Imigranci to nie mój problem

Od mie­sięcy głów­nym tema­tem poru­sza­nym w każ­dych oko­licz­no­ściach, jest sprawa imi­gran­tów. A ja nie czuję się na siłach oraz wystar­cza­jąco kom­pe­tentny, aby o tym rozmawiać.

Mnó­stwo osób zalewa swoje tablice new­sami, infor­ma­cjami, fil­mi­kami. Przy­jaź­nie się roz­pa­dają, pozna­jemy nowe obli­cza sta­rych zna­jo­mych, dzie­limy świat na czarny i białe, a każdy musi opo­wie­dzieć się po któ­rejś, skraj­nej stro­nie bary­kady, co dzieli Pola­ków bar­dziej niż 1795. Jed­nak nic z tego nie przyj­dzie prócz kilku laj­ków, wyla­nych łez, nie­mi­łych komen­ta­rzy, wybu­chów zło­ści i stra­co­nych bliskich.

A naj­gor­sze, że to nie jest nasz problem.

Pra­wie jak powrotny z Wood­stocku. Źró­dło — gazeta.pl

Nie był­bym sobą, gdy­bym nie zro­bił pozor­nie nie­zwią­za­nego wprowadzenia.

Wło­chy a ener­gia atomowa

Będąc w Wene­cji, mój host z couch­sur­fingu opo­wia­dał mi histo­rię, jak udzie­lał się w poli­tyce. Działo się to w roku 2011 i we Wło­szech zor­ga­ni­zo­wano refe­ren­dum doty­czące budowy elek­trowni ato­mo­wej. Postu­laty typu — górzy­sty kraj, trzę­sie­nia ziemi, pro­blem z odpa­dami radio­ak­tyw­nymi odbi­jał się od tar­czy „20% mniej­sze opłaty za elek­trycz­ność”. Ludzie zaśle­pieni wizją ewen­tu­al­nie niż­szych podat­ków za elek­trycz­ność nie chcieli sły­szeć o niczym innym. Emo­cje poszły w ruch.

Gdyby u nas zor­ga­ni­zo­wać refe­ren­dum na temat elek­trowni ato­mo­wej, to wygrałby strach przed Czar­no­by­lem, czy obniżka ceny prądu?
Photo cre­dit: James Marvin Phelps / Foter / CC BY-NC

Zrzą­dze­niem losu, 2 tygo­dnie przed osta­tecz­nym gło­so­wa­niem doszło do kata­strofy w Fuku­shi­mie. Nagle to 20% wydało się dość nie­wielką korzy­ścią w sto­sunku do ogrom­nej, tyka­ją­cej bomby w sąsiedz­twie, jak zaczęli ją postrze­gać miesz­kańcy Ita­lii. Wystar­czyło tro­chę zmie­nić tre­ści wygło­szeń publicz­nych i zaraz son­daże zaczęły się skła­niać w stronę tra­dy­cyj­nych roz­wią­zań. Był to moment, w któ­rym mój zna­jomy posta­no­wił prze­stać bawić się w poli­tykę, gdyż było to wbrew jego sumie­niu. Refe­ren­dum odbyło się z cią­żą­cym nad nim wid­mem kata­strofy nukle­ar­nej i ludzie pod­jęli dobrą decy­zję, jed­nak napę­dzani złymi motywami.

Zazwy­czaj jed­nak tak nie jest.

Pol­ska a referendum

Zazwy­czaj ludzie wybie­rają opcję for­so­waną przez naj­po­pu­lar­niej­sze wpły­wowe media, naj­bar­dziej pobu­dza­jącą ich wyobraź­nię. Kie­rują się emo­cjami i pro­stymi cią­gami sko­ja­rzeń. Weźmy cho­ciażby pod uwagę ostat­nie refe­ren­dum, które odbyło się w naszym kraju. Abs­tra­hu­jąc już od fre­kwen­cji nie­wiele więk­szej, niż opro­cen­to­wa­nie konta oszczęd­no­ścio­wego, popro­szono ludzi o ich zda­nie na temat JOWów, finan­so­wa­nia par­tii z budżetu pań­stwa i roz­strzy­ga­nia wąt­pli­wo­ści prze­pi­sów prawa podat­ko­wego na korzyść podatnika.

