Porzućcie wszelką nadzieję

Opo­wiem wam kawał, jeden z tych bez­na­dziej­nych. Straszny suchar, po kto­rym nie da się ocze­ki­wać niczego śmiesz­nego. Porzuć­cie nadzieję, że to będzie coś dobrego.

Żył sobie pewien baca, który miał 2 synów. Nie musiał ani stru­gać ciu­pag, ani pro­du­ko­wać oscyp­ków, a pro­wa­dził dostat­nie życie. Mógł sobie na to pozwo­lić, bo miał złotą owcę. Pew­nej nocy owca znik­nęła, więc baca wysłał star­szego syna na poszukiwania.

Po tygo­dniu star­szy syn wró­cił z pustymi rękoma, więc baca go zabił. Następ­nie wysłał młod­szego syna. Młod­szy syn nie mógł zna­leźć owcy i nie wra­cał tydzień, dwa tygo­dnie. W końcu pomy­ślał, że jest ostat­nim dziec­kiem i na pewno go nie zabije.

Wró­cił do domu i ojciec go zabił. A zło­tej owcy jak nie było, tak nie ma.

Stary zna­jomy

W dzie­ciń­stwie mia­łem przy­ja­ciela. Zna­li­śmy się od poży­cza­nia łopatki w pia­skow­nicy, cho­dze­nia po drze­wach, skła­da­nia się na oran­żadę po grze w piłkę i lodów pałe­czek. Nikomu nie dawa­li­śmy wejść sobie w drogę na dro­dze pod­boju świata. Sytu­acja tro­chę się odmie­niła, gdy prze­pro­wa­dzi­łem się do innej dziel­nicy. Wtedy nie było komó­rek. Ani inter­ne­tów. Dodat­kowo musia­łem zmie­nić szkołę, więc kon­takt został znacz­nie ogra­ni­czony, aż umarł śmier­cią naturalną.

Będąc po 3 roku stu­diów, pod­czas waka­cji, odwie­dzi­łem rodzinne mia­sto i zawę­dro­wa­łem w oko­lice znane z dzie­ciń­stwa. Odwie­dzę ziomka, pomy­śla­łem sobie. Wszystko było jakieś mniej­sze, niż zapa­mię­ta­łem. Dzwo­nię na domo­fon, przed­sta­wiam się i chwila konsternacji.

–Pocze­kaj, zaraz do Cie­bie wyjdę.
Jak się po chwili dowie­dzia­łem, nie może mnie zapro­sić do góry, bo przez waka­cje mieszka u niego kole­żanka, z dziec­kiem (!), którą poznał nie­dawno na cha­te­rii (!!), a rodzice wyrzu­cili ją z domu (!!!). To był rok 2011, myśla­łem, że już nikt nie korzy­sta z cha­tów. Posta­no­wi­łem nie komen­to­wać i spy­ta­łem co tam u niego sły­chać.
–A wiesz, nie­dawno skoń­czy­łem śred­nią szkołę (był on z mojego rocz­nika!), teraz sobie zro­bię rok prze­rwy i wybiorę się na jakieś stu­dia.
–To co zamie­rzasz robić przez ten rok, masz jakieś hobby, zamie­rzasz podró­żo­wać? — nie tra­ci­łem nadziei.
–Nie, poopier­da­lam się tro­chę, pogram sobie w Tibię.
–Eee, wiesz co muszę zawi­jać. Zosta­wi­łem dzieci na gazie i takie tam.

Zmar­no­wane szanse

Na szczę­ście życie to nie tylko suchary i smutne histo­rie zmar­no­wa­nych szans. Moż­liwe osią­gnię­cie cze­goś wbrew powszech­nej opi­nii. Nawet jeżeli od dzie­ciń­stwa rodzice, nauczy­ciele, zna­jomi i nikt inny w Cie­bie nie wie­rzył. Można było sły­szeć setki razy, że jesteś bez­war­to­ściowy, że nic nie osią­gniesz. Można było nawet w to uwie­rzyć i stra­cić w mara­zmie kil­ka­na­ście lat, ale nigdy nie jest za późno.

Trzeba tylko pamię­tać, że efekty pracy przy­cho­dzą wolno. Z każ­dego gówna da się wyjść, a naj­więk­szą satys­fak­cję daje zro­bie­nie tego na prze­kór wszyst­kim. Na potwier­dze­nie tego opi­szę krótką histo­ryjkę, która spo­tkała moich znajomych.

Nagły zwrot akcji

Dwójka moich zna­jo­mych — Andrzej i Pio­trek wybrało się kie­dyś do Wro­cła­wia na kon­cert. Nie pamię­tam czego to był kon­cert, ale nie jest to zbyt istotne w tej opo­wie­ści. Ważne jest to, że po kon­cer­cie posta­no­wili wydać resztę pie­nię­dzy w dowol­nym barze, bo pociąg mieli dopiero koło połu­dnia. Wsko­czyli sobie do knajpki przy rynku i spo­koj­nie sączyli bro­warki roz­ma­wia­jąc, aż dosia­dła się do nich dziewczyna.

