Mów co myślisz, ale myśl co mówisz

Nie bądź głupi. Myśl co mówisz, myśl co piszesz, myśl co pod­pi­su­jesz. Szcze­gól­nie pod wła­snym nazwi­skiem. Rów­nież w internecie.

Photo cre­dit: EddieB55 / Foter / CC BY-NC-ND

Gra­nice głupoty

Zdzi­wiony. Jeśli miał­bym wybrać uczu­cie towa­rzy­szące mi od początku życia, to byłoby zdzi­wie­nie. Na początku pro­ste rze­czy mnie dzi­wiły, czyli to że gumo­wym dino­zau­rom nie odro­sną obcięte paznok­cie, że ćmy same wla­tują do ognia, że ludzie kła­mią i nie dotrzy­mują słów, że ktoś może spraw­dzać bli­skim ludziom ich kore­spon­den­cję. Póź­niej mnie zdzi­wiło, że ludzie poważ­nie pod­cho­dzą do spraw reli­gii i wiary. I mimo, że nie idąc w gim­na­zjum do spo­wie­dzi stra­ci­łem kolegę, to i tak przez pra­wie 19 lat żyłem w prze­świad­cze­niu, że to jest men­talna pozo­sta­łość śre­dnio­wie­cza, PRL i wynik pro­pa­gandy papieża polaka, żeby sta­rzy ludzie mieli co robić z wol­nym cza­sem. Tak bar­dzo się myliłem.

Inter­net też był dla mnie źró­dłem ogrom­nego zasko­cze­nia. Dla­czego bez­pro­ble­mowa moż­li­wość uda­wa­nia kogoś innego jest dla ludzi tak kusząca? Jaką przy­jem­ność znaj­dują inter­ne­towe trolle w nisz­cze­niu komuś zabawy? Czemu publi­kują tak skrajne i krzyw­dzące komen­ta­rze? Czemu wcho­dzą w żało­sne (dla wszyst­kich innych) dys­ku­sje na czy­jejś tablicy? Skąd się biorą ludzie, któ­rzy wypi­sują komen­ta­rze pod kon­tro­wer­syj­nymi mate­ria­łami w popu­lar­nych serwisach?

Ano­ni­mo­wość w internecie

Od cza­sów naszej klasy oka­zało się, że ludziom nie prze­szka­dza pod­pi­sy­wa­nie się wła­snym nazwi­skiem pod naj­więk­szymi bred­niami i kom­pro­mi­tu­ją­cymi wypo­wie­dziami. Zresztą od kiedy dzie­limy się naszymi danymi z Zuc­ken­ber­giem i uży­wamy main­stre­mo­wych pro­gra­mów połą­czo­nych z face­bo­okiem, nie ma cze­goś takiego jak ano­ni­mo­wość w inter­ne­cie. Wyświech­tany oksy­mo­ron, coś jak żywy trup. Albo sucho i łatwo.

Pan od twitta powy­żej jest rad­nym Pozna­nia z ramie­nia PO. Bar­dziej od eks­cy­ta­cji kopa­niem piłki dziwi mnie publi­ko­wa­nie takich wpisów.

Przez wiele lat nie umiesz­cza­łem pra­wie niczego na moim pry­wat­nym pro­filu. Jakieś poje­dyn­cze zdję­cia, nic wię­cej — nie chcia­łem dzie­lić się infor­ma­cjami o sobie. Prze­cież wszyst­kie infor­ma­cje, dia­logi, vide­oro­zmowy, polu­bie­nia, inte­rak­cje są zapi­sy­wane. Jeśli dołą­czyć do tego pocztę elek­tro­niczną, plus inne ser­wisy spo­łecz­no­ściowe paso­ży­tu­jące na face­bo­oku, to oka­zuje się, że nie mamy tajem­nic przed inter­ne­tem. Nawet nie trzeba się pod­pi­sy­wać swoim nazwi­skiem. Ja za to wybra­łem wła­sny, kon­tro­lo­wany eks­hi­bi­cjo­nizm inter­ne­towy. Na blogu.

Wszy­scy jeste­śmy blogerami

W mniej­szym bądź więk­szym stop­niu. Posia­damy swoje miej­sce w inter­ne­cie, ludzi któ­rzy nas obser­wują ipu­bli­ku­jemy tam różne infor­ma­cje, wrzu­camy zdję­cia, pro­wa­dzimy roz­mowy, wcho­dzimy w inte­rak­cje. W mniej lub bar­dziej jed­no­znaczny spo­sób afi­szu­jemy się ze swo­imi poglą­dami. Jed­nak nie wszy­scy zdają sobie sprawę, jak bar­dzo publiczna jest ta nasza działalność.

Publi­ku­jąc cokol­wiek w inter­ne­cie wyobraź sobie, że Twoją wypo­wiedź, w dowol­nej chwili będą mogli zoba­czyć sąsie­dzi, pra­co­dawca, zna­jomi z pracy, mama, bab­cia, twoja była, obecna była oraz przy­szła była, bogo­wie, twoje dzieci jak już będą star­sze, Robert Downey Junior i całe grono mniej lub bar­dziej nie­zna­nych ludzi. Chyba, że jesteś poli­ty­kiem, albo inną oso­bi­sto­ścią — wtedy rów­nież twoi, z braku lep­szego słowa, fani.

A potem się zasta­nów, czy na pewno chcesz pod­pi­sać się pod taką wypo­wie­dzią na forum publicznym.

Jeśli tak, to jesz­cze na wszelki wypa­dek sprawdź orto­gra­fię.

Takie rze­czy się dzieją na facebooku.

Zobacz też: Co ludzie powy­pi­sy­wali w komen­ta­rzach na pro­filu „Domi­nik Szy­mań­ski dobrze że zde­chl

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • http://nieobiektywny.pl/ Nie­obiek­tywny

    Każdy w necie pisze swoją „książkę”. Pyta­nie czy to będzie poczytne dzieło, czy chłam. 99,99% osób nawet nie przy­pusz­cza jak z pozoru nie­winny wpis może im w przy­szło­ści zaszkodzić.

  • http://niczym.pl filo­zof

    Boże widzisz i nie grzmisz. Nie wie­dzia­łem, że osoby publiczne są w sta­nie tak zarzą­dzać swoim wize­run­kiem. Ein­stein miał rację porów­nu­jąc głu­potę ludzką i wszech­świat pod wzglę­dem nieskończoności.