Pezet — Radio Pezet

Posta­no­wi­łem dać szanse temu Panu. W końcu podobno każdy zasłu­guje na szansę. 

Pezet

Z tej płyty koja­rzy­łem kawa­łek „Co mam powie­dzieć” i nawet mi się podo­bał, mimo tre­ści która do mnie cał­ko­wi­cie nie prze­ma­wia. Jed­nym z waż­niej­szych wyznacz­ni­ków tego, czy spo­soba mi się dzieło jakie­goś autora jest to, czy polu­bił­bym go jako osobę. A po piosenkach/książkach/akcjach społecznych/kontakcie z fanami i wie­loma innymi rze­czami, które stały się łatwo dostępne do wglądu dzięki inter­ne­towi, można sobie wyro­bić o kimś zda­nie. Abs­tra­hu­jąc od jako­ści współ­pracy innych arty­stów z Peze­tem, o czym infor­ma­cje czy­ta­łem już dawno temu, rzućmy okiem na tekst ww. utworu.

Gdyby wie­dzieli że nie mam stu­diów i mam długi, Boże
Zja­rał­bym szluga i napił się wódki
Jakie masz hobby i co robisz w wol­nym cza­sie?
Raczej nie mam hobby chyba że liczą się kace
Sporo impre­zuje, gram w play­sta­tion, trwo­nię kasę i
trzy razy powta­rza­łem trze­cią klasę

Kłóci się to strasz­nie z moim obra­zem życia. Nie po to skoń­czy­łem stu­dia, nie mam dłu­gów i umiem spę­dzać wolny czas w bar­dziej ambitny spo­sób niż melanże. Nie wiem czy powta­rzał trze­cią klasę, ale śpie­wa­jąc o tym, poka­zuje to jako coś „faj­nego”, a przy­naj­mniej akcep­to­wal­nego. Trzeba być zwy­czaj­nie głu­pim, albo bar­dzo nie chcieć, żeby nie zdać w śred­niej szkole. Czyli w sumie wycho­dzi na jedno. Jak niby miał­bym się iden­ty­fi­ko­wać z czymś, czym gardzę?

Muzyka

Spo­rym plu­sem płyty Radio Pezet jest eks­pe­ry­menty z pod­kła­dem i wpro­wa­dze­nie ele­men­tów dub­stepu. Do tego lubię głos Pezeta. I tutaj koń­czą się cechy pozy­tywne. Nie ma tam nawet jed­nego kawałka, który mógł­bym z czy­stym sumie­niem pole­cić. Jedy­nie zda­rza mi się od czasu do czasu włą­czyć wspo­mniany wyżej kawa­łek „co mam powie­dzieć”, ale to głów­nie zasługa chil­lo­wego nastroju, a i tele­dysk jest cał­kiem zacny.

Cała płyta jest prze­peł­niona deka­den­ty­zmem bar­dziej, niż pun­kowe albumy anar­chi­zmem. Cią­gle tylko wódka, kace, papie­rosy, melanże. Mam zna­jo­mych, któ­rych edu­ka­cja skoń­czyła się na gim­na­zjum i pod­czas roz­mowy z nimi spek­trum tema­tów jest porów­ny­walne. A „spis cudzo­łoż­nic”? Nie jestem w sta­nie wyobra­zić sobie ani jed­nego powodu, dla któ­rego miałby napi­sać pio­senkę, o kobie­tach z któ­rymi sypia po kon­cer­tach. No, ale jak taki kon­tekt, to i prze­cież odbiorca będzie spe­cy­ficzny. Gimbaza.

Jesz­cze na koniec „perełka” czyli utwór jak być szczę­śli­wym — w skró­cie szczę­ścia nie ma, więc napijmy się wódki. Wspa­niały myśli­ciel z tego Pezeta.

Jak to działa?

Jed­nak naj­bar­dziej dziwi mnie to, że mimo wszyst­kich wymie­nio­nych wcze­śniej powo­dów, jego muzyka ma w sobie to coś. Pra­wie wszyst­kie prze­słanki suge­rują, że powi­nie­nem go zhej­to­wać teraz, ale tego nie zro­bię. Ist­nieje wielu arty­stów, któ­rych teo­re­tycz­nie powi­nie­nem lubić bar­dziej, a to jed­nak jego kawałki nucę pod nosem i chcę do nich wra­cać. Jak to działa, nie wiem.

Chęt­nie bym jed­nak sko­czył z Peze­tem na imprezę.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.