Jak czytać książki Pratchetta?

Dziś dotknęła mnie wielka tra­ge­dia. Czuje się o wiele gorzej niż gdy na kon­cer­cie Iron Maiden nie zagrali Fear of The Dark. Umarł jeden z moich ulu­bio­nych auto­rów. Dokoń­czy­łem więc tekst, który leżał roz­po­częty od paru mie­sięcy. Nie przy­pusz­cza­łem, że będzie on epi­ta­fium. Chciał­bym jed­nak, aby wię­cej osób mogło się zapo­znać z jego twór­czo­ścią Pratchetta.


Dokład­nie cho­dzi mi o serię Świata Dysku. Udało mi się ukoń­czyć wszyst­kie czter­dzie­ści ksią­żek i jest mi strasz­nie źle, że to już koniec przy­gód z Moistem von Lipwi­giem, Gar­dło Sobie Pod­rzy­nam Dib­ble­rem, lor­dem Veti­na­rim, Myśla­kiem Stib­bor­nem i Nac Nac Figlami. Chęt­nie podzielę się swo­imi spo­strze­że­niami na temat jego wszyst­kiego co znaj­duje się na grzbie­cie ogrom­nego, kosmicz­nego żół­wia A’ttuina, który nie­sie Świat Dysku.

Serie

Wła­śnie, jego książki dzielą się na serie. Zanim zaczniemy się zagłę­biać postawmy sprawę jasno. Uni­wer­sum Świata Dysku jest nie­po­wta­rzalne i pozwala auto­rowi zre­ali­zo­wać nie­malże każdą kon­cep­cję. Wszyst­kie książki Prat­t­cheta dzielą nieco pokrę­cony, spójny świat i rzą­dzące nim prawa, w któ­rym wątki róż­no­rod­nych opo­wie­ści spla­tają się ze sobą tysiące razy. Świat, który jest paro­dią naszego i w gro­te­skowy spo­sób poka­zuje jego pro­blemy i przy­wary. Wszystko to w połą­cze­niu z lek­kim pió­rem, świet­nym humo­rem i zaska­ku­ją­cym spoj­rze­niem na znane nam od lat historie.

Każda książka jest auto­no­miczna, jed­nak zmiany które zacho­dzą w per­spek­ty­wie kil­ku­na­stu tomów mogą nas zadziwić.

Począt­kowo dru­go­pla­nowe posta­cie stają się waż­nymi boha­te­rami (magiczny kufer, Nooby Noobs, Vimes, Śmierć), a sam świat roz­wija się wraz z nimi. Roz­wija się gwał­tow­nie — jeste­śmy świad­kami rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nych — wyna­le­zie­nie druku, broni pal­nej, krę­ce­nie fil­mów, kom­pu­ter HEX, dru­ko­wa­nie bank­no­tów, linie tele­gra­ficzne i wresz­cie maszyna parowa. Każda z tych inno­wa­cji ude­rza niczym taran w nie przy­go­to­wany świat burząc jego natu­ralny porzą­dek, przy­cią­ga­jąc ludzi chęt­nych wła­dzy i pie­nię­dzy. Nie będziemy się znu­dzić, szcze­gól­nie że autor regu­lar­nie raczy nas nowymi posta­ciami. Począ­tek serii o moim ulu­bio­nym boha­te­rze to tom 33.

Każda książka sta­nowi temat satyry, listę może­cie zna­leźć TUTAJ.

Jedyną wadą ksią­żek z tej serii może być począt­kowa cięż­ko­straw­ność. Pierw­sze tomy, zanim pozna­łem uni­wer­sum, męczyły mnie. Ciężko było mi prze­czy­tać kilka pod rząd, musia­łem sobie uroz­ma­icać innymi lekturami.

Jed­nak jak już mnie wcią­gnęło posta­no­wi­łem prze­czy­tać wszystko chro­no­lo­gicz­nie. Owszem zda­rzało mi się teraz prze­ry­wać serię inną książką, ale już nie z koniecz­no­ści. Łyka­łem Prat­chetta jak młody peli­kan. A o czym w ogóle są te książki?

Mago­wie

Rincewind wybiera się w przygodę na kufrze.

