O niebezpieczeństwach wychodzenia ze strefy komfortu

Strefa kom­fortu, taki chwy­tliwy zwrot. Sta­ram się go nie uży­wać zbyt czę­sto, bo nie mam aspi­ra­cji zmie­niać niczy­jego życia, ani prze­ko­ny­wać was, że sky is the limit. Głów­nie z powodu tego, że postrze­gam ją zupeł­nie ina­czej jest psychologiczno-couchingowa część inter­netu i dziś zro­bię wyją­tek i opo­wiem wam o tej różnicy.

Sta­bil­ność

Czło­wiek jest jed­nostką, która zapada się w różne sytu­acje. Tak jak w bar­dzo miękki mate­rac, albo ruchome pia­ski. Przy­zwy­cza­jamy się bar­dzo szybko do naszej obec­nej sytu­acji i próba jej zmiany wiąże się z dys­kom­for­tem. Doty­czy to nie tylko przy­wią­za­nia do tok­sycz­nego part­nera, wynisz­cza­ją­cej pracy, miesz­ka­nia z rodzi­cami, czy kupo­wa­nia zawsze tych samych cia­stek. Przy­zwy­cza­jamy się też do naszego życia, jak i rów­nież sytu­acji spo­łecz­nej i mate­rial­nej. Czy­ta­łem nawet o bada­niach, w któ­rych osoby wygry­wa­jące dużą ilość hajsu nagle wycho­dziły ze swo­jej bez­go­tów­ko­wej strefy kom­fortu i było im źle.

Prze­pły­ną­łem jezioro Atitlan

No i sie­dzimy sobie. W tym samym mie­ście, bo tu jest rodzina i wszy­scy zna­jomi, w tej samej pracy, bo prze­cież masz per­spek­tywy awansu i możesz pod­bie­rać do domu arty­kuły biu­rowe, w tym samym związku, bo nie jest taki zły, w końcu Cię nie bije. Bo prze­cież lep­sze jest wro­giem dobrego, a nam jest cał­kiem dobrze, prawda?

Wcale nie chu­jowo, ale stabilnie.

Magiczna kra­ina

Z jed­nej strony każda zmiana ozna­cza dla nas nie­do­god­ność, a z dru­giej bez nich nie można zna­leźć się w lep­szej sytu­acji życio­wej, o czym więk­szość zapewne marzy. No i tutaj zaczyna się sto­sun­kowo nowa, ale cał­kiem pręż­nie roz­wi­ja­jąca się część prze­my­słu — couching. Wykłady, czy zaję­cia z ludźmi, któ­rzy „osią­gnęli suk­ces” i możesz od nich usły­szeć, że możesz wszystko, jesteś gwiazdą, ludzi fan­ta­zją, czy zwy­cięzcą. Że języka obcego możesz się nauczyć w tydzień, odblo­ku­jesz swój poten­cjał lin­gwi­styczny i nagle będziesz poli­glotą. Że pode­rwiesz każdą dziew­czynę, w week­end prze­bu­du­jesz swoją oso­bo­wość, sta­niesz się pewny sie­bie i żadna ci się nie oprze. Że zosta­niesz bogaty, jeżeli zaczniesz się zacho­wy­wać i myśleć jak czło­wiek bogaty. Że możesz wszystko, a ogra­ni­cze­nia są tylko w Two­jej gło­wie. Nikt jed­nak nie powie, że to się wiąże z jaki­miś nie­przy­jem­no­ściami. A tych jest zazwy­czaj cał­kiem sporo.

To zdję­cie wygląda pra­wie jak flaga

I opo­wia­dają o tym ludzie, któ­rych naj­więk­szy suk­ces polega na tym, że inni chęt­nie płacą, aby posłu­chać, jak oni tłu­ma­czą, że każdy może osią­gnąć suk­ces. W sumie to nawet cał­kiem nie­złe osią­gnię­cie, choć te infor­ma­cje będą cał­ko­wi­cie bez­u­ży­teczne, jeżeli ty rów­nież nie pla­nu­jesz zostać couchem.

