Wsze­dłem sobie na wul­kan Acatenango.

Nie żebym jakoś spe­cjal­nie lubił góry. Wręcz prze­ciw­nie, nie mam poję­cia jak wcho­dze­nie po scho­dach, czy innych górach może być dla kogoś roz­rywką. Jasne, jak się wej­dzie na górę to jest satys­fak­cja, widoki też są zazwy­czaj ładne, a wiatr zazwy­czaj chce wywiać z Cie­bie duszę.

Za dodat­kową opłatą 25$ prze­wod­nik mógł zabrać konia, który będzie niósł Twój ple­cak. Biedne zwierzę.

No ale prze­cież jestem na kon­ty­nen­cie, który sły­nie z wul­ka­nów, to jak miał­bym tak nie pójść? Szcze­gól­nie, że była to dwu­dniowa wycieczka z noc­le­giem na wyso­ko­ści 3600 m i wej­ściem na szczyt na wschód słońca. Także prze­trwa­łem te wszyst­kie nie­przy­jem­no­ści z myślą, że będę miał przy­gody i dobre uję­cia. A było ich cał­kiem sporo. Jed­nak naj­wię­cej było niewygód.

Wyprawa

Już nie będę pisać o tym, że czło­wiek się poci jak świ­nia, a jak wej­dzie wystar­cza­jąco wysoko to zaczyna wiać i trzeba się jesz­cze zaki­sić kurtką. Takie coś zda­rzyło mi się nie raz cho­dząc nawet po naszych górach. Jed­nak wraz z wyso­ko­ścią nie­przy­jem­no­ści się nagro­ma­dzają. Szcze­gól­nie jeżeli masz tam spę­dzić noc.

Od ponad 2 mie­sięcy nie musia­łem ubie­rać dłu­gich spodni, a tam mia­łem spę­dzić noc w namio­cie, przy tem­pe­ra­tu­rze poni­żej zera. No i oczy­wi­ście nieść ten namiot, jak i całą resztę potrzeb­nego sprzętu i dużo wody. Mimo, że mia­łem na sobie bie­li­znę ter­miczną, dłu­gie spodnie, dwie koszulki, bluzę, skar­pety zwy­kłe i nar­ciar­skie, oraz czapkę i leża­łem w śpi­wo­rze, to było mi za zimno, żeby zasnąć.

Widok z obozu był naprawdę ładny. W tle widać Wul­kan Wody.

Na szczę­ście sen i tak by nie trwał zbyt długo, bo trzeba było wstać o 4, żeby zdą­żyć na wschód. Idąc po drob­nym żwi­rze pod solid­nym kątem, co spra­wiało że co dwa kroki cofa­łem się o jeden. Do tego wiatr. Im wyżej tym moc­niej­szy, jak na szczy­cie odkrę­ci­łem butelkę, to zaczęła gwiz­dać. No i jesz­cze powie­trze. Wiem, że na wyso­ko­ściach jest roz­rze­dzone, ale nie zda­wa­łem sobie sprawy, że to aż tak będzie czuć.

Na początku myśla­łem, że to sta­rość, albo jakaś inna cho­roba. Zro­bi­łem parę­na­ście kro­ków pod górę i nie mogę zła­pać tchu. Szlu­gów nie ruszam, więc co innego by to mogło być? Udało mi się jed­nak dojść na teren obo­zo­wi­ska, zła­pa­łem tro­chę odde­chu i biorę się za roz­kła­da­nie namiotu. Schy­lam się, roz­pa­ko­wuję torbę, wycią­gam rze­czy na zie­mię, ogar­niam kijki i inne pier­doły. Na końcu wbi­jam śle­dzie i gwał­tow­nie się pro­stuję. Chwilę potem myśla­łem, że padnę na glebę. Zro­biło mi się na prze­mian ciemno i jasno przed oczami, a zdy­sza­łem się od tego roz­kła­da­nia jak­bym co naj­mniej ćwi­czył z Goku pod­czas podróży na Namek (albo z robił skal­pel Cho­da­kow­skiej, dla tych co nie koja­rzą DB).

Także musia­łem nie­ustan­nie zwra­cać uwagę, aby oddy­chać bar­dzo głę­boko i regu­lar­nie, bo ina­czej dusiło mnie i czu­łem się jak Dead­pool w sce­nie, gdzie pró­bo­wali uak­tyw­nić muta­cje. W ogóle to ogląd­ną­łem Dead­po­ola, bo czło­wiek który wraz ze mną miesz­kał u miej­sco­wej rodziny zoba­czył, że czy­tam Dosto­jew­skiego i przy­niósł mi na pen­dri­vie, żebym pochło­nął też tro­chę nowo­cze­snej kul­tury. Albo po pro­stu było mu głupio.

Fil­mik

No, ale przejdźmy do rze­czy. Nakrę­ci­łem dość sporo mate­riału, naoglą­da­łem się dużo Gon­cia­rza i mam zamiar skrę­cić jakiś świetny fil­mik z tej wyprawy. A na razie wrzu­cam coś na miarę moich obec­nych moż­li­wo­ści. Jest to mój pierw­szy fil­mik podróż­ni­czy na kanale, bar­dzo dobrze oddaje emo­cje jakie mną tar­gały pod­czas podróży na te pra­wie 4000 m n.p.m.

Przy wcho­dzie słońca było widać cień wul­kanu Aca­te­nango na chmu­rach. Powi­nie­nem był to nagrać.

Oczy­wi­ście nie jest to szczyt moich moż­li­wo­ści mon­ta­żo­wych, jed­nak na zro­bie­nie „nor­mal­nego” fil­miku potrze­buję tro­chę wię­cej czasu. Bo nigdy jesz­cze nie robi­łem, muszę sobie uło­żyć w gło­wie, zebrać dodat­kowe mate­riały, zna­leźć czas, zebrać się w sobie, skoń­czyć naj­pierw mon­taż słowa na nie­dzielę i prze­zwy­cię­żyć lenistwo.

Choć wydaje mi się, że seria #podró­że­są­chu­jowe ma poten­cjał. Teraz żeby móc nagrać podobne rze­czy, będę musiał się decy­do­wać na inne aktyw­no­ści, pod­czas któ­rych będę się wyjąt­kowo iry­to­wał. No, ale czego się nie robi dla internetów?

Ah, fil­mik jest zło­żony tro­szeczkę nie­chro­no­lo­gicz­nie, ale nie zro­bi­łem sobie planu w jakiej kolej­no­ści kląć. A w taki spo­sób jest o wiele bar­dziej spójny.

Ok, jest już drugi fil­mik, w któ­rym przed­sta­wiam całą podróż od tej pozy­tyw­nej strony

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.