Murale w Budapeszcie

Sztuka uliczna jest jedną z moich ulu­bio­nych odmian. Skoro nie­długo przyj­dzie mi opu­ścić to piękne mia­sto, posta­no­wi­łem uwiecz­nić naj­lep­sze murale.

Zawsze mnie zachwyca, gdy komuś uda się wpa­so­wać wiel­ko­for­ma­towy rysu­nek w obraz mia­sta. Z wypie­kami na twa­rzy oglą­dam zdję­cia naj­lep­szych murali z całego świata, a ostat­nio Janek poka­zał, że i w Kra­ko­wie się znajdą perełki. Ilość i jakoś murali w Buda­pesz­cie pozo­sta­wie sporo do życze­nia, ale udało mi się wybrać kilka ciekawych.

Par­king / Ker­tész street 27

Na 156 metrach kwa­dra­to­wych 3 Arty­stów — Ádám Kirsch, Krisz­tián Viszo­kai, Egry Tamás - nama­lo­wało „Flo­wers of Decay”, czyli kwiaty roz­kładu. Bar­dzo ładne przed­sta­wie­nie pro­cesu życia i śmierci, ener­go­cyr­ku­la­cji i odwiecz­nego zwy­cię­stwa natury nad czło­wie­kiem. Miejmy nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Zro­bi­łem zbli­że­nie na robaczka. Nie­stety wycięto frag­ment murala, poni­żej pełna wer­sja z auto­rami pracy.

flowers-of-decay-kertész-street

Na tym samym par­kingu znaj­dują się jesz­cze dwa malunki. Domek pełen pokoi zawie­ra­ją­cych jakieś nie­zro­zu­miałe dla mnie pik­to­gramy. Przed dom­kiem stoi krowa. Nie wiem o co cho­dzi, ale ładne kolorki. Wszystko nama­lo­wane przez Richárda Orosz.

Budy­nek miesz­kalny / Rum­bach Sebe­styén street

Są tylko dwie rze­czy, z któ­rych Węgry mogą być znane na świe­cie. Kostka Rubika oraz dłu­go­pis. Cele­brują to tak, jak Polacy wódkę i papieża. Przed nami wyma­lo­wane 250 metrów kwa­dra­to­wych z oka­zji 40 lecia wymy­śle­nia kostki rubika przez pro­fe­sora Ernő Rubika. Bar­dzo ładne, sta­ranne, geo­me­tryczne, mate­ma­tyczne i mini­ma­li­styczne. Dokład­nie takie jakie lubię. No i roz­miar też jest imponujący.

Budy­nek miesz­kalny / Kazin­czy street 37–41

Mural o tytule „Buda or Pest?” przed­sta­wia róż­nicę pomię­dzy czę­ściami mia­sta oddzie­lo­nymi rzeką, które nie zatarły się pomimo pra­wie 150 lat od ofi­cjal­nego połą­cze­nia miast. Nama­lo­wane przez Void, Petyka, Trans­one, Fork Színes Város.

Buda, strona histo­ryczna, słynna z ogrom­nego zamku, oraz cyta­deli, przed­sta­wiona jako spo­łe­czeń­stwo zamknięte w uper­so­ni­fi­ko­wa­nym żół­wiu. Nie­wzru­szony na nic leży na uwie­ra­ją­cych kol­cach tra­dy­cji, mimo że w gło­wie gnieź­dzą się ciemne myśli.

Po dru­giej stro­nie rzeki mamy inny świat. Pest został przed­sta­wiony jako prze­strzeń kosmiczna, wypeł­niona dziw­nymi, flu­ore­scen­cyj­nymi two­rami rodem z fil­mów sci-fi. Nie wiem co to mia­łoby znaczyć.

Bude­nek miesz­kalny / Akácfa street 27

Na tym budynku znaj­dują się dwa murale.

Chill or rage? dzieło pol­skiego arty­sty Łuka­sza Ber­gera (AKA Cekas), który zasta­na­wia się co zoba­czymy w jego pracy — relaks, czy złość. Ja widzę kosmitę.

Jaskółki, zawsze spoko, szcze­gól­nie takie ete­ryczne. Te zostały nama­lo­wane przez Károly Mester­házy inspi­ro­wane są sporą ilo­ścią jaskó­łek zakła­da­ją­cych gniazda w obrę­cie mia­sta. Czę­ściowo zasło­nięte reklamą pizzy.…

Pasaż / Gozsdu court

Uchodź­czyni nama­lo­wana z oka­zji Świa­to­wego Dnia Uchodźcy, spon­so­ro­wana przez UNHCR Cen­tral Europe. Jedna rodzina roz­darta przez wojnę, to zbyt wiele.

Budy­nek miesz­kalny / Rum­bach Sebe­styén street 18

Wygląda na to, że piłka nożna też jest spor­tem naro­do­wym Węgrów. Mural jest formą cele­bra­cji 60 lecia wygra­nego meczu. Na Lon­don Webley Sta­dium w 1953 roku Węgrzy wygrały z nie­po­ko­naną od 90 lat dru­żyną Angli­ków wyni­kiem 6–3. Wynik, scenę z meczu, frag­menty gazet i wiele innych umiesz­czono na 1000 metrach kwa­dra­to­wych. Mają rozmach.

Plac zabaw / Kazin­czy – Király stre­ets corner

Bar­dzo udana próba uczy­nie­nia prze­strzeni miej­skiej prze­zna­czo­nej dla dzieci bar­dziej przy­stępną. Nama­lo­wany pej­zaż wspa­niale wpa­so­wuje się w plac zabaw. Nie mogłem go omi­nąć w zestawieniu.

Budy­nek miesz­kalny / Klau­zál street 29

Krysz­ta­łowe drzewo przy­jaźni Polsko-Węgierskiej, nama­lo­wane z oka­zji 75 lecia Pol­skiego Insty­tutu w Buda­pesz­cie. Poly­go­niczne drzewo, kan­cia­sta gra­fika, a do tego wier­szyk po Pol­sku. Miło doświad­czyć na wła­snej skó­rze, że w innym kraju Cię lubią.


Tyle na dziś. Jakby ktoś miał ochotę na wię­cej sztuki ulicz­nej, to pole­cam mój wpis z Florencji.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.