Piątek trzynastego

Dziś jest szcze­gól­nie pechowy dzień i wcale nie cho­dzi o zaprzy­się­że­nie Beaty Szy­dło na pre­miera. Dzień, w któ­rym komi­nia­rze gra­sują po uli­cach, czarne koty grają o nasze dusze w kości, a lustra wydają się być bar­dziej kru­che niż zazwy­czaj. I zło­wro­gie. Dzień, w któ­rym jeste­śmy wysta­wieni na dzia­ła­nie pecha o wiele bar­dziej, niż w przy­padku jakich­kol­wiek innych dni.

A przy­naj­mniej ist­nieją ludzie, któ­rzy tak myślą.

Odkle­jeni

Nie cho­dzi o to, że napo­ty­kam się na nich co krok. Wręcz prze­ciw­nie, sam ich nigdy nie spo­tka­łem, albo po pro­stu nie mia­łem o tym poję­cia. Raczej na pewno nie zadaję się z takimi ludźmi regu­lar­nie. Nie, żebym jakoś spe­cjal­nie tro­pił i pięt­no­wał zwo­len­ni­ków teo­rii spi­sko­wych, leków home­opa­tycz­nych, holo­gramu księ­życa, obcych sto­ją­cych za wszyst­kim, ludzi odczy­tu­ją­cych kamień swo­jego znaku zodiaku w dodatku do gazety z pro­gra­mem tele­wi­zyj­nym i wybie­ra­jąc sobie part­nera w opar­ciu o SMS z imio­nami wysłany do MTV. Przez sporą część życia myśla­łem, że ich ist­nie­nie to coś pomię­dzy miej­ską legendą, a kiep­skim żartem.

Photo cre­dit: heha­den / Foter.com / CC BY-NC

Nie żałuję, ale też nie­spe­cjal­nie się dzi­wię, że nie prze­wi­jali się w moim życiu. Sta­no­wią zupeł­nie inną grupę spo­łeczną, nie­kom­pa­ty­bilną ze mną. Nadają na zupeł­nie innych czę­sto­tli­wo­ściach. Tra­jek­to­rie ich myśli nie prze­ci­nają się z tra­jek­to­riami moich. Współ­rzędne opi­su­jące nasze życia znaj­dują się na innych ukła­dach odnie­sie­nia. Jak Poca­hon­tas i John Smith, jak ludzie i nie­bie­scy ludzie z Ava­tara, jak Romeo i Julia, dzielą nas zupeł­nie inne światy.

Tylko, że życie to nie film i tutaj szczę­śli­wym zakoń­cze­niem będzie jeśli nigdy takich ludzi nie spotkam.

Nie­po­ważna sprawa

Ja rozu­miem, że to może być dobra zabawa. Te wszyst­kie psy­cho­te­sty i algo­rytmy, które igno­ru­jąc infor­ma­cje wej­ściowe losują wynik wśród bazy goto­wych odpo­wie­dzi. Cza­sem może oka­zać się ade­kwatny, zazwy­czaj oka­zuje się śmieszny. Michał i Andżela - kiep­sko dobrana z was para. Michał pota­jem­nie marzy o innych dziew­czy­nach i nie doceni two­jego wkładu w zwią­zek. Roz­pra­wie­nie się z upo­rczy­wym pro­ble­mem zapewni Ci sza­cu­nek innych i samej sie­bie. Prze­waga kon­ste­la­cji raka może wywo­łać melan­cho­lię, jed­nak tylko od Cie­bie zależy czy pod­dasz się jesien­nej depre­sji.

Cie­ka­wostka: W pierw­szej kla­sie naszego Pen­do­lino nie ma miej­sca numer 13.

Może też być tak, że nie bie­rzemy tego na poważ­nie, ALE na wszelki wypa­dek splu­niemy przez lewe ramię. Prze­ślemy dalej łań­cu­szek szczę­ścia. „Wiesz, nie wie­rzę w takie pier­doły, ale na wszelki wypa­dek”. Idziemy na około, żeby nie prze­ciąć drogi kotu. Prze­kła­damy podej­mo­wa­nie decy­zji na mniej pechowy dzień. Pukamy w drew­niany stół. I mimo, że to głu­pie i tak sta­ramy się nie spro­wa­dzić na sie­bie pecha.

A ja mam się zupeł­nie ina­czej. Nie wie­rzę w żadne zabo­bony. W to, że kocur może w jakiś magiczny spo­sób wpły­nąć na moje życie, że samemu się nie polewa wódki, że sie­dząc na rogu zostanę sta­rym kawa­le­rem, że z roz­sy­pa­nej soli można wywnio­sko­wać coś wię­cej, niż to że jesteś nie­zdarą. Nie wie­rzę do tego stop­nia, że sam wycho­dzę im naprze­ciw i spraw­dzam co złego może mnie spo­tkać. Z pod­nie­sio­nym czo­łem mijam komi­nia­rzy na ulicy, zawsze sta­ram się przejść pod dra­biną i głasz­cze wszyst­kie koty. Praw­dziwe życie na krawędzi.

Nie mam aneg­doty doty­czą­cej tego wyjąt­ko­wego dnia. Piąt­ków trzy­na­stego prze­ży­łem wię­cej niż koń­ców świata i jakoś ani jeden z tych dni nie zapadł mi w pamięci. Także dziś na wszelki wypa­dek zosta­wiam wam notkę z puentą, że podej­mo­wa­nie decy­zji waż­niej­szych niż „jakie pie­czywo zjem dziś na śnia­da­nie” na pod­sta­wie horo­sko­pów, pecho­wych dni, szczę­śli­wych amu­le­tów czy dobrego bio­rytmu jest słabe.

Bo jest.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.