Pierwsza zasada zawierania znajomości

–Wła­śnie kogoś takiego szu­ka­li­śmy. Speł­nia Pan wszyst­kie kry­te­ria, nawet dodat­kowe. Poprzed­nie doświad­cze­nia, umie­jęt­no­ści i refe­ren­cje są godne pozaz­drosz­cze­nia. Z chę­cią widzia­ła­bym Pana w zespole. Teraz możemy poroz­ma­wiać o warun­kach pracy.
–Zga­dzam się.
–Ale jesz­cze nie wspo­mnia­łam ani sło­wem o zakre­sie obo­wiąz­ków, ani o niczym innym.
–Nie zawiodę Pani.
–Czę­sto się zda­rza, że trzeba zostać na nie­od­płatne nad­go­dziny. - rekru­terka wyczuła jele­nia i zaczęła ostroż­nie - Rów­nież w week­endy. — dodała po chwili.
–Tak - szybko ucięto jej roz­wa­ża­nia, posta­no­wiła kuć żelazo póki gorące.
–Na początku możemy zapro­po­no­wać jedy­nie mini­malną kra­jową. I umowę na czas okre­ślony.
–Możemy już ją pod­pi­sać? Chciał­bym w końcu być ofi­cjal­nie zwią­zany z Panią. Tzn. z firmą.

Jestem sobie w sta­nie wyobra­zić firmy, w któ­rych zdo­byte doświad­cze­nie i pre­stiż pra­co­wa­nia są o wiele waż­niej­sze od pen­sji i godzin pracy. Mimo to nikt przy zdro­wych zmy­słach nie prze­pro­wa­dzałby roz­mowy w spo­sób, w któ­rym igno­ru­jemy nasze wła­sne potrzeby i oczekiwania.

Z dru­giej strony nie jestem w sta­nie wyobra­zić sobie powodu, dla któ­rego można by się zwią­zać z jakąś osobą, bez upew­nie­nia się, że my rów­nież będziemy czer­pać korzy­ści z tej zna­jo­mo­ści. A mimo to ta sytu­acja zda­rza się dość często.

Photo cre­dit: udi­tha­wix via Foter.com / CC BY-NC

Zazwy­czaj jak ktoś pisze w inter­ne­cie na temat rela­cji mię­dzy­ludz­kich doty­czy to tylko i wyłącz­nie związ­ków, igno­ru­jąc fakt, że wszyst­kie rela­cje mię­dzy­ludz­kie są ważne, a co wię­cej mają sporo podo­bieństw. Mając lep­sze sto­sunki z przy­ja­ciółmi łatwiej poro­zu­mieć się w związku i na odwrót. Na szczę­ście ja przy­go­to­wa­łem dla was tekst, który poru­sza obie kwestie.

W dzie­ciń­stwie mia­łem zna­jo­mego, po któ­rym moje podej­ście do innych ludzi było, deli­kat­nie mówiąc, zacho­waw­cze. W skró­cie spa­rzy­łem się i uprze­dzi­łem do bliż­szych rela­cji z ludźmi, a nie w skró­cie opi­sa­łem to w poście „Jak żyć w zgo­dzie ze sobą i nie zra­zić do sie­bie ludzi”. Jed­nak nie wszy­scy mają za sobą tak trau­ma­tyczne wspo­mnie­nia, więc pakują się w tok­syczne relacje.

Ja to wiem, ja to rozu­miem, że faj­nie jest dać się ponieść chwili, emo­cjom i hor­mo­nom. Połą­czyć się meta­fi­zycz­nie z drugą połówką, się­gnąć gra­nic pozna­nia i zro­zu­mie­nia, choćby na chwilę zanu­rzyć się w wodo­spa­dzie endor­fin i wyciąć dla sie­bie frag­ment nie­skoń­czo­nego płótna wszech­świata. Jed­nak nikt nie każe nam wska­ki­wać od razu na główkę w tę relację.

Wiem też, że o jest wiele gorzej gdy prze­ck­niemy się w paso­żyt­ni­czej rela­cji, która wysysa z nas siły życiowe, nic w zamian nie dając, a nawet nie dając się łatwo skoń­czyć. A nie­stety czę­sto tak jest. W począt­ko­wej fazie, dry­fu­jąc na fali dopa­miny i motyli w brzu­chu wla­tu­jemy wprost w paję­czynę nowej zna­jo­mo­ści, a im bar­dziej się tam umo­ścimy, tym trud­niej się wydo­stać. W mię­dzy­cza­sie jeste­śmy powoli roz­pusz­czani przez enzymy, ser­wo­wa­nymi przez twórcę pajęczyny.

