Łacina na każdą okazję

Na sycy­lij­skiej plaży wraz z miej­sco­wymi pod­da­wa­łem się bez­tro­skiemu leni­stwu. Alle­sio czy inny Fer­nando pro­wa­dzą zupeł­nie inne życie niż sta­ty­styczny polak w ich wieku - dość sporo czasu poświę­cają na relaks. Roz­wa­żali ide­alny cykl pla­żo­wa­nie — opa­la­nie, kąpiel, bro­war, jedze­nie i zapę­tlić. Ich angiel­ski był rów­nie daleki od komu­ni­ka­tyw­nego, jak Kor­win jest daleki od zosta­nia pre­zy­den­tem. Posta­no­wi­łem zażar­to­wać z uży­ciem powszech­nie zna­nego skojarzenia.

–To jak per­pe­tum mobile.

–Eeee?

–Nie wiesz co zna­czy per­pe­tum mobile? To po łacinie.

–Wiesz, ja angiel­ski mało, a teraz łacina. Głupiec.

–Może cho­ciaż cogito ergo sum, alma mater, avada kedavra?

–Nic.

Uwiel­biam naszą ojczy­stą mowę, ale nie należę do pury­stów języ­ko­wych (ale orto­gra­fię sza­nuję). Posiada on tro­chę ogra­ni­czeń (np. tylko jedno okre­śle­nie na miłość) i nie wszyst­kie słowa tak łatwo na niego prze­ło­żyć, więc nie­jed­no­krot­nie posłu­guję się angiel­skimi odpo­wied­ni­kami, bądź slan­giem. Zda­rza mi się nawet łaciną i to nie tylko tą podwór­kową. W końcu jest to język na któ­rym wyro­sła euro­pej­ska cywi­li­za­cja i w dal­szym ciągu można zaob­ser­wo­wać jej wpływ, cho­ciażby jak powszechne uży­wa­nie zwro­tów ex aequo, nota bene, ad hoc, anno domini czy et cetera.

Photo cre­dit: Moyan_Brenn / Foter / CC BY

A prze­cież jest kilka łaciń­skich zwro­tów, które wypa­da­łoby znać, mogą się przy­dać do cze­goś wię­cej niż wypi­sa­niu ich tuszem na skórze.

Per­pe­tuum mobile - z łac. wiecz­nie ruchome. Jest to okre­śle­nie teo­re­tycz­nej maszyny, która to może pra­co­wać w nie­skoń­czo­ność bez dostar­cza­nia do niej ener­gii. Jest to cał­ko­wi­cie sprzeczne z zasadą zacho­wa­nia ener­gii, gdyż ta pod­czas pracy maleje. Tar­cie na łoży­skach, poko­na­nie opo­rów powie­trza, czy ruchu będzie zuży­wało ener­gię, aż urzą­dze­nie się zatrzyma. W prze­szło­ści jed­nak ludzie bar­dzo entu­zja­stycz­nie pod­cho­dzili do prób roz­wią­za­nia tego pro­blemu, nawet Leonardo da Vinci pró­bo­wał. Oczy­wi­ście nie udało mu się, a takie urzą­dze­nie pozo­staje rów­nie praw­do­po­dobne jak stwo­rze­nie kamie­nia filo­zo­ficz­nego, czy homonkulusa.

Apage, Sata­nas!z łac. precz dia­ble. Dawno temu, gdy jesz­cze iden­ty­fi­ko­wa­łem się z sub­kul­turą meto­lową, był to dosyć popu­larny zwrot w krę­gach wta­jem­ni­czo­nych. Gdzieś w tek­stach pio­se­nek się prze­wi­jał, więc trudno było nie znać. Posłu­gi­wa­li­śmy się nim w celach czy­sto humo­ry­stycz­nych, teraz apage może być uży­wane jako syno­nim spa­dówa, albo wyra­fi­no­wany spo­sób odmowy picia wódki. Albo przy prze­pro­wa­dza­niu egzor­cy­zmów.

