Otyłość kalectwem

Kocha­nego ciałka nigdy za wiele, a dobry gospo­darz konia trzyma pod dachem.

Anty­uto­pia

Jest taka bajeczka WALL-E. Ludz­kość ewa­ku­uje się z zaśmie­co­nej Ziemi i w luk­su­so­wym statku kosmiczny pro­wa­dzą żywot  w ocze­ki­wa­niu aż czas i natura zagoi rany pla­nety. W mię­dzy­cza­sie pla­neta jest sprzą­tana przez roboty, z któ­rych jeden przy­pad­kiem zostaje prze­trans­por­to­wany na sta­tek ludzi. Izo­la­cja na statku wraz z rosną­cym postę­pem i auto­ma­ty­za­cją wszyst­kiego spra­wiła, że ludzie są nieco inni niż jeste­śmy do tego przyzwyczajeni:

Wielki głód

Jest to dość smutny obraz czło­wie­czeń­stwa. Parę­set lat temu nad­waga nie figu­ro­wała w słow­niku, zaś nie­do­waga była stan­dar­dem. Wtedy było ciężko, klę­kano przed wasa­lem, ugi­nano kark przed batem, jedze­nia było nie­wy­star­cza­jąco, prze­ta­czały się zarazy, kró­lo­wały prze­sądy, nie znano anty­bio­ty­ków, z higieną żyło się na bakier, nie mieli internetu …

Czasy się zmie­niły, podej­ście się też zmie­niło. Zamiast „mamy dużo ziem­nia­ków na zimę, nie będziemy głodni”, coraz czę­ściej zasta­na­wiamy się na tym, czy nasze jedze­nie ma odpo­wiedni indeks gli­ke­miczny, ilość węglo­wo­da­nów, jak wygląda sprawa z kalo­riami i glu­te­nem, oraz czy jest to 1 z 5 zale­ca­nych codzien­nie por­cji owo­ców i warzyw.

Możemy się zde­cy­do­wać na zdrow­sze, mniej prze­two­rzone, smacz­niej­sze i w wielu przy­pad­kach tak robimy.

Słaba psy­chika

Jed­nak w więk­szo­ści przy­pad­ków wcale tak nie jest. Fizjo­lo­giczna potrzeba nasy­ce­nia, pie­lę­gno­wana przez poko­le­nia per­ma­nent­nego głodu, bie­rze górę nad zdro­wym roz­sąd­kiem i siłą umy­słu. Ciało każe przy­swa­jać pokarm, nawet nie z głodu, tylko z obawy przed gło­dem w przyszłości.

Wszel­kie nad­datki skrzęt­nie maga­zy­nuje na brzu­chu, udach, poślad­kach, by w bar­dziej skraj­nych przy­pad­kach zacząć oku­py­wać rów­nież koń­czyny. Ciało jest zado­wo­lone, udało się zgro­ma­dzić nad­da­tek zaso­bów energetycznych.

Jeden pro­blem

Jest tylko jeden pro­blem — nasze ciała nie będą miały oka­zji wyko­rzy­stać tych nad­dat­ków. Żyjemy w środku Europy, mamy roz­wi­nięte rol­nic­two, hodowlę, trans­port i wymianę infor­ma­cji, sytu­acja jak puste półki w Tesco raczej nam nie grozi. W naj­gor­szym przy­padku wró­ci­li­by­śmy do zapy­cha­nia żołąd­ków ziem­nia­kami, zamiast gnocchi.

Photo cre­dit: star­sand­spi­rals / iW / CC BY-SA

Prze­grana walka z samym sobą

Co w takim razie można powie­dzieć o ludziach oty­łych? Ludziach, któ­rzy kon­se­kwent­nie, od lat gro­ma­dzili dodat­kowe kilo­gramy w swym ekwi­punku, fol­gu­jąc sygna­łom wysy­ła­nym przez żołą­dek. Krótka wizyta w skle­pie, na wycią­gnię­cie ręki setki, tysiące pro­duk­tów z naj­dal­szych czę­ści świata.

Wszystko w zasięgu żołądka, nie zawsze port­fela, lecz prze­cież znaj­dziemy ekwi­wa­lent. I roz­po­czyna się wszech­obecna kon­sump­cja, suk­ce­sywne pochła­nia­nie, roz­sma­ro­wy­wa­nie pokarmu we wnę­trzu ust, wchła­nia­nia smaku i to wspa­niałe uczu­cie peł­no­ści w prze­łyku, a póź­niej cie­pła w żołądku. Prze­pi­jane litrami napo­jów skła­da­ją­cych się głów­nie z cukru.

To gene­tyczne

Nasze ciała zostały zapro­gra­mo­wane na eta­pie łącze­nia się zygot. Nie­po­wta­rzalna sieć nitki DNA roz­wija ciało, które łak­nie cukru, na widok cytryny reaguje wzmo­żoną pracą śli­nia­nek, ucieka od bólu, oraz wyko­nuje całe mnó­stwo zako­do­wa­nych algo­ryt­mów. Przy naro­dzi­nach dosta­jemy zapro­gra­mo­wany spis algo­ryt­mów, które mają nam zapew­nić jak naj­więk­sze szanse na prze­ży­cie, tylko że świat się zmie­nia w o wiele szyb­szym tem­pie niż podwójna helisa.

