Ludzie zęby myją

Byłem ostat­nio u den­ty­sty i wyrwał mi dwa zęby. Teraz sie­dzę, cier­pię i myślę sobie o koniecz­no­ści ich mycia.

Nie żeby sytu­acja z moim myciem zębów wyglą­dała źle, co to to nie.

Ósemka, powszech­nie znana zębem mądro­ści, a sły­nąca z braku tejże, zaczęła mi napie­rać na resztę zębów. Zupeł­nie losowa sytu­acja, trzeba było ją usu­nąć. I od razu drugą po tej samej stro­nie, bo i tak by póź­niej spra­wiała pro­blemy, więc lepiej od razu dwie. Sie­dzę teraz przy­kła­da­jąc lód do twa­rzy, zagry­zam ibu­pro­fe­nem i dumam.

Spo­łeczna niechęć

Ludziom to nie prze­pa­dają za myciem zębów. Po pro­stu jakoś im nie po dro­dze z tą pro­stą czyn­no­ścią higie­niczną. Raczej jest to kwe­stia leni­stwa, bo chyba nie cho­dzi o brak edu­ka­cji. Pamię­tam prze­cież ze szkoły akcje flu­ory­za­cyjne, reklamy w tele­wi­zji, ostrze­że­nia rodzi­ców i nauczycieli.

Zresztą starsi ludzie też mają z tym jakiś pro­blem. Swoim dzie­ciom zapewne nie raz powta­rzali, stali nad umy­walką i pil­no­wali, a sami nic. Immu­ni­tet doro­sło­ści. Czy oni wszy­scy nie zdają sobie sprawy, że mycie zębów to dłu­go­ter­mi­nowa inwe­sty­cja?

Samemu można się prze­ko­nać o tym, na przy­sło­wio­wych ław­kach w par­kach, choć o wiele łatwiej w poran­nych tram­wa­jach. Zresztą każdy, kto parał się obsługą bez­po­śred­nią klienta wie, jakie bukiety zapa­chowe można spo­tkać. Naj­go­rzej to muszą się mieć den­ty­ści, aż źle mi jak o tym myślę. Choć i mnie ostat­nimi czasy spo­tkały histo­rie, które mogą wstrzą­snąć co deli­kat­niej­szym żołądkiem.

Sytu­acja numer 1

Opo­wieść z kate­go­rii #kiblo­we­ro­zmowy w pracy. Sło­wem wstępu jakoś nie jestem naj­bar­dziej towa­rzy­ską osobą i small talk nie jest moją spe­cjal­no­ścią. Szcze­gól­nie nie poczu­wam się do pro­wa­dze­nia roz­mowy w toa­le­cie. No, ale sta­łem sobie spo­koj­nie przed lustrem, aż tutaj jeden z współ­pra­cow­ni­ków poczuł nie­wy­ha­mo­waną chęć do zwie­rzeń i tak roz­po­czął rozmowę:

–Wie­dzia­łem, że to ty tu jesteś, jesz­cze jak sie­dzia­łem na kiblu.
–Acha.
–Sły­sza­łem szczo­teczkę, nikt inny tutaj nie myje zębów.
–Może.
–W sumie to smutne.
–Tak.

Sytu­acja numer 2

Też #kiblo­we­ro­zmowy, przy­pa­dek? Nie sądze. Tym razem jed­nak nie ode mnie z pracy. Myję sobie zęby na lot­ni­sku, czu­jąc się jak Tom Hanks w Ter­mi­nalu, faza koń­cowa bo już usta płu­czę. Opłu­ki­wam. Wnet do umy­walki obok pod­cho­dzi schlud­nie ubrany, ele­gancki Pan koło 50. Powoli obraca się w moją stronę, zerka zasko­czony i tak oto powiada uro­czo zaciągając:

–Łohoho, co ja widzę. Mło­dzi to teraz dbajo o sie­bie. Zęby myjo! Ja Panu coś powiem, rano się zęby myje dla urody, a wie­czo­rem dla zdro­wia. Że ja urody nie potrze­buję, to myję tylko wie­czo­rem. I wystarczy.

Widzia­łem jego uzę­bie­nie, ale czy poje­dyn­cze mycie wystar­czało, to nie odpo­wiem. Po pro­stu nie wiem jakie stan­dardy posia­dał tam­ten męż­czy­zna. W jego mnie­ma­niu zęby mogły wciąż znaj­do­wać się w sta­nie „akceptowalne”.

Sie­dzę sobie, cier­pię katu­sze, a w żyłach pły­nie ibu­pro­fen.
Sie­dzę sobie i myślę, że ta sytu­acja była zupeł­nie nie­za­leżna ode mnie.
Sie­dzę sobie i myślę, że ból zepsu­tych zębów zatem musi być o wiele gor­szy.
Sie­dzę sobie i myślę, że są ludzie, któ­rzy sami świa­do­mie się decy­dują na taki los.

I do tego śmier­dzi im z gęby.


Photo cre­dit: grunt­zo­oki / Foter / CC BY-SA

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.