Poczuj klimat!

Każdą rzecz można roz­wa­żyć pod wzglę­dem bilansu plu­sów i minu­sów, a gdyby tak tylko sku­pić się na pozy­tyw­nych cechach, igno­ru­jąc negatywne?

Wpis jest roz­sze­rze­niem poprzed­niego wpisu Świat jest takim, jakim go widzisz.

Czy jest coś bar­dziej kli­ma­tycz­nego niż podróż z przy­ja­ciółmi ogór­kiem? Jak będę kupo­wał auto, to takie. Albo Pon­tiaka jak w Kni­ght Ride­rze. No chyba że De Lore­ana jak w powro­cie do przeszłości.

Aka­de­mik

Zacznijmy od naj­pro­strzego przy­kładu. Cze­goś o czym naj­wię­cej wypo­wia­dają się ludzie, któ­rzy nie mieli z tym nic wspól­nego — miesz­ka­nie w aka­de­miku. Brak pry­wat­no­ści, klau­stro­fo­biczne pokoje, nie­po­sza­no­wa­nie ciszy noc­nej, łazienka na kilka(naście) osób, wypo­sa­że­nie rodem z PRL, w skró­cie naj­lep­sze lata życia. Każda z wymie­nio­nych rze­czy iry­to­wała mnie przez lata i nie­jed­no­krot­nie została prze­klęta przeze mnie, jed­nak życie w aka­de­miku jest nie­sa­mo­wite. No i ten klimat!

Wood­stock

Kolejny przy­kład — przy­sta­nek wood­stock. Pierw­sze sko­ja­rze­nie? Błoto. Nie­na­wi­dzę mieć brud­nych dłoni bądź twa­rzy. Ogól­nie nie lubię być brudny, ale jak mam brudną twarz lub dło­nie to nie umiem sku­pić myśli na niczym innym. Nie wyobra­żam sobie żad­nej sytu­acji w któ­rej wyma­lo­wał bym sobie twarz, a jeżeli cho­dzi o czy­stość dłoni, to zawsze jadłem pączka widelcem.

Mimo to pod­czas mojej pierw­szej wizyty ubra­łem kąpie­lówki i glany i w peł­nym desz­czu pobie­głem sza­leć pod sceną. Nie pamię­tam, żebym kie­dy­kol­wiek był taki brudny. W mię­dzy­cza­sie słońce zaszło i zro­biło się zimno, a był to czas gdy na wood­stocku nie było cie­płej wody, ani gniaz­dek z prą­dem. Wie­cie jak to jest kąpać się w lodo­wa­tej wodzie, gdy temp powie­trza to jakieś 10 stopni? Nie­zbyt przy­jem­nie. Po raz drugi bym się raczej nie zde­cy­do­wał, ale mimo to wspo­mi­nam to naprawdę dobrze.

Wycieczka

Inna sytu­acja. Wybra­łem się zna­jo­mymi na wyjazd i w dro­dze powrot­nej spę­dzi­li­śmy ponad 12 godzin jadąc autem, żeby zdą­żyć prze­je­chać auto­stradę dopóki winieta jesz­cze ważna. Tak się zło­żyło, że był to wyjąt­kowo upalny dzień i już przed połu­dniem każdy z nas byłby fawo­ry­tem do wygra­nia kon­kursu na naj­bar­dziej spo­cone plecy. Zatrzy­ma­li­śmy się tuż obok zjazdu z auto­strady i wyczoł­ga­li­śmy się z samo­chodu, żeby się tro­chę prze­spać. Nikomu nawet nie przy­szło do głowy, żeby roz­kła­dać namiot. Czu­łem się tak nie­świeżo, że musia­łem leżeć krzy­żem, aby przy­pad­kiem nie ocie­rać się o sie­bie. Ale to była piękna noc! Z dala od cywi­li­za­cji, z grupą przy­ja­ciół pod gołym nie­bem. Zresztą co się w samo­cho­dzie pośmia­li­śmy, to też nasze.


Dla­tego następ­nym razem nie zasta­na­wiaj się, tylko odważ na coś sza­lo­nego i „nie dla cie­bie”. Zawsze cie­ka­wie jest doświad­czyć cze­goś nowego, w dodatku dopiero poza strefą kom­fortu dzieje się magia.

Jeśli się nie spodoba, to zawsze możesz ze śmie­chem na ustach to póź­niej opowiadać.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.