Można odnieść wra­że­nie, że jeste­śmy uwię­zieni w naszym docze­snym życiu, niczym Neo w matri­xie, że po prze­bi­ciu tego zara­sta­ją­cego nas pęche­rza chlu­śnie czarną, gęstą cie­czą w któ­rej dotych­czas spę­dzi­li­śmy całe życie i wypeł­zniemy na zie­loną polankę, prze­trzemy nigdy nie uży­wane oczy i ukaże się nam polana piękna, niczym domyślna tapeta z win­dowsa XP. Tylko jeden krok, jeden mały kro­czek i jak za dotknię­ciem cza­ro­dziej­skiej różdżki, jak przy przej­ściu na drugą stronę lustra, albo do kró­li­czej nory, jak odnaj­du­jąc drogę do Narnii w sta­rej sza­fie, lub po podróży stat­kiem z napę­dem nie­praw­do­po­do­bień­stwa ujrzymy zupeł­nie inny świat.

Tylko wła­śnie nie.

Nie chciał się zatrzy­mać ani na chwilę, a bie­ga­łem za nim z kil­ka­na­ście minut

Strefa kom­fortu

Bo wyj­ście ze strefy kom­fortu to długa, ciemna droga. Będzie nie­swojo, będzie nie­zna­nie, może być strasz­nie, może się oka­zać naprawdę długa, ale naj­waż­niej­sze jest to, co jest na końcu. To co chcemy osią­gnąć, powinno nam zrów­no­wa­żyć z nawiązką wszyst­kie ponie­sione nieprzyjemności.

I teraz sobie sie­dzę na dru­gim końcu świata nad jezio­rem i można by pomy­śleć, że jest super. Mało kto zdaje sobie jed­nak sprawę, że przez ostat­nie 3 mie­siące nie widzia­łem ubi­ka­cji bez insek­tów, pogry­zły mnie miliony koma­rów, aż dosta­łem zastrzyk ze ste­ry­dów, a zaraz po tym uką­sił mnie skor­pion. Że na każde 100 km które chcesz prze­je­chać trzeba liczyć co naj­mniej 3 godziny w skraj­nie gło­śnym i nie­wy­god­nym środku trans­portu. Że doko­nu­jąc więk­szo­ści zaku­pów muszę się tar­go­wać, żeby nie dać się oszu­kać, a taka roz­mowa wcale nie spra­wia mi przy­jem­no­ści. Że ostat­nie 2 tygo­dnie byłem zatrzy­many przez cho­robę w mie­ście, gdzie codzien­nie padało i było tak zimno, że cho­dzi­łem w kurtce. Że ukra­dli mi kamerę spor­tową, zale­d­wie parę mie­sięcy po tym jak ją kupi­łem i jest mi strasz­nie źle z tego powodu. Jesz­cze nie­dawno pochwa­li­łem się na blogu, że nigdy niczego nie zgu­bi­łem, ani nie stra­ci­łem w głupi spo­sób, a tu jeb, jak z dzidy.

Z tego wszyst­kiego w dro­dze na dwo­rzec posta­no­wi­łem wró­cić nad jezioro spy­tać o nią w sta­rej szkole. Tak jak się spo­dzie­wa­łem, zapewne miało miej­sce we wcze­śniej­szym hostelu, gdzie zadzwo­ni­łem, ale zaska­ku­jąco nic nie wie­dzą. Potem zde­cy­do­wa­łem prze­pły­nąć się łódką na drugą stronę jeziora i posie­dzieć parę dni w innym mia­steczku na plaży odpo­cząć sobie po szkole. I teraz mam jesz­cze moral­niaka, że czas tracę, że mógł­bym gdzieś jechać, że moja war­tość na rynku zawo­do­wym powoli spada, zegar bio­lo­giczny tyka, że nie mam kon­kret­nego planu na życie i mimo że to sobie tak wyma­rzy­łem i zapla­no­wa­łem, a póź­niej zapra­co­wa­łem na to, to i tak jest mi głupio.

Bo prze­cież można by wię­cej, moc­niej, szybciej.

Łódki zawsze spoko się fotografuje.