Rin­ce­wind wybiera się w pełną przy­gód podróż na kufrze. Co rusz ktoś będzie chciał go zgła­dzić, aż w końcu uciek­nie na kra­wędź dysku i będzie miał oka­zję zba­dać płeć A’tuina — kosmicz­nego żół­wia na któ­rym cztery ogromne sło­nie pod­trzy­mują świet dysku.

Pierw­sze książki są o fajt­ła­po­wa­tym magu, który nigdy nie nauczył się żad­nego zaklę­cia, prócz jed­nego z naj­po­tęż­niej­szej, zwią­za­nej łań­cu­chem w pod­zie­miach Nie­wi­docz­nego Uni­wer­sy­tetu, księgi. Inne zaklę­cia zwy­czaj­nie bały się tam zna­leźć. Wieczny nie­udacz­nik, cią­gle przed kimś ucieka, naj­czę­ściej przed śmiercią.

Duża wąt­ków roz­po­czyna się i nie ma kon­ty­nu­acji, bądź ma ich bar­dzo nie­wiele — bogo­wie, Dwu­kwiat, góra smo­ków. widać że autor dopiero zaczy­nał bawić się z kon­wen­cją. W porów­na­niu do innych serii dla mnie kiep­ściutko, ale to i tak są bar­dzo dobre książki. Po pro­stu reszta jest wypa­siona. W pierw­szej książce zostaje prze­wod­ni­kiem pierw­szego w świe­cie Dysku tury­sty, który ufa każ­demu i chce zoba­czyć dokład­nie każdą sytu­acje, z bój­kami w barze i napa­dem łącz­nie, a wszę­dzie podąża za nim magiczny i krwio­żer­czy kufer pełen złota.

O ile sama postać Rin­ce­winda na początku mnie iry­to­wała, to póź­niej już patrzy­łem na niego jak na kolegę, który zawsze się wydur­nia prze­kra­cza­jąc wiele róż­nych gra­nic. Z poli­to­wa­niem, ale i tak cie­szy­łem się, że go widzę. Za to insty­tu­cja Nie­wi­docz­nego Uni­wer­sy­tetu i to co się tam działo zasłu­guje na owa­cje na sto­jąco. Wrogo nasta­wieni do sie­bie mago­wie w wyścigu po wła­dze, dopóki Nad­rek­to­rem nie został Mustrum Rid­cully. Następ­nie Myślak Stib­bons opra­co­wał kom­pu­ter HEX i sprawy przy­brały inte­re­su­jący obrót.

Sześć tysięcy mil? Za pomocą magii? Zdaje pan sobie sprawę, jakie to trudne?
– Cenię swoją igno­ran­cję w tej kwestii.

Mamy jedy­nego biblio­te­ka­rza, który nogą potrafi wyrwać rękę. Ludzie umieją to usza­no­wać. Nie dalej jak parę dni temu szef Gil­dii Zło­dziei pytał, czy nie mogli­by­śmy zmie­nić w małpę ich bibliotekarza.

Szewc Rin­ce­wind? Żebrak Rin­ce­wind? Zło­dziej Rin­ce­wind? Wła­ści­wie wszystko oprócz trupa Rin­ce­winda wyma­gało szko­le­nia lub zdol­no­ści, któ­rych nie posiadał.

Cza­row­nice

Wiedźmy to zawsze był wdzięczny temat, dobre posta­cie na boha­te­rów książki. Szcze­gól­nie kiedy umiera władca ziemi na któ­rej żyją, a jego poto­mek ginie. Wiedźmy otrzy­mują dziecko od słu­żą­cego w opiekę i oddają je w ręce cyr­ko­wej grupy. Bab­cia Weather­wax wie, że prze­zna­cze­nie pokie­ruja księ­ciem, żeby tu wró­cił i wrę­cza mu koronę. Wiedźmy oce­niają czas powrotu księ­cia na 15 lat i zamra­żają czas wokół całego Lan­cre. W mię­dzy­cza­sie nowy władca i mor­derca poprzed­niego króla duke Fel­mat zasiada na tro­nie. Pod sil­nym naci­skiem żony posta­na­wia zor­ga­ni­zo­wać przed­sta­wie­nie, które postawi go w dobrym świe­tle, a wiedźmy w złym. Wszystko po to, żeby stra­ciły swą moc.