Deus ex machina - z łac. bóg z maszyny. Zwrot ten pocho­dzi z teatru grec­kiego, ozna­cza nagłe i nie­lo­giczne roz­wią­za­nie akcji utworu, poprzez Boga, opusz­cza­nego na scenę za pomocą spe­cjal­nej maszy­ne­rii. We współ­cze­snych utwo­rach w dal­szym ciągu się to zda­rza, jed­nak nie zawsze stwórcą zamie­sza­nia musi być bóg. Moim ulu­bio­nym przy­kła­dem, który zawiódł mnie bar­dziej niż kope­rek w opa­ko­wa­niu po lodach jest Wiedź­min, a dokład­niej ostatni tom. Naprawdę nie dało się roz­wią­zać akcji, żeby nie było tam jed­no­roż­ców, ani podróży w cza­sie i prze­strzeni? To już lepiej by było, jakby Ciri pocho­dziła z pla­nety Namek i po śmierci Geralta prze­mie­niła się w SSJ.

No i Geralt umarł :< Z tym aku­rat nie mam pro­blemu, jedy­nie mnie smuci.

Carpe diemz łac. chwy­taj dzień. Takie sta­ro­żytne YOLO, choć raczej nie wykrzy­ki­wano tego hasła wsia­da­jąc pija­nym na koń. W dzi­siej­szych cza­sach służy głów­nie jako nazwa knajp, albo tatuaż zdo­biący bica, może też się przy­dać przy roz­wią­zy­wa­niu krzyżówek.

Dura lex, sed lex - z łac. twarde prawo, ale prawo. Czyli nie­za­leż­nie od tego jak bar­dzo prawo jest uciąż­liwe, szko­dliwe, bądź głu­pie, musimy je prze­strze­gać. Prze­je­dziesz rowe­rem na zie­lo­nym świe­tle po pasach — grozi ci man­dat, bo rower się prze­pro­wa­dza. Przy­je­dziesz na lot­ni­sko z prze­ter­mi­no­wa­nym dowo­dem — nie przej­dziesz przez bramki. Sprze­da­jesz domowe prze­twory, z pro­duk­tów z ogródka — możesz nawet tra­fić do więzienia.

Per aspera ad astrałac. przez cier­nie do gwiazd — Jeżeli myśli­cie, że couching wymy­ślono w XXI wieku, to jeste­ście w błę­dzie. Już Tales ucząc Pita­go­rasa wtła­czał mu do głowy, że wszystko zależy od nasta­wie­nia, świat otwiera się jak ostryga, jeśli czu­jesz strach, to ozna­cza, że jesteś nie­wol­ni­kiem samego sie­bie, bez cięż­kiej pracy nie będzie efek­tów i inne prawdy obja­wione. Można sobie wyta­tu­ować, oczy­wi­ście w oto­cze­niu gwiazd.


Sta­ro­żytni byli mądrymi ludźmi, o wiele bar­dziej niż śre­dnio­wieczni. Posłu­gi­wali się zwro­tami, z któ­rych prze­wa­ża­jąca więk­szość jest uni­wer­salna, a ich tłu­ma­cze­nia nie­jed­no­krot­nie egzy­stują jako przy­sło­wia. Dla zain­te­re­so­wa­nych można sobie rzu­cić okiem na ten spis. Jeżeli komuś zda­rza się uży­wać jakiś innych zwro­tów, podziel­cie się nimi.

Jeżeli jest na sali ktoś, komu slang bądź zapo­ży­cze­nia z innych języ­ków prze­szka­dzają w odbio­rze ojczy­stego języka, pro­szę o komen­tarz na temat kala­nia popraw­nej pol­sz­czy­zny zagra­niczną łaciną.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Ola

    Chwila, moment, gdzie Sap­kow­ski umie­ścił infor­ma­cję o śmierci Geralta? Pro­szę nie siać defe­ty­zmu, wszystko zależy od interpretacji 😉

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Dość dobrze koja­rzę koń­cówkę, to w kra­sno­ludz­kiej gospo­dzie Geralt chciał oddać miecz, żeby wisiał jako ozdoba, a zaczęły się zamieszki. No i póź­niej była tam prze­po­wied­nia w retro­spek­cji, że Geralt zgi­nie od 2 zębów, a drugi wiedź­min od 3. I to nie były szczer­bate potwory, tylko widły.

      Widzia­łem też opo­wia­da­nia dzie­jące się po książ­ko­wej akcji, napi­sane przez Sap­kow­skiego. Ale tłu­ma­czył je mówiąc, że nie miał kon­cep­cji całej histo­rii, tylko pomysł roz­wi­jał się na bieżąco.