Suma­rycz­nie jest lepiej

Mógł­bym jesz­cze długo wymie­niać. W sumie to kie­dyś będę musiał napi­sać wpis o naj­więk­szych wadach podró­żo­wa­nia, teraz tylko wykla­ruję, że to wszystko tak naprawdę nie jest ważne. To są detale, drobne nie­do­god­no­ści, które zupeł­nie nie są istotne. Prze­cież jeż­dżę po Ame­ryce Środ­ko­wej od trzech mie­sięcy sam sobie ste­rem, żegla­rzem, fogiem i kotwicą. Nauczy­łem się nowego języka, zosta­łem nur­kiem, widzia­łem rekina wie­lo­ry­biego, pozna­łem setki osób, miesz­ka­łem przez 2 mie­siące z lokal­nymi rodzi­nami, a to dopiero począ­tek listy. I jak sobie o tym wszyst­kim myślę, to niech sobie będą te robaki i oble­śne łazienki.

Pod­su­mo­wu­jąc wyj­ście ze strefy kom­fortu to nie jest nagła zmiana, tylko dłu­go­ter­mi­nowa inwe­sty­cja, bilans strat i zysków. Tak jak wiemy, że powin­ni­śmy się zdrowo odży­wiać, pro­wa­dzić aktywny tryb życia i codzien­nie (mam nadzieję) poświę­cać kil­ka­na­ście minut na szczot­ko­wa­nie zębów, żeby unik­nąć sobie cho­rób, bólu, wizyt u den­ty­sty, czy innych nie­przy­jem­no­ści. Tylko, że tym razem cho­dzi o cało­kształt naszego życia, nie tylko o zdrowie.

Ps. Był­bym zapo­mniał. Zro­bi­łem drugi fil­mik z podróży na Aca­te­nango, jeden przed­sta­wia pozy­tywne aspekty, a drugi nega­tywne. I cały ten wpis miał być o tych fil­mi­kach i o tym, jak każdą rzecz można ode­brać w dwa skrajne spo­soby, ale rela­tyw­nie je porów­nu­jąc wycho­dzi na korzyść zalet. Oba do zna­le­zie­nia w tym wpi­sie.

Latar­nia zepsuła mi takie dobre zdjęcie.

Jak już wrzu­cam zdję­cia, to i to wrzucę.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Mirek W.

    Mądrze napi­sane. Cie­szy nas ilość polu­bień, świa­do­mość, że ist­nie­jemy. To cza­sem ważne, waru­nek, aby nie było nazbyt absur­dal­nie. Ty posta­no­wi­łeś zro­bić coś cie­ka­wego, trud­nego, dla sie­bie, ale i dla takich jak ja, już wie­ko­wych. Jed­nak Twoje pisa­nie, zdję­cia, fil­miki, pozwa­lają spoj­rzeć w odmęty wła­snej prze­szło­ści, które wcale nie są nija­kie. Cza­sem mnie zasta­na­wia, dla­czego tak nie­wielu to dostrzega, ale nawet jeden like, to suk­ces. Wie­rzę, że kie­dyś znacz­nie szer­sza publika to doceni. Trzeba odwagi na taki krok, jak Twój, takich osób niej sporo. Podzi­wiam, zazdrosz­czę, ale nigdy się nie odwa­żył­bym; zwy­czaj­nie ze stra­chu, z tchó­rzo­stwa. Pozdra­wiam Młody Przyjacielu.

  • Betina

    świet­nie napi­sane, nikt ci nigdy nie powie o pro­ble­mach i trud­no­ściach wycho­dze­nia ze strefy kom­fortu, jakby to wszystko miało być miłe i przy­jemne jak za dotknię­ciem zacza­ro­wa­nej różdżki, ot tak i już jesteś inny! oczy­wi­ście zda­rzają się sytu­acja jak w fil­mie ale zazwy­czaj to wszystko jest poprze­dzone dużym wysił­kiem, wyrze­cze­niami, dłu­gimi przy­go­to­wa­niami. ja też Cię podzi­wiam i tylko tak dalej! tak jak napi­sa­łeś „boję się, ale do końca życia będę żało­wał jeśli tego nie zro­bię” i zro­bi­łeś, to jest naj­więk­szy suk­ces 🙂 pamię­taj że dla wielu ludzi jesteś natchnie­niem i moty­wa­cją, choćby nie wielu ale zawsze. YOLO!!