Magia cza­row­nic i magia magów to dwie zupeł­nie różne rze­czy. Cza­row­nice trzy­mają się bli­żej natury, poma­gają ludziom sto­su­jąć tzw. gło­wo­lo­gię, czyli po naszemu psy­cho­lo­gię. Opie­rają się na swoim auto­ry­te­cie, dla­tego nie­czę­sto muszą korzy­stać ze swo­ich praw­dzi­wych mocy. Za to głów­nym wysił­kiem magów jest pochła­nia­nie ogrom­nych ilo­ści jedze­nia, w celu ogra­ni­cza­nia ich mogą­cych znisz­czyć świat eksperymentów.

Despo­tyczna bab­cia Weather­wax pomiata wszyst­kimi, a głów­nie pozo­sta­łymi dwoma cza­row­ni­cami z oko­licy. Nia­nia Ogg ma wiel­kiego wrogo nasta­wio­nego do wszyst­kiego, jed­no­okiego kocura Gre­ebo. Sama za to wydała książkę „Piku­antne roz­ko­sze” i nie jest to wcale książka kuchar­ska. Bar­dziej się wiąże z tym że uro­dziła gro­madę dzieci i jej potom­stwo roz­siane jest po całym dysku. Mar­grat Gar­lik jest za to nijaka.

Bab­cia Weather­wax czę­sto bywała zagnie­wana. Uwa­żała to za swój mocny punkt: szczery gniew jest jedną z naj­więk­szych twór­czych potęg wszech­świata. Trzeba jed­nak nad nim pano­wać. To nie zna­czy, że można pozwo­lić mu wycie­kać i zni­kać. Należy go spię­trzyć, ostroż­nie, żeby osią­gnął spad robo­czy, pozwo­lić mu zalać całe doliny umy­słu i dopiero wtedy, kiedy cała kon­struk­cja ma za chwilę pęk­nąć, otwo­rzyć wąską rurę u samej pod­stawy, by twardy jak stal stru­mień gniewu pchnął tur­biny zemsty.

Ma też pewien błysk w oczach, zwy­kle spo­ty­kany u osób, które odkryły, że są bar­dziej inte­li­gentne niż więk­szość ludzi. Choć nie odkryły jesz­cze, że jedną z bar­dziej inte­li­gent­nych rze­czy, jakie mogą zro­bić, to nie dopu­ścić, by wzmian­ko­wani ludzie się o tym dowiedzieli.

— Może przej­dziemy się dookoła i go obej­rzymy? — zapro­po­no­wała posłusz­nie nia­nia, wie­dząc, że bab­ci­nej cie­ka­wo­ści dorów­nuje jedy­nie bab­cine pra­gnie­nie, by się z ową cie­ka­wo­ścią nie zdradzić.

Straż Miej­ska

Kapi­tan Vimes pły­nie na przy­godę. Wysłany na wieś wraz z kamer­dy­ne­rem aby odpo­cząć odkry­wają wielki spi­sek. Oka­zuje się, że ludzie z wio­ski znę­cają się nad oko­licz­nymi gobli­nami i gdzieś je wywożą. Dla Vimesa, głów­nego gli­nia­rza w naj­bar­dziej postę­po­wym Ankh-Morpork gobliny mają takie same prawa jak ludzie. Posta­na­wia dzia­łać. Do pomocy ma kamer­dy­nera który jest wspa­nia­łym słu­żą­cym i nie­bez­piecz­nym zabójcą. Oka­zuje się, że gobliny są spła­wiane rzeką. Pozo­staje tylko ruszyć za nimi w pościg.