Czy sta­ty­styczny wyborca ma wie­dzę, żeby kom­pe­tent­nie wypo­wie­dzieć się na temat JOWów i ich ewen­tu­al­nych skut­ków? W przy­padku dwóch kolej­nych pytań, trudno żeby podat­nik chciał „trwo­nić” pie­nią­dze publiczne na finan­so­wa­nie par­tii (już widzę jak co innego prócz PIS i PO ist­nia­łoby w prze­strzeni publicz­nej), czy roz­strzy­gać prawo na korzyść państwa.

Prócz  braku kom­pe­ten­cji, jesz­cze bar­dziej zazwy­czaj oby­wa­tele nie mają doraź­nej moż­li­wo­ści decy­do­wa­nia o losach swo­jego kraju. I dobrze, bo po to wybiera się poli­ty­ków. Aby repre­zen­to­wali inte­resy oby­wa­teli, roze­znali się w sytu­acji, prze­dys­ku­to­wali moż­liwe sce­na­riu­sze, ewen­tu­alne roz­wi­nię­cia wyda­rzeń i pod­jęli decy­zje mające na celu ochronę kraju, ludzi i czło­wie­czeń­stwa. Od tego oni są, od tego są oni.

Jak im to idzie, to zupeł­nie inna kwestia.

Pol­ska a emigranci

Z jed­nej strony fana­tycz­nie reli­gijni, mło­dzi męż­czyźni jadą po socjal, gwał­cić kuszące ich euro­pejki i wpro­wa­dzać sza­riat na tere­nie Europy. Z dru­giej strony podej­mują się dro­giej i trud­nej wyprawy, która nie­jed­no­krot­nie koń­czy się śmier­cią z ogar­nię­tego wojną kraju w nadziei na ura­to­wa­nie swo­jej rodziny - nic więc dziw­nego, że na taką podróż wysy­łają mło­dych męż­czyzn. Dwie zupeł­nie skrajne inter­pre­ta­cje tego samego zja­wi­ska, w zależ­no­ści skąd czer­piesz informacje.

Od razu pomy­śla­łem o tej gra­fice do wpisu, choć nigdy nie zro­zu­mia­łem dla­czego jeden z nich trzyma lufę przy jego gło­wie. Kwe­stia per­spek­tywy zdjęcia?

Jest to pro­blem, który doty­czy nie tylko Pol­ski, ale całej Europy. On nas doty­czy, ale nie jest nasz, oby­wa­teli, pro­blem — wszak nie mamy żad­nego wpływu na jego roz­wią­za­nie. Mogą jedy­nie nas dosię­gnąć skutki decy­zji ludzi spra­wu­ją­cych wła­dzę. Nasze laj­ko­wa­nie i udo­stęp­nia­nia wpi­sów zawie­ra­ją­cych jedyną słuszną opi­nię zgubi się w odmę­tach inter­netu, nie mając naj­mniej­szego wpływu na przy­szłe wyda­rze­nia, wszel­kie roz­mowy, będą tylko teo­re­tycz­nymi dys­pu­tami, o zazwy­czaj dość niskim pozio­mie, a nie­je­dze­nie keba­bów niczego nie zmieni.

Ja chciał­bym oznaj­mić, że nie wiem co można w tej sytu­acji zro­bić. Pozo­staje mi żywić, zapewne dość naiwną nadzieję, że zostaną poczy­nione odpo­wied­nie kroki, aby wszystko skoń­czyło się dobrze — Europa nie została ostoją fana­ty­zmu reli­gij­nego (Pol­ska już i tak jest, tylko tro­chę innej odmiany), a każdy potrze­bu­jący uzy­skał odpo­wied­nią pomoc. Aby udzie­lono mu azylu, ura­to­wano ich życie, god­ność, dano im nadzieję i szansę na powrót do nor­mal­nego życia. Naj­le­piej roz­wią­zu­jąc pro­blem wojny, tym samym pozwa­la­jąc im wró­cić szczę­śli­wie i bez­piecz­nie do domu.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.