Dlaczego powrót do przyszłości się mylił?

Samo­su­szące się ubra­nia, samosz­nu­ru­jące się naja­cze, lewi­tu­jąca desko­rolka, czy cho­ciażby wehi­kuł czasu. Gdzie to wszystko i dla­czego jesz­cze tego nie mam?

21480511

Twórcy filmu raczej nie spo­dzie­wali się takiego suk­cesu. Powrót do przy­szło­ści prze­szedł do kla­syki kine­ma­to­gra­fii, a jego ele­menty stały się roz­po­zna­wal­nymi ele­men­tami popkul­tury. Cha­rak­te­ry­styczny DeLo­rean, sza­lony pro­fe­sor i paku­jący się w kło­poty Mar­thy McFly, a także trzy­ma­jące w napię­ciu sceny powro­tów z podróży w cza­sie zapa­dają w pamięci każdego.

Jest jesz­cze jedna cecha o któ­rej nie spo­sób nie wspo­mnieć — sce­no­gra­fia. O ile prze­szłość jest nam znana, tak odtwa­rza­jąc przy­szłość auto­rzy musieli wysi­lić się wyobraź­nią. Film nakrę­cono w 89 roku, a podró­żo­wano do paź­dzier­nika 2015. Czym to się skoń­czyło i gdzie te deskorolki?

Futu­ro­lo­gia

Jest taka dzie­dzina, zaj­mu­jąca się prze­wi­dy­wa­niem przy­szło­ści. Dzie­dzina sto­sun­kowo nie­dawna, bo jedzący kapu­ściane głąby w śre­dnio­wie­czu na przed­nówku far­mer raczej nie ocze­ki­wał cie­płej chaty i obfi­tej strawy, a co dopiero roz­woju cywi­li­za­cyj­nego za kil­ka­dzie­siąt lat. W oko­li­cach roku 1900 powstało kilka kon­cep­cji. Całość może­cie zoba­czyć TUTAJ, a poni­żej kilka wybranych

Lata­jąca poli­cja i straż pożarna to nie­zbyt tra­fione pomy­sły.
Pro­to­typ skype, tylko dla­czego na obrazku ta Pani nie ma slu­chawki?
Szkoła jest prze­ra­ża­jąca. Koja­rzy mi się z nowym, wspa­nia­łym świa­tem Huxleya.

Co to w ogóle tam jest pona­ma­lo­wy­wane? Świat poszedł w zupeł­nie inną stronę, niż to prze­wi­dy­wali. Powyż­sze ilu­stra­cje są śmieszne i w więk­szo­ści nie­re­alne do zre­ali­zo­wa­nia. Za to świat roz­wi­nął się w naj­bar­dziej uży­tecz­nym i zapew­nia­ją­cym naj­więk­szą wła­dzę kie­runku — prze­syle infor­ma­cji. Tele­fony komór­kowe, kom­pu­tery, następ­nie sieci, a teraz to pra­wie każdy ma dostęp do inter­netu. Pyta­nie „czy masz kom­pu­ter” jest teraz uży­wane jedy­nie w kon­tek­ście „czy masz go przy sobie”.

Wspo­mnie­nia

Pamię­tam pierw­szy tele­fon komór­kowy. Mono­fo­niczny dzwo­nek, smsy po 60 gro­szy, nali­cza­nie minu­towe, przy­na­leż­ność do eli­tar­nej grupy posia­da­ją­cych tele­fon i wysy­ła­nie sobie sygna­łów. Dziś nie mam już rzad­nej z tych rze­czym ale za to nie prze­pa­dam wycho­dzić z domu bez telefonu.

Bede grał w gre. 17 lat później.

Jakiś czas temu czy­ta­łem „Pan raczy żar­to­wać Panie Feyn­mann”, gdzie wyjąt­kowo zacie­ka­wił mnie opis pracy nad bombą ato­mową. Obli­cze­nia doty­czące ener­gii wyemi­to­wa­nej przez pro­mie­nio­twór­czy pier­wia­stek wyko­ny­wało się metodą nume­ryczną — to zna­czy za pomocą wie­lo­krot­nych dzia­łań, które przy­bli­żają poprawny wynik. Pro­blem jed­nak był taki, że nie mieli wtedy kom­pu­te­rów, nie mieli nawet kalkulatorów.

Mieli za to kil­ka­na­ście mecha­nicz­nych(!) maszyn liczą­cych i musieli przez nie prze­pusz­czać wszyst­kie dane. Po kilkanaście-kilkadziesiąt ite­ra­cji każ­dego obli­cze­nia. Trwało to 3 mie­siące, jed­nak dzięki rów­no­le­głemu prze­twa­rza­niu mogli pro­du­ko­wać jeden wynik co mie­siąc. Szczyt tech­niki dru­giej wojny świa­to­wej — przy czymś takim zbu­do­wali bombę ato­mową. Świat mnie zadziwił.

Patrząc z per­spek­tywy dzi­siej­szych cza­sów podzi­wiam to. Chęt­nie zoba­czył­bym takie maszyny w muzeum. Aktu­al­nie w pół godziny jestem w sta­nie napi­sać taki pro­gram i uzy­skać poprawne wyniki obli­cza­jąc je na tele­fo­nie, coś nad czym kil­ku­na­stu naj­mą­drzej­szych ludzi na świe­cie pra­co­wało miesiącami.

Jak mia­łem lat kil­ka­na­ście, odwie­dza­łem jed­nego ze zna­jo­mych. Mama powie­działa do niego OK. Jak wiel­kie było moje zasko­cze­nie, że użyła mło­dzie­żo­wego(!) języka. Świat mnie zaskoczył.

Po blo­go­wi­gili mia­łem przy­jem­ność poznać brata Marianny z bloga alfa­blo­ger, który prócz miej­sca do spa­nia ura­czył mnie rów­nież nową por­cją wie­dzy. Pra­co­wał on jako deve­lo­per apli­ka­cji dla dzieci. Był to czas w któ­rym gło­śno było o psie-pająku, a ja dowie­dzia­łem się, że naj­lep­szymi odbior­cami fil­mi­ków są dzieci w wieku 0–3. Oglą­dają wszystko, oglą­dają dużo i kli­kają reklamy. Świat mnie zaskoczył.

Ten fakt jest oczy­wi­sty, gdy­byo nim pomy­śleć. Nie mam jed­nak dzieci, a nie przy­szło mi to nigdy wcze­śniej do głowy. Zapewne dla­tego, że różni się od mojego dzie­ciń­stwa, a począ­tek eks­plo­ra­cji inter­netu koja­rzył się z pro­stym rów­na­niem 1 minuta fil­miku — 5 minut bufo­ro­wa­nia. Do tego wszyst­kie mate­riały były ogra­ni­czone do 10 minut.

Adap­ta­cja

Jesz­cze wczo­raj czło­wiek w ogóle o czymś nie myślał, nawet nie zda­wał sobie sprawy z ist­nie­nia, a jutro nie będzie wie­dział jak sobie bez tego poradzić.

Nie mam jesz­cze lata­ją­cej desko­rolki, ale to nic nie szko­dzi. Świat się zmie­nia. Może na co dzień nie widać postępu, ale on zapier­dala! Trzeba jedy­nie dać się mu zasko­czyć, tak jak w kawałku Łony.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.