Genialny cykl, o począt­kowo żało­snej poje­dyn­czej jed­no­stce straży miej­skiej, która boi się wyjść na ulicę. Jed­nak za sprawą deter­mi­na­cji i cha­rak­teru jej komen­danta Samu­ela Vimesa staje się spraw­nie dzia­ła­jącą orga­ni­za­cją, ratu­jącą naj­więk­sze mia­sto na Dysku Anhk-Morpork z nie­jed­nej opre­sji. Od początku towa­rzy­szy nam dwóch uni­ka­ją­cych jakich­kol­wiek obo­wiąz­ków straż­ni­ków — Nobby Nob­bsa i Freda Colona. Towa­rzy­sze od flaszki, klep­to­mani z mądro­ściami „tata, a facet w barze powie­dział”. Noobs to jest śmieszna postać z opisu przy­po­mina żula i nikt nie wie­rzy, że jest czło­wie­kiem. Do tego poli­tyka wiel­kiego mia­sta i Veti­nari <3. To jest tak genial­nie prze­ry­so­wana postać tyrana i skry­to­bójcy, uwiel­biam o nim czy­tać. W dal­szych tomach straży jest go sporo.

Kolejne książki trak­tują o kolej­nych afe­rach, śledz­twach i nie­przy­jem­no­ściach jakie spo­tkały Ankh-Morpork, a dzielna straż miej­ska na czelu z komen­dan­tem Vime­sem pomaga je zwal­czać. Z każ­dym kolej­nym tomem sprawy są coraz trud­niej­sze, ale w ramach roz­woju jed­nostki straży przy­łą­czają się m.in. wil­ko­łak Angua, troll Deu­try­tus, zom­bie Regi­nald Shoe, kra­sno­ludka Cudo Tyłe­czek i wiele innych gatunków.

Trzeba było to zro­bić, ale spo­łe­czeń­stwo – czym­kol­wiek jest – nie zawsze lubi tych, któ­rzy robią to, co musi być zro­bione, albo mówią to, co musi być powiedziane.

Mar­chewa zło­żył obie dło­nie i jak tara­nem wbił się mię­dzy dwóch ludzi, roz­su­wa­jąc ich na boki. Stę­ka­jąc i opie­ra­jąc się, tłum roz­stą­pił się przed nim niczym tor wodny przed lep­szej klasy prorokiem.

Sier­żant Colon ode­brał roz­le­głe wykształ­ce­nie. Ukoń­czył Szkołę „Mój Tato Zawsze Powta­rzał”, Col­lege „To Prze­cież Roz­sądne”, a obec­nie był stu­den­tem pody­plo­mo­wym Uni­wer­sy­tetu „Co Mi Powie­dział Jeden Facet w Pubie”.

Czło­wiek widy­wał cza­sem takie rze­czy, po któ­rych nie mógł uwie­rzyć nie tylko w bogów, ale też w nor­malne czło­wie­czeń­stwo i świa­dec­two wła­snych oczu. Z tego, co pamię­tał, Keel miał zbli­żone poglądy. Trzeba robić swoje. Jeśli ist­nieli bogo­wie, czło­wiek spo­dzie­wał się po nich, że też robią swoje, i nie prze­szka­dzał im w pracy.

Tif­fany Obolała

Tif­fany Obo­lała wyje­chała ze swo­jej rodzin­nej oko­licy, aby kształ­cić się u innych wiedźm. Jako wyjąt­kowo uzdol­nioną tra­fiła do pani Tre­ason, u któ­rej mało kto wytrzy­my­wał kilka dni. Jej nowa men­torka jest od dawna ślepa i głu­cha, ale od dawna wyko­rzy­stuje dwa kruki do widze­nia, a mysz aby sły­szeć. Została zapro­szona na nie­zwy­kłą uro­czy­stość — taniec zimi­strza z wio­sną. Boha­terka zna­jąc podobny rytuał ze swo­jej Kredy zaczęłą tań­czyć i tym zwró­ciła uwagę Zimi­strza. A on się zako­chał, teraz za pomocą śniegu i mrozu prze­ka­zuje swoje uczu­cia. Tif­fany musi się z nią zmie­rzyć, albo wio­sna nigdy nie nadejdzie.