Przed­sta­wiła się jako Nata­sza. Posie­dzieli sobie ele­gancko i poroz­ma­wiali, jed­nak skoń­czyła im się gotówka i posta­no­wili wyjść prze­cze­kać do pociągu na dworcu. Tutaj jed­nak zaczęły się pro­blemy, przy wyj­ściu zatrzy­mał ich ochro­niarz i kazał zapła­cić za „miło spę­dzony czas z Nata­szą”. Ponie­waż nie mieli już pie­nię­dzy, skoń­czyło się to pobi­ciem. Także zamiast na dwo­rzec, poszli zgło­sić sprawę na policję.

Zajęło im to tro­chę czasu, więc z komi­sa­riatu poszli pro­sto na dwo­rzec. Do pociągu zostało jesz­cze godzina, sie­dzą sobie w pocze­kalni i nagle zauwa­żają Nata­szę. No to szybko ją dogo­nili, zła­pali i zaczęła się awan­tura. Na szczę­ście dla Andrzeja i Piotrka zna­lazł się tam rów­nież patrol poli­cji. Począt­kowo nie­uf­nie pod­cho­dzili do 2 kolesi przy­trzy­mu­ją­cych dziew­czynę, jed­nak chło­paki mieli pro­to­kół z komi­sa­riatu. Poli­cja wyle­gi­ty­mo­wała Nata­szę i zaczęła ją prze­szu­ki­wać. Otwie­rają torebkę i wie­cie co zna­leźli w środku?

Złotą owcę.


Także pozwolę sobie się powtó­rzyć. Z każ­dego gówna da się wyjść, a naj­więk­szą satys­fak­cję daje zro­bie­nie tego na prze­kór wszystkim.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Adrian Keys

    Cie­ka­wie piszesz a nawet powią­za­łeś te opo­wie­ści na samym końcu . Ale po nawet nie tak dłu­gim zasta­no­wie­niu się bo te 2 minuty i mnie się przy­po­mniał kilka życio­wych histo­rii pozor­nie ze sobą nie zwią­za­nych niczym ale i nawet te każde poje­dyn­cze ode­rwane od sie­bie histo­rie stwier­dzi­łem są po to by kie­dyś mie­dzy nimi doszło do kul­mi­na­cyj­nego punktu.
    Zna­czy się pozna­jemy fakty ‚prze­bie­głość ludzi ‚spo­soby ich myśle­nia tylko po to, żeby w sumie dać się w inny spo­sób dać komuś znowu oszu­kać albo nie dać i przed­się­brać środki zarad­cze w postaci prze­bie­gło­ści wspar­tej zabez­pie­cze­niem się .
    Pisy­wa­łem na innym por­talu krót­kie histo­ryjki oparte na praw­dzie a że były tak bar­dzo praw­dziwe dali mi bana. Phi ! –nowe sobie otwo­rze.
    Ale oso­bi­ście dosze­dłem do wniosku,że każdy z nas ma takie różne swoje histo­rie, kwe­stie sporne wzo­rem biblij­nego Hioba.Po to by po kilku latach życie tak splo­tło figle, że nagle te ode­rwane histo­rie z róż­nymi ludźmi były próbą w opo­wie­dze­niu się za dobrem bądź złem /złej strony nie spraw­dza­łem ale tak myślę.Bo po co siły zła miały by pil­no­wać swego jak już nim jest ?/
    Ode­zwę się kie­dyś.
    Jeśli w czym ura­zi­łem to pro­szę usu­nąć i się na mnie nie gnie­wać bo nie warto .
    Ludzi jest garstka ‚dobrych ludzi.

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw.in

      Hej,
      Dzięki za komen­tarz. Nie do końca wiem, co chcia­łeś powie­dzieć, ale nie wydaje mi się żebyś ura­ził mnie lub kogoś innego. Pozdrawiam

  • http://lovestreetfashion.pl/ Alek­san­dra | LoveStreetFashion

    Bosh, jak mi zawsze smutno gdy czy­tam tek­sty o ludziach takich jak Twój kolega zdzie­ciń­stwa, któ­rzy jesz­cze za życia sami sie­bie skre­slili. Bo to że inni Cię skre­ślają to jesz­cze nic nie zna­czy — ale jak czło­wiek sam sie­bie za życia pogrze­bał, to już padaka.

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw.in

      Kto wie co z niego wyro­śnie?
      Inspi­ra­cją do napi­sa­nia było spo­tka­nie po latach innego zna­jo­mego, który zasko­czył mnie rów­nie mocno. Tylko że w tą pozy­tywną stronę. Na syl­we­stra usły­sza­łem kawał o zło­tej owcy (roz­dzie­lony kil­koma godzi­nami) i cał­ko­wi­cie zmie­ni­łem swoją koncepcję.