Optymalizacja czasu

Jestem mistrzem opty­ma­li­za­cji czasu. Przy mnie nie zmar­nuje się ani sekunda.

Czę­sto cze­kam z obo­wiąz­kami aż deadline zacznie się do mnie szcze­rzyć nawet nie z kalen­da­rza, lecz z zegarka. Dzięki temu osią­gam eks­tre­mum swo­jej pro­duk­tyw­no­ści. Inna sprawa jak to wpływa na moje nerwy, ale nie to jest temat tego wpisu.

Nie lubię samemu oglą­dać fil­mów. Na myśl o stra­cie 90–120 minut na oglą­da­nie rucho­mych obraz­ków jest mi źle. Szcze­gól­nie, że w więk­szo­ści przy­pad­ków ten czas nie jest tego warty. Tro­chę ina­czej sytu­acja wygląda w przy­padku seriali, tutaj jestem w sta­nie ogląd­nąć kilka odcin­ków pod rząd. Jed­nak zda­rza się to bar­dzo spo­ra­dycz­nie i nie ma żad­nego, który bym śle­dził na bie­żąco, bądź z zapar­tym tchem.

Photo cre­dit: carlo occhiena / Foter / CC BY-NC-SA

Goto­wa­nie obiadu to prze­my­ślana sprawa. Nie przy­go­to­wuję wcze­śniej skład­ni­kow, wszystko robię w mię­dzy­cza­sie. Zanim woda się zago­tuje zdążę obrać ziem­niaki, czy pokroić pomi­dory, jeżeli na patelni mi się coś przy­pala, to dole­wam troszkę wody i zmniej­szam ogień. Goto­wa­nie jest dość bez­myśl­nym zaję­ciem, dla­tego zawsze pod­czas sta­ram się roz­ma­wiać na skype, słu­chać audio­bo­oków, zapu­ścić dobrą nutę, oglą­dać inte­re­su­jące pro­gramy na YT.

Mycie zębów nie odbywa się przy lusterku. Prze­cież mam jedną rękę wolną, zawsze mogę zgar­nąć śmieci, zgnieść butelki, prze­trzeć blaty, a nie­jed­no­krot­nie zda­rza mi się zaan­ga­żo­wać obie ręce do jakiejś czyn­no­ści. Dopiero po kil­ku­na­stu minu­tach orien­tuję się, że trzy­mam szczo­teczkę w zębach i nic tam się nie szczot­kuje. Przy­naj­mniej fluor działa.

Wycho­dząc zawsze zabie­ram ze sobą książkę. Kilka przy­stan­ków tram­waju i jestem parę­set słów do przodu. Trzy osoby przede mną w kolejce do kasy, to następne prze­czy­tane strony. Jeżeli nie jest zbyt zimno, to mogę czy­tać idąc i w taki spo­sób prze­czy­ta­łem więk­szość ksią­żek Prat­chetta, nie poświę­ca­jąc temu pra­wie wcale wol­nych chwili. Gdy szy­kuję się do dłuż­szej podróży, ścią­gam sobie arty­kuły, które chciał­bym prze­czy­tać. Robię rese­arch do tek­stów na blogu, żeby móc się wyżyć twórczo.

To tylko kilka z dzie­sią­tek przy­kła­dów, które robię aby codzien­nie oszczę­dzić kil­ka­na­ście minut. Wszystko po to, żeby w week­end mar­no­wać godziny.

Co jest ze mną nie tak?

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.