Mała cza­row­nica pocho­dząca z jało­wego dla tej pro­fe­sji terenu — kredy. Tif­fany jest nad­wy­raz mądra jak na swój wiek i rezo­lutną dziew­czyną, która odzie­dzi­czyła ogromną moc po swo­jej babci. Szybko zdo­bywa uzna­nie wielu cza­row­nic, w tym naj­waż­niej­szej Babci Weather­wax. Pozna­jemy ją w wieku 9 lat, gdy musi sta­wić czoła kró­lo­wej elfów, która pra­gnie  zawład­nąć kredą. Z pomocą przy­cho­dzi jej lud Nac Mac Feegle, małych, bar­dzo sil­nych ludzi­ków z wielką skłon­no­ścią do bójek oraz alko­holu, oba­wia­ją­cych się tylko jed­nej kobiety — wodzy swo­jego klanu. Którą to Akwila przy­pad­kowo zostaje sta­wia­jąc pod­czas bar­dzo nie­zręcz­nej sytu­acji. Śmiesz­nie się o tym czyta, szcze­gól­nie gdy pozna się lepiej lud Nac Mac Feegle, który nie boi się śmierci. Każdy myśli że już umarł. W końcu żyje w wspa­nia­łym świe­cie, gdzie może pić do oporu i wsz­czy­nać bójki z każ­dym, a robią to głów­nie ze sobą. Dla nich warto prze­czy­tać ten cykl.

Zwróć­cie uwagę, żeby tłu­ma­cze­nie było Pana Pio­tra W. Cholewy!

Zale­cane lecze­nie (dop. owiec): codzienna dawka ter­pen­tyny do zakoń­cze­nia cze­go­kol­wiek – dygo­ta­nia, ter­pen­tyny lub owcy.

Tak. To wła­śnie jestem ja. Ostrożna i logiczna, i zawsze przy­glą­dam się uważ­nie wszyst­kiemu, czego nie rozu­miem. Zło­ści mnie, kiedy sły­szę, jak ludzie uży­wają nie odpo­wied­nich słów! Mam talent do sera. Szybko czy­tam książki. I myślę. I zawsze mam przy sobie kawa­łek sznurka. Taka wła­śnie jestem!

Jeśli cho­dzi o czary – powie­działa panna Weather­wax – to ucze­nie się ich nie ma nic wspól­nego z uczęsz­cza­niem do szkoły. Naj­pierw prze­cho­dzi się test, a następ­nie całe lata poświęca się na zro­zu­mie­nie, jak się go prze­szło. Z życiem jest nieco podobnie.

Moisc von Lipvig

Tutaj okładka przed­sta­wia pierw­szą książkę z serii opi­saną w opisie.

Mój fawo­ryt. Ska­zany na śmierć oszust, któ­rego ratuje lord Veri­tani roz­szy­fro­wu­jąc cha­rak­ter tego czło­wieka i posta­na­wia wyko­rzy­stać go do wła­snych celów. Sta­wia przed nim wybór, zostać głów­nym poczmi­strzem, albo powrót na szu­bie­nicę. Lipwig jest wyjąt­kowo dobry w swoim fachu, jed­nak Veti­nari nie utrzy­mał się na sta­no­wi­sku przez lata przez piękne oczy, a w mło­do­ści skoń­czył pre­sti­żową gil­dię skry­to­bój­ców. Moist tra­fia do zanie­dbane budynku wypeł­nio­nego nie wysy­ła­nymi od dzie­sią­tek lat listami, w któ­rym wciąż urzę­dują sta­rzy pra­cow­nicy, wyko­nu­jąc tylko mecha­niczne i zupeł­nie nie­po­trzebne czyn­no­ści. Lipvig posta­na­wia pod­jąć wyzwa­nie i posta­wić pocztę na nogi. W tym celu nie cof­nie się przed żad­nym oszustwem.

Moist jest geniu­szem zbrodni, od razu przy­po­mniał mi się Kevin Mit­nick i jego książka „Sztuka pod­stępu”. Zawsze z zain­te­re­so­wa­niem czy­tam opo­wie­ści o geniu­szach, gdyż spo­dzie­wam się po nich fan­ta­stycz­nej fabuły. Nie zawio­dłem się. Duże pie­nią­dze i układy boha­te­rów zapew­niają im bar­dzo wiele swo­body w knu­ciu mister­nych pla­nów. Tak jak lubię. Do tego cały czas jest tam Vetinari.

– Panie Lipwig, dziś rano zupeł­nie się pan nie znał na byciu mar­twym, a jed­nak, gdyby nie moja inter­wen­cja, dosko­nale by pan sobie z tym poradził.

