Polaki, Biedaki, Kuźniaraki

Ktoś względ­nie sławny napi­sał w inter­ne­cie parę słów pod­cho­dzą­cych pod kate­go­rię #cebu­la­de­als? No to czas rwać wątrobę, wyłu­pić śle­pia i kąsać po łyd­kach, póki tru­chło ciepłe.

Photo cre­dit: Dar­win Bell / Foter / CC BY

Naj­pierw parę słów o Jaro­sła­wie Kuź­nia­rze, dzien­ni­karz TVN, o któ­rego nazwi­sko usły­sza­łem cał­kiem nie­dawno. Żeby dobrze oddać atmos­ferę tam­tej sytu­acji, wyobraźmy sobie nastę­pu­jącą historię:

1 wrze­śnia lat dzie­więć­dzie­sią­tych, post­ko­mu­ni­styczny, szary i ciemny kloc szkoły pod­sta­wo­wej, 6 letni chło­piec roz­po­czyna przy­godę z sys­te­mem edu­ka­cji.  Pierw­szy raz, trzeba się poka­zać ele­gancko na uro­czy­sto­ści pod czuj­nym okiem Orzełka i Jezu­ska. Eskor­to­wany przez rodzi­ców ska­nuje twa­rze poten­cjal­nych zna­jo­mych z klasy, wstać, sia­dać, wstać, śpie­wać, sia­dać. Prze­stać śpie­wać. Prze­mó­wie­niom nie ma końca, a czas się dłuży tym bar­dziej, że całość odbywa się na hali gim­na­stycz­nej, a dyrek­tor stoi przed bramką. Jesz­cze wię­cej gada­nia i czas rozejść się po salach. W któ­rych dla odmiany znów to samo. Tym razem gada­nina scho­dzi na drugi plan, a waż­niej­sze stają się pierw­sze dys­kretne uści­ski dłoni. Jak masz na imię, gdzie miesz­kasz, czy jutro będę to pamię­tać i wiele innych zada­nych pytań pochło­nęło uwagę chłopca i dopiero na pyta­nie „czy ktoś z rodzi­ców ma coś do powie­dze­nia?” zdo­łał sku­pić swoją uwagę. Wtedy też jego ojciec się zgłosił.

–Mam prośbę do dzieci z klasy. Mój syn jest mniej­szy, bo poszedł rok wcze­śniej do szkoły. Nie bij­cie go z tego powodu.

Faux Pas

I wła­śnie Jaro­sław Kuź­niar popeł­nił podobną gafę. Co prawda nie w szkole, ale w inter­ne­cie, ale reak­cje spo­łe­cze­no­ści są podobne. Otóż Kuź­niar czy­ta­jąc hejty na sie­bie zapo­wie­dział, że odej­dzie z tele­wi­zji jeżeli tysiąc osób wyśle odpo­wied­niego maila na adres TVN. Reak­cja rów­nie łatwa do prze­wi­dze­nia i gwał­towna niczym mix men­to­sów z colą, jed­nak boha­ter posta­no­wił nie odcho­dzić z pracy.

Stąd też zna­łem tego Pana, a ostat­nio prze­czy­ta­łem w inter­ne­tach, że jest oszczędny niczym Ebe­ne­zer Scro­oge i należy do jed­nej repre­zen­ta­cji z Rychem Peją. Zresztą zobacz­cie sami o co cho­dzi, w for­mie zabaw­nej bajeczki.

Inter­net już raz poznał tego Pana, także oka­zja żeby troszkę mu dopiec upa­dła na żyzny grunt. Widać to nie tylko po fil­miku powy­żej, ale także obser­wu­jąc #Sekre­ty­Ku­zniara. Cał­kiem sporo ludzie mają pomy­słów na poten­cjalne oszczęd­no­ści, jedne zabawne, inne uszczy­pliwe, inne nie­re­alne, a inne pozwa­la­jące zaosz­czę­dzić mikro­sko­pijną kwotę.

A to co zro­bił Kuź­niar było legalne, zgod­nie z poli­tyką sklepu i pozwo­liło zaosz­czę­dzić sporo pie­nię­dzy, a także ner­wów i siły zwią­za­nych z transportem.

Warunki życia

Tak sobie pró­buję teraz wyobra­zić uchodź­ców z kra­jów 3 świata miesz­ka­ją­cych w Pol­sce. Jeden z nich wydaje sto­kil­ka­dzie­siąt zło­tych na adi­dasy, które mógłby uszyć w 15 minut, gdyby miał pół­pro­dukty. W nowych trze­wi­kach dziar­sko mknie przez życie, aż po kil­ku­dzie­się­ciu kilo­me­trach tra­ge­dia. But się roz­łazi, teraz widać że kleju źle nała­do­wali i ścieg krzywo, no to spró­bu­jemy zło­żyć rekla­ma­cje. Spo­tyka się jed­nak ze sprze­ci­wem współplemieńców

–Co za burac­two! Cebula! Zamiast zaro­bić sobie na nowe, to będziesz robot­nika gnę­bił. U nas w kraju by cię pogo­nił z kijem. Nie rób wstydu.

Albo rodzina imi­gran­tów we Fran­cji pięt­nu­jąca swo­jego syna za to, że bie­rze zasiłki zamiast zabrać się do roboty. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ta nagła libe­ra­li­za­cja praw i moż­li­wość czer­pa­nia z nich korzy­ści, była dla nich problemem.

Trzeci kraj

Wiem że rekla­ma­cja, czy zasiłki to co innego niż cał­ko­wity zwrot pro­duktu. Zdra­dzę wam jed­nak tajem­nicę. W Pol­sce też jest moż­liwy zwrot pro­duktu! Tro­chę bar­dziej restryk­cyjne warunki, ale ist­nieje i można korzy­stać. W przy­padku bar­dziej roz­wi­nię­tych kra­jów zmie­niają się rów­nież spo­soby funk­cjo­no­wa­nia pod­mio­tów spo­łecz­nych, a prze­cież jeste­śmy prze­cież tro­chę cię­żej doświad­czeni pod­czas histo­rii świata. Dla ame­ry­kań­skiego Wal­l­martu ewen­tu­alne koszty w przy­padku nad­użyć tego przy­wi­leju są wli­czone w koszty i na pewno są rekom­pen­so­wane przez nasta­wie­nie do klienta, czy coś innego. W innym przy­padku zmie­ni­liby poli­tykę firmy.

Nie widzę nic złego ani wsty­dli­wego, w takiej pożyczce. Nie jest to spo­sób życia na co dzień, jed­nak szcze­gól­nie w podróży może być spo­rym uła­twie­niem. Jestem w sta­nie wyobra­zić sobie sytu­ację, w któ­rej zro­bił­bym tak samo.

Oko­licz­no­ści

Pod­czas poszu­ki­wań infor­ma­cji na ten temat tra­fi­łem na inny wpis Pana Kuźniara,

Smutno mi, że tego postu bije dystan­sem i pogardą w stronę polaków-cebulaków, któ­rym wypo­mina spo­sób oszczęd­no­ści, o wiele mniej kon­tro­wer­syjny, niż jego wła­sny. Cebula, burac­two, plebs.

A prze­cież nikt nie robi takich dobrych kana­pek na drogę, jak mama…

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.