Patrz go jaki jest słodki. Nie dasz mu się zjeść?
Photo cre­dit: e_monk via Foter.com / CC BY-NC-SA

Tego wła­śnie chcemy unik­nąć. Nie­za­leż­nie od rodzaju relacji.

Zna­jo­mo­ści

Roz­ma­wia­łem nie­dawno ze zna­jomą, a raczej wysłu­chi­wa­łem mono­logu w któ­rym narze­kała na swój kulawy los. Że jej byli, to byli jacy byli, a w dodatku lgną do niej sami dziwni ludzie. Że kole­żanki, że jedna po pró­bie samo­bój­czej, inna w chro­nicz­nej depre­sji, kolejna tylko użala się nad sobą, a każda z nich regu­lar­nie dzwoni się wypła­kać. A face­tów jak na lekar­stwo, w dodatku też z każ­dym coś nie w porządku. Zapy­tała się mnie

Jak to jest, że przy­cią­gam tylko ludzi z pro­ble­mami i oni póź­niej mnie obar­czają tym wszystkich?

A ja od razu dosko­nale wie­dzia­łem jak to jest, bo ta sytu­acja wynika z dwóch, zupeł­nie sprzecz­nych, a jed­nak ist­nie­ją­cych jed­no­cze­śnie, aspek­tów ludz­kiej natury.

Po pierw­sze primo sze­roko pojęty altru­izm. Chęć pomocy innym i naprawy świata. Dla­tego jeżeli widzimy kogoś, kto ma się jesz­cze gorzej niż my, to sta­ramy się mu pomóc. Pomóc z pro­jek­tem, pomóc przy kom­pu­te­rze, wspo­móc roz­mową, wysłu­chać, dora­dzić, czy w jaki­kol­wiek inny spo­sób wes­przeć. I to jest bar­dzo dobra cecha więk­szo­ści ludzi, jed­nak należy ją wydzie­lać z umia­rem i nie wszyst­kim, gdyż punkt drugi.

Po dru­gie primo ultimo ludzka natura jest taka, że ludzie dosta­jąc palec, będą chcieli całą rękę. Skoro ktoś tak chęt­nie nam pomaga i się nami opie­kuje, to prze­cież może jesz­cze zro­bić to. I tamto. I tamto jesz­cze też. No i do tego jesz­cze to. Nie chcesz? Prze­cież zawsze mi poma­ga­łeś, tylko na Cie­bie mogę liczyć w życiu, jesteś ostat­nią belką nośną mojego życia i bez Cie­bie nie pora­dzę sobie z niczym. Prze­cież to taka drob­nostka, pora­dzisz sobie raz dwa. No i jak skoń­czysz, to jesz­cze wzię­li­by­śmy się za to. To już ostat­nia rzecz o jaką Cię proszę.

Dzi­siaj.

Związki

Do bliż­szych rela­cji mię­dzy­ludz­kich powin­ni­śmy pod­cho­dzić jesz­cze bar­dziej zacho­waw­czo. Prze­cież wybie­ramy sobie osobę, z którą będziemy spę­dzać mnó­stwo czasu razem. Naprawdę mnó­stwo, więc o ile wśród przy­ja­ciół można zaak­cep­to­wać pewne przy­wary i zacho­wa­nia, za któ­rymi nie prze­pa­damy, tak w przy­padku part­ne­rów lepiej tego nie robić.

Jeżeli sły­szysz od part­nerki jedy­nie zda­nia typu „Czym się dziś zaj­miemy?”, „Bez Cie­bie zupeł­nie nie wiem co robić.”, „Bez Cie­bie sobie nie pora­dzę.”, „Sama nie dam rady, zrób to za mnie.”, powinna nam się zapa­lić ostrze­gaw­cza lampka. Oczy­wi­ście ostat­nie z nich może być flir­tem, jeżeli cho­dzi o otwar­cie sło­ika, czy inną czyn­ność spo­łecz­nie przy­pi­saną męż­czy­znom. Rów­nie dobrze jed­nak może świad­czyć o tym, że nie umie tego zro­bić, bądź nie chce, a bycie w związku pozwala jej wysłu­gi­wać się part­ne­rem i czer­pać korzy­ści w zamian dając jedy­nie moż­li­wość obco­wa­nia z tak wspa­niałą istotą.