Świat był cudow­nie wolny od ludzi uczci­wych, a wspa­niale pełen takich, któ­rzy wie­rzą, że potra­fią odróż­nić czło­wieka uczci­wego od oszusta.

Kto posta­wiłby zna­nego prze­stępcę na czele waż­nej dzie­dziny dzia­łal­no­ści pań­stwa? Oprócz, powiedzmy, prze­cięt­nego wyborcy.

– Lubi­łem ten gar­ni­tur! Mogłeś go cho­ciaż zacho­wać na szmaty…
– Prze­pra­szam, Sir. Uzna­łem, Że Szmaty Zostały Zacho­wane Na Pań­ski Garnitur.

Prze­ży­cie było cięż­kie jak akt naro­dzin, z dodat­ko­wym utrud­nie­niem w postaci nie­obec­no­ści matki.

Śmierć

Ach, to też jest pierw­sza serii. Czy­ta­jąc na kin­dlu nie widzia­łem okładki wcze­śniej i są tacy bar­dzo baj­kowi wszy­scy boha­te­ro­wie. Jedy­nie Vimes wcze­śniej paso­wał do mojej wizji. No i Zimistrz też spoko.

Poja­wia się w pra­wie każ­dej książce i nie musiało minąć wiele czasu, by stał się głów­nym boha­te­rem. Wyko­nu­jąc od wie­ków, w per­fek­cyjny spo­sób jedyną w swoim rodzaju pracę poczuł się zmę­czony. Z tego powodu posta­no­wił zna­leźć ludz­kiego ucznia. A to dopiero pierw­sza historia.

Śmierć stan­dar­dowo szkie­le­tem, posia­da­ją­cym ludz­kiego konia, gdyż szkie­le­towy za bar­dzo uwie­rał go w sio­dle i powy­py­chany sia­nem wyglą­dałby nie­zbyt maje­sta­tycz­nie. W śmieszny spo­sób jest przed­sta­wiony jego ste­reo­typ, szcze­gól­nie roz­mowy z boha­te­rami. Śmierć lubi też koty, a to się zawsze liczy u czło­wieka. Zawsze mówi z wiel­kiej litery, bar­dzo spodo­bał mi się ten pomysł, czy­tel­nik od razu wie z kim ma do czy­nie­nia, bo boha­ter nie zawsze.

Pod jego dachem mieszka czło­wiek, który oszu­kał śmierć. Zostało mu jesz­cze tylko pół godziny życia, ale w domu Śmierci trwa w sta­nie pośred­nim i pia­sek w jego klep­sy­drze się nie prze­sy­puje. Jest to ktoś, kto wywarł spory wpływ na świat Dysku, ale nie będę spoilerował.

Śmierć sie­dział na szczy­cie góry. Nie była ona szcze­gól­nie . wysoka, naga ani zło­wroga. Nie urzą­dzały na niej saba­tów­na­gie cza­row­nice — na Dysku cza­row­nice gene­ral­nie nie popie­rały zdej­mo­wa­nia z sie­bie wię­cej odzieży, niż było to abso­lut­nie nie­zbędne w danej chwili. Nie nawie­dzały jej widma. Żadni nadzy starcy nie sie­dzieli na szczy­cie i nie dzie­lili się mądro­ścią, ponie­waż pierw­szą kon­klu­zją, do jakiej docho­dzi praw­dzi­wie mądry sta­rzec, jest ta, że sie­dze­nie nago na szczy­cie góry pro­wa­dzi nie tylko do hemo­ro­idów, ale do odmro­żo­nych hemoroidów.

Ale rów­nież mniej spek­ta­ku­larne wyda­rze­nia mają swo­ich Jeźdź­ców. Na przy­kład Czte­rej Jeźdźcy Prze­zię­bie­nia to Zasmar­ka­nie, Kaszel, Katar i Brak Chusteczek;

O ile Śmierć wie­dział, jedy­nym powo­dem dowol­nych ludz­kich kon­tak­tów ze świ­niami i owcami był fakt, że sta­no­wiły pre­lu­dium do kotle­tów i kiełbas.

