Nie mam zdania

Te słowa prze­cho­dzą przez gar­dło trud­niej niż „nie znam angiel­skiego”, „jestem uza­leż­niony”, „pocho­dzę ze wsi”, czy „nie staje mi”. Niestety.

Nie znam się, to się wypowiem

Jak ostat­nio zauwa­żył Janek, doro­śli uwa­żają, że nie wypada się pytać. Na szczę­ście ja rów­nież nie podzie­lam tego prze­ko­na­nia. Lubię wie­dzieć, spraw­dzać i się upew­niać, a zada­wa­nie pytań, to jeden z naj­lep­szych spo­so­bów. Dziwi mnie ta ten­den­cja, ale przy­naj­mniej nie jest szko­dliwa spo­łeczne. Za to bar­dzo mnie dener­wuje inna rzecz.

Upo­rczywa obrona swo­jego zda­nia, pomimo braku wgłę­bie­nia tematu i roz­sąd­nych argu­men­tów. Zazwy­czaj tyczy się to spraw gło­śnych spo­łecz­nie, a osoby te opie­rają się na emo­cjach, jakie wzbu­dziły w nich auto­ry­tety, a nie na fak­tach. Niech za przy­kład posłużą antyszczepionkowcy.

Czy mógł­bym potwier­dzić tę informację?

Gdyby komuś zale­żało na potwier­dze­niu infor­ma­cji, szybko dowie­działby się, że lekarz który sko­ja­rzył ze sobą autyzm i szcze­pie­nia, stra­cił licen­cję wyko­ny­wa­nia zawodu za swoje prze­kła­mane bada­nia, któ­rymi wywo­łał masową panikę i bar­dzo nega­tywną reak­cję spo­łe­czeń­stwa. Zna­le­ze­nie tych infor­ma­cji nie było ani cza­so­chłonne, ani trudne, a cał­kiem dobit­nie świad­czy o braku kore­la­cji pomię­dzy auty­zmem i szcze­pie­niami. Wystar­czy tylko chcieć i na chwilę wyjść ze zwar­tego kokonu szan­tażu emo­cjo­nal­nego, typu rtęć zabije twoje dziecko. Czy jed­nak z powodu zawar­to­ści rtęci zre­zy­gnu­jesz z jedze­nia ryb? Albo z jedze­nia soli z powodu zawar­to­ści chloru? Nie wydaje mi się.

Przy­cze­pi­łem się tak do tych antysz­cze­pion­kow­ców (tudzież pro­epi­de­mi­ków aktyw­nie wal­czą­cych o powrót chlub­nej tra­dy­cji jaką jest umie­ra­nie od cho­rób zakaź­nych), poka­zu­jąc przy­kład więk­szego pro­blemu. Ist­nieje on w wielu dzie­dzi­nach życia, choć naj­bar­dziej widoczny jest w spra­wach spo­łecz­nych i powszech­nie dys­ku­to­wa­nych — szcze­pionki, GMO, kon­wen­cja ds. prze­ciw prze­mocy kobiet, poli­tyka, ruch obro­towy Ziemi, gen­der, gospo­darka, mate­ma­tyka, sub­stan­cje psychoaktywne.

Kar­mieni stra­chem i prze­kła­ma­niami ludzie powta­rzają opi­nie swo­ich „auto­ry­te­tów”, a jako argu­ment są w sta­nie podać co naj­wy­żej bo to złe/niemoralne, zna­jomy kolegi ma brata, któ­rego kum­pel zna DJ-a któ­rego dziecko zacho­ro­wało na autyzm, albo poda­jąc argu­menty będące ewi­dent­nym kłamstwem.

Zresztą nie tylko poważne sprawy pod­cho­dzą pod tę ten­den­cję, jakiś czas temu gło­śno było o żar­cie, jaki jeden dzien­ni­karz wyciął na War­saw Fashion Week. Pytał się eks­per­tów co sądzą o kre­acjach Hansa Klossa, Jana Guten­berga czy też duetu Schleswig-Holstein. Pomi­ja­jąc fakt, że uczest­nicy nie znali tych nazw, czuli się zobo­wią­zani wypo­wie­dzieć swoją opi­nię na temat ich doko­nań. Mate­riał do zoba­cze­nia TUTAJ.

Nie wiem, nie znam się, no to się wypowiem

Wiem, że życie jest cięż­kie, szyb­kie i może nie być czasu na wery­fi­ka­cję fak­tów. Zda­rza się.
Zdaję sobie sprawę, że cza­sem można nie zna­leźć roz­sąd­nych źró­deł. Zda­rza się.
Rozu­miem, że cza­sem po pro­stu może nas zupeł­nie dana sprawa nie inte­re­so­wać. Zda­rza się.

Ale dla­czego nie­wie­dza jest bar­dziej krę­pu­jąca niż kłam­stwo? To się nie powinno zdarzać.

Jak żyć?

Nie mam zda­nia na temat poli­tyki Orbana, wyż­szo­ści gła­dzi szpa­chlo­wych nad pły­tami z karton-gipsu, ani tego czy Han strze­lił pierw­szy. Ist­nieją miliardy rze­czy, na temat któ­rych nie mam zda­nia, nigdy mieć nie będę i nie wsty­dzę się tego — jest to natu­ralna kolej rze­czy. Dla­tego też przy ich oma­wia­niu ogra­ni­czam się do zada­wa­nia pytań albo sie­dzę cicho, w myśl zasady „Lepiej jest nie odzy­wać się wcale i wyda­wać się głu­pim, niż ode­zwać się i roz­wiać wszel­kie wątpliwości”.

To żaden wstyd powie­dzieć „Nie mam zda­nia”. Bar­dzo zła jest upo­rczywa obrona niczym nie­pod­par­tego zdania.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.