Bo bycie w związku ze słodką i deli­katną kobietą, która potrze­buje pomocy jest bar­dzo miłe, jed­nak bycie w związku z kobietą, która nie umie zała­twić za sie­bie pod­sta­wo­wych spraw i w razie kry­zysu nie jest w sta­nie pomóc wypro­wa­dzić związku na pro­stą, jest pra­wo­moc­nym wyro­kiem na nie­szczę­ście. Zresztą bar­dzo dobry tekst na ten temat napi­sał Volant.

Jak już pająki, to do końca. A gdyby taki wonsz zjad pajonka, to pajonk go ugry­zie od środka?
Photo cre­dit: udi­tha­wix via Foter.com / CC BY-NC

A, no i oczy­wi­ście seks. Zde­cy­do­wane nie dla ślubu przed sek­sem, nie mam poję­cia jak bar­dzo ktoś musi być nie­ży­ciowy, żeby zigno­ro­wać tak ważną kwe­stię wspól­nego życia i zary­zy­ko­wać wej­ście w zwią­zek mał­żeń­ski bez jej spraw­dze­nia. Z dru­giej strony, jeżeli ktoś trak­tuje seks jako kartę prze­tar­gową, to naj­le­piej od razu zre­zy­gno­wać z tej znajomości.

Wbrew pozo­rom nie jest to wcale tak wyjąt­kowa i cenna rzecz. W prze­ci­wień­stwie do wspar­cia i wspól­nego poko­ny­wa­nia prze­szkód z naj­bliż­szą osobą.

Pod­su­mo­wa­nie

W skró­cie cho­dzi o to, żeby ota­czać się odpo­wied­nimi ludźmi, ludźmi któ­rzy czują się dobrze będąc sobą i mają poten­cjał wnie­sie­nia cze­goś dobrego w nasze życie. Oczy­wi­ście nie zna­czy to, że ludzie któ­rzy takiego poten­cjału nie mają, nigdy go mieć nie będą. Może się kie­dyś tak zda­rzyć, jak im ktoś pomoże, poświęci swój czas, oraz ener­gię. Tylko że ja nie chcę być tą osobą.

Brzmi to bar­dzo bez­dusz­nie i ego­istycz­nie, ale prze­cież nie będziemy pro­wa­dzić zeszytu, w któ­rym zapi­su­jemy bilans strat i zysków zna­jo­mo­ści. Jeżeli się zda­rzy, że ktoś bli­ski sto­czy się do rynsz­toku życia, to trzeba mu pomóc. Przejść z nim psy­cho­te­ra­pię, zjeść słoik nutelli, wypić wia­dro wódki, kop­nąć w tyłek, oddać nerkę, czy cokol­wiek mia­łoby mu pomóc.

Należy jed­nak wybrać osobę, która zro­bi­łaby to dla was, jeżeli będzie­cie mieć gor­szy czas.

Ps. Jeżeli ktoś z moich przy­ja­ciół będzie czuł się ura­żony tym spo­so­bem myśle­nia, odbierz­cie to w ten spo­sób — uzna­łem was za war­to­ścio­wych ludzi. Jesz­cze apropo nerki, pro­szę uwa­żaj­cie na sie­bie. Mimo wszystko wolał­bym się ze swoją nie rozstawać.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Mirek W.

    Napi­sa­łeś to, co więk­szość wie, albo ma tego swia­do­mość, lecz uważa, że jest leka­rzem tych sła­bo­ści u dru­giej osoby. Jestem sam, bo nie zna­la­złem a może nie tra­fi­łem na tę drugą połówkę. Ktoś kie­dyś powie­dział mi, że szu­kam księż­niczki, nie będąc księ­ciem; ja zaś szu­ka­łem tylko nor­mal­no­ści, aby po przy­jem­no­ściach życia docze­snego (cokol­wiek przez to rozu­mieć) był tez czas na prze­ży­cia duchowe (inte­lek­tu­alne). Tak przy oka­zji, sztuka jest pomóc (przy­naj­mniej wysłu­chać) nic w zamian nie ocze­ku­jąc, a jed­no­cze­śnie dając do zro­zu­mie­nia, że wła­sne pro­blemy trzeba nauczyć się roz­wią­zy­wać samemu (wcale to nie takie trudne).
    Co do trau­ma­tycz­nych prze­żyć, cóż, one sta­no­wią naj­czę­ściej o naszej przy­szło­ści i doko­ny­wa­nych wybo­rach. Pozdra­wiam. 🙂
    P.S. pisz dalej, bo to i cie­kawe i madre. :).

    • Mirek W.

      Miało być: Pisz dalej, bo to i cie­kawe i mądre. 🙂