Cytaty różne

To jest aku­rat Potworny Regi­ment. Ciężka sytu­acja w kraju zwa­nym Boro­gra­via, gdzie wszy­scy ludzie są w obję­ciach psy­cho­pa­tycz­nej reli­gii, cią­gle powięk­sza­ją­cej listę obrzy­dli­wo­ści. Znaj­dują się tam takie rze­czy jak skały, czo­snek, kolor nie­bie­ski i mnó­stwo innych głu­pot. Kraj cały czas anga­żuje się w bez­sen­sowne wojny, które roz­po­czyna z sąsia­dami. Wysłani tam męż­czyźni wra­cają oka­le­czeni, a czę­ściej nie wra­cają. Polly Perks posta­na­wia wyru­szyć w poszu­ki­wa­nia swo­jego brata wysła­nego na front. Uczy się pokracz­nego cho­dze­nia, beka­nia, plu­cia i pod­szywa się po chło­paka. Na szczę­ście po swo­jej stro­nie ma naj­spryt­niej­szego sier­żanta Jac­kruma, do tego na miej­sce zmie­rza Vimes. Bar­dzo dobra książka, w któ­rej wszy­scy boha­te­ro­wie są nowi i wystę­pują tylko raz. Pole­cam od niej zacząć, bo bar­dzo mało nawią­zań jest do innych ksią­żek, a opo­wiada tro­chę o świe­cie, choć w zupeł­nie innym miej­scu, niż zazwy­czaj dzieje się akcja.

Gdyby wzy­wano chęt­nych do walki o tytuł mistrza świata w nie­ru­sza­niu się, on by się nawet nie ruszył.

To zna­czy myślał o czy­ta­niu i pisa­niu jak o butach — są potrzebne, ale w końcu nie służą do zabawy, i należy być podejrz­li­wym wobec tych, któ­rych te czyn­no­ści podniecają.

Nie­trudno osią­gnąć luk­sus, kiedy okre­śla się go jako coś do jedze­nia co naj­mniej raz dzien­nie, a zwłasz­cza gdy ma się tak sze­roką defi­ni­cję „cze­goś do jedzenia”.

Może opo­wiem panu o tych kieł­ba­skach — pod­jął, gładko zmie­nia­jąc bieg wewnętrz­nego sil­nika na wsteczny. — Kiedy w rzeźni ktoś odrą­bał sobie kciuk, nie zatrzy­mali nawet maszyny do mie­le­nia. Praw­do­po­dob­nie nie znaj­dzie pan w niej żad­nego szczura, ponie­waż szczury omi­jają to miejsce.

No prze­cież do tego służą reguły, rozu­miesz? Żebyś się dobrze zasta­no­wił, zanim je złamiesz.

Hein­rich miał w oko­licy repu­ta­cję czło­wieka spryt­nego, lecz Ankh-Morpork wyprze­dziło spryt już tysiące lat temu, prze­mknęło obok chy­tro­ści, zosta­wiło za sobą prze­bie­głość, a teraz, okrężną drogą, znów docie­rało do prostolinijności.

Wyglą­dał jak coś, co zro­biła na pre­zent nie­wi­doma ciotka – coś takiego, czego czło­wiek boi się wyrzu­cić na śmiet­nik, by śmie­cia­rze nie śmiali się z niego i kop­nia­kami nie prze­wra­cali mu pojemników.

Jak czy­tać

Jeśli jesteś fre­akiem, znasz już kilka ksią­żek, albo od razu wiesz, że chcesz się zazna­jo­mić ze wszyst­kim zaczniej od początku. Nie umknie Tobie żadne nawią­za­nie, a do tego w chro­no­lo­gicz­nym porządku będziesz obser­wo­wać roz­wój tego nie­zwy­kłego świata.

W pozo­sta­łych przy­pad­kach wybierz serię, która naj­bar­dziej Cię zacie­ka­wiła, prze­czy­taj kilka ksią­żek i prze­myśl ponow­nie poprzedni punkt.

Mam nadzieję, że udało mi się prze­ko­nać Cie­bie i dora­dzić w jak czy­tać książki Prat­chetta. Miłej zabawy, ja mam ją już nie­stety za sobą.


Kie­dyś już pisa­łem dla­czego lubię Prat­chetta TUTAJ.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.