Na szczę­ście DNA two­rzy rów­nież mózg, który jest naszym naj­lep­szym i naj­waż­niej­szym narzę­dziem. Nasz kom­pu­ter pokła­dowy, który powi­nien być w sta­nie okieł­znać hedo­ni­styczne potrzeby. Wszystko co nas spo­tyka jest naszą winą. Jest to deli­katne uprosz­cze­nie, jed­nak na potrzeby życia lepiej jest przyj­mo­wać taką wersję.

Oty­łość ułomnością

Otyli ludzie robią krzywdę nie tylko sobie, ale i spo­łe­czeń­stwu. Abs­tra­huję od tego że sapią, pocą się i śmier­dzą o wiele inten­syw­niej, wysta­wia­jąc jed­no­cze­śnie na widok publiczny swoje fałdki wyle­wa­jące się z nad paska i blade, puco­ło­wate policzki lśniące się od tłusz­czu nie­dawno zja­da­nych fry­ka­sów. Tacy ludzie nara­żają na szwank swoje samo­po­czu­cie i zdro­wie, wyma­ga­jąc kom­plek­so­wej służby zdro­wia w sile wieku.

Zasta­na­wia­li­ście się jaka byłaby róż­nica pomię­dzy wycię­ciem wyrostka robacz­ko­wa­tego 80 i 180 kilo­gra­mo­wej osoby? Pod­po­wiem, że nie byłaby to róż­nica w gru­bo­ści kości.

Na pomoc

Tutaj można dowie­dzieć się, że Unia Euro­pej­ska posta­no­wiła uznać oty­łość za nie­peł­no­spraw­ność. Czyli kult pobła­ża­nia i baga­te­li­zo­wa­nia pro­blemu, który wcale nie będzie sprzy­jał jego eli­mi­na­cji, wręcz go nasila. Zamiast powie­dzieć, to jest złe, dla was i dla wszyst­kich i co naj­waż­niej­sze, to jest wasza wina, zostaje wysłana wia­do­mość — oj ty bie­daku, wes­przemy Cię więk­szymi krze­słami, zwol­nie­niem z kole­jek u leka­rza, na poczcie, oraz dodat­kową pół godzinną prze­rwą, abyś mógł zjeść swoją, pro­por­cjo­nal­nie więk­szą, por­cję jedzenia.

Tylko w żaden spo­sób to nie zapo­bie­gnie to śmier­tel­nym podry­gom w takt czę­sto­tli­wo­ści rezo­nan­so­wej zatka­nych cho­le­ste­ro­lem arterii.


Powyż­sze roz­wa­że­nie nie doty­czą osób, któ­rych waga jest zwięk­szona z powodu cho­rób. Sta­no­wią oni mar­gi­nalną mniej­szość, a więk­szość osób, która by się o to obu­rzyła zapewne jest gruba i to z wła­snej winy.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Kimaczka

    plaga naszych cza­sów.. ale wła­śnie coraz wię­cej osób nie może także utrzy­mać nor­mal­nej wagi z powodu zmodyfikowanej/ naszpry­co­wa­nej che­mią żyw­no­ści, nawet jak pró­buje jeść nor­malną (kole­żanka jedząca „zdrowo” i z umia­rem w Bel­gii cią­gle tyła, gdy przy­je­chała do Pol­szy do babci na scha­bowsz­czaki i tym podobne– jakoś CHUDŁA… więc żyw­ność pełna che­mii… i wła­śnie cho­roby i leki, od któ­rych się tyje, ale jak ktoś codzien­nie wpie­prza „obiad” w Macu, który składa się ze wszyst­kiego, tylko to nie jest jedze­nie… to co się dzi­wić… czyli całe Stany 😛 P.S. żyw­ność „eko­lo­giczna” = astro­no­miczne ceny… na które mało kogo stać… a naj­ła­twiej i naj­ta­niej w Sta­nach np kupić sobie mro­żonki i gotowe jedzenie… :/

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw.in

      Uprawy są nawo­żone, oraz opa­trzone słyn­nym zna­kiem GMO, lecz nie wydaje mi się, żeby to było powo­dem pro­ble­mów. Choć rze­czy­wi­ście róż­nice w jako­ści pro­duk­tów w róż­nych kra­jach ist­nieją, jed­nak nie obar­czał­bym tego całą winą. Jak sama napi­sa­łaś — wygoda i pro­stota goto­wych, wysoce prze­two­rzo­nych pro­duk­tów, do tego brak wysił­ków fizycz­nych i tro­chę czasu.

      No wła­sny ogró­dek to jest abso­lutny must have — przy­jemne z pożytecznym.

  • http://blue-kangarooo.blogspot.com/ Ania Kania

    Oj mnó­stwo oty­łych ludzi pró­buje bro­nić się sło­wami, że to cho­roba. Okej to prawda, ale nie zawsze. Ania­ma­luje kie­dyś napi­sała super tekst ” Jesteś gruby, to schud­nij!” pole­cam.:) Jeśli coś mi prze­szka­dza, to sta­ram się to zmie­nić, a więk­szość tych osób jest po pro­stu leniwa, za bar­dzo lubi jeść i może nawet nie chce schudnąć…

    pozdra­wiam!
    „Ładna dziew­czyna” z Blogowigilii…

  • http://lovestreetfashion.pl/ Alek­san­dra | LoveStreetFashion

    Bar­dzo dziwny pomysł z tą nie­peł­no­spraw­no­ścia unia ma. nie­peł­no­spraw­ność koja­rzy się z nie­szczę­śli­wym wypad­kiem, wro­dzoną cho­robą — a nie z czymś na co zwy­kle jed­nak „ciężko” się zapra­co­wało. Absurd, który w niczym nie pomoże.