po­no­wał mu flaszkę za pobi­cie jakie­goś dziecka (bo ten mały zacze­pia moją sio­strę, a jego brat jest gitem z pod celi i nie mogę mieć z tym nic wspól­nego, bo mnie zabije), kolejne skrzy­żo­wa­nie na któ­rym sam kie­dyś został pobity, aż doszedł pod odpo­wied­nią klatkę i w chwili prze­kro­cze­nia progu zapo­mniał o ponad 80 nume­rach do któ­rych wysłał spre­pa­ro­wa­nego SMSa.

Ponie­waż jed­nak histo­ria ta oparta jest na fak­tach, które sam wymy­śli­łem, wysłane wia­do­mo­ści nie pozwo­liły o sobie zapo­mnieć na długo. Dość prędko ówcze­sna dziew­czyna Zdzi­sława wspo­mniała o coraz bar­dziej top­nie­ją­cych środ­kach i nie­wy­star­cza­ją­cych do zacho­wa­nia sta­łego kon­taktu pakie­cie 600 SMSów. Baj­ko­wym zwy­cza­jem (wszak zmy­ślona to histo­ria) w tej samej chwili roz­legł się dźwięk Zor­dona, przy­zy­wa­ją­cego wojow­ni­ków Power Ran­gers. Bo Zdzi­sława bawi taki dzwo­nek i ma go od kiedy tylko tele­fony pozwa­lały usta­wić coś innego niż stan­dar­dowy dźwięk na odbiór wia­do­mo­ści. Także Zdzi­sław się­gnął po swój tele­fon i gdy zoba­czył wia­do­mość od obcego numeru popro­sił swoją dziew­czynę, aby na chwilę podała mu i swój.

Tego popo­łu­dnia Zdzi­sław dowie­dział się 2 rze­czy. Że ludzie są na tyle chciwi i naiwni, żeby wysłać kod doła­do­wu­jący warty 100 zło­tych na nie­znany im numer, pod­szy­wa­jący się pod ope­ra­tora komór­ko­wego. Zdzi­sław dowie­dział się też wtedy, że bez odpo­wied­niej dawki entu­zja­zmu nie da się zro­bić gały roku, co jest ważną infor­ma­cją, ale nie ma żad­nego znaczenia.

Młody Zdzi­sław (15 l.) upra­wiał ten pro­ce­der przez około mie­siąc, zanim nie dostał SMSa od praw­dzi­wego ope­ra­tora. Dosta­wał już co prawda wcze­śniej pogróżki, ale dopiero wizja utraty paru­set zło­tych uzbie­ra­nych na swoim kon­cie go wystra­szyła. Część osób dzwo­niła, Zdzi­sław więc zablo­ko­wał połą­cze­nia od nie­zna­nych nume­rów. Część osób wysy­łała wia­do­mo­ści, a Zdzi­sław czy­tał każdą z nich. Jedna osoba nawet była w tym bar­dzo wytrwała. Że podobno wie, gdzie Zdzi­sław mieszka, że jedzie tam z ziom­kami i że już Zdzi­sław może się poże­gnać ze zdro­wiem, a na pewno z zębami. Tę jedną osobę Zdzi­sław zaszczy­cił odpo­wie­dzią, wszak sta­ra­nia ludz­kie powinny być doce­nione. „Dałeś się oszu­kać 15 let­niemu dziecku, a zamiast kła­mać, że zna­la­złeś po nume­rze na kartę miej­sce mojego zamiesz­ka­nia pro­po­nuję poszu­kać swo­jego mózgu. Może się oka­zać znacz­nie bli­żej, niż się spo­dzie­wasz. Frajerze”.

Ściana.

Był też czło­wiek, który pogo­dził się z tym, że został oszu­kany. I on rów­nież wysłał wia­do­mość tre­ści mniej wię­cej takiej „Genialny pomysł, gra­tu­luję, cha­peu bas, udało ci się to cwany gnojku. Módl się tylko żebym nigdy w życiu nie dowie­dział się, kim jesteś”. Na szczę­ście nigdy się o tym nie dowie, bo prócz byłej dziew­czyny Zdzi­sława i jego samego nikt o tym nie wie.

* * *

I tak sobie Zdzi­sław wspo­mi­nał prze­szłość nie do końca wie­dząc, które uczu­cie jest sil­niej­sze — wstyd czy duma. A wszyst­kie te roz­my­śla­nia miały miej­sce pod­czas pro­gramu, w któ­rym Hen­ryk W. (73 l.) żalił się przed kame­rami, że dał się okraść. I tak sobie Zdzi­sław pomy­ślał, że gdyby te 10 lat temu Hen­ryk W. (wów­czas 63 l.) dał się nabrać na potrójne doła­do­wa­nie w Heyah, to zapewne roz­sąd­niej dys­po­no­wałby swo­imi pie­niędzmi i pew­nie nie oddałby kil­ku­na­stu tysięcy zło­tych ludziom poda­ją­cym się za policjantów.

* * *

Nie ma jed­nej popraw­nej inter­pre­ta­cji tego, czym jest moral­ność. Cza­sem życie postawi nas w takiej sytu­acji, że nie­za­leż­nie od tego jaką akcję podej­miemy, czy nawet czy nie podej­miemy żad­nej sprawi, że będziemy winni nie­mo­ral­nego zacho­wa­nia. Różny tylko będzie cię­żar winy, któ­rym się obarczymy.

Czy można oszu­ki­wać ludzi, aby zdo­być pie­nią­dze na jedze­nie? Czy można zro­bić to dla uko­cha­nej? Czy usu­nąć dziecko z wadą gene­tyczną? Czy zwró­cić kasjerce uwagę, że wydała za dużo reszty? Czy powie­dzieć dziew­czy­nie kolegi, że on nie trak­tuje ich związku poważ­nie, gdy ona spo­dziewa się oświad­czyn? Czy zgło­sić na poli­cje nie­le­galne pro­ce­der kogoś z Two­jej rodziny, znajomych?

To nie są pro­ste pyta­nia, a takich dyle­ma­tów spo­tka nas w życiu tysiące. Każdy może mieć inne odpo­wie­dzi. Każdy może być w sta­nie uza­sad­nić swój wybór. Każdy może mieć na swój spo­sób rację. Każdy może sobie wymy­ślić coś, co będzie uspra­wie­dli­wiało pod­jęte przez niego decyzje.

Ale co naj­waż­niej­sze każdy w obli­czu kon­fron­ta­cji będzie dźwi­gał po kres życia kon­se­kwen­cje swo­jego wyboru. Dla­tego nigdy nie pozwól sobie nigdy wmó­wić co jest naj­bar­dziej moralne, ani jaką decy­zję powi­nie­neś pod­jąć. Bo łatwo jest czło­wie­kowi radzić innym, jeśli sam nie będzie musiał zmie­rzyć się z cię­ża­rem tej decyzji.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.