Powrót do rzeczywistości

Słowa to potężne narzę­dzie, które ma klu­czowy wpływ na nasze życie. W zależ­no­ści od ładunku emo­cjo­nal­nego i kon­struk­cji zdań można za ich pomocą zyskać czy­jąś przy­chyl­ność, znisz­czyć pew­ność sie­bie innych, dopro­wa­dzić kogoś do łez, wykpić się od man­datu, wytar­go­wać parę zło­tych na baza­rze, zna­leźć dziew­czynę, albo zamó­wić kawę. Tym bar­dziej dziwi mnie skłon­ność ludzi do uży­wa­nia słów, w spo­sób obni­ża­jący ich war­tość, umniej­sza­jący ich osią­gnię­cia i przed­sta­wia­jący ich życie jako nie­cie­kawą egzystencję.

Rze­czy­wi­stość

Uży­wa­jąc zwrotu powrót do rze­czy­wi­sto­ści, akcen­tu­jemy jaka jest ona zła. Zazwy­czaj wra­camy do niej z inte­re­su­ją­cego wyjazdu, dłuż­szego wol­nego, czy nie­stan­dar­dowo spę­dzo­nego czasu, pod­kre­śla­jąc jak to teraz będzie szaro i nijako. Do tej sza­rej rze­czy­wi­sto­ści, zwy­czaj­nej niby odku­rzacz Zelmer, który zamiast wymien­nych wor­ków ma czarną dziurę wysy­sa­jącą radość i szczę­ście. Nie wyma­ga­jącą wymiany. Teraz wra­cam do smut­nej rze­czy­wi­sto­ści — nie­do­sy­pia­nia, wypeł­nia­nia bzdur­nych obo­wiąz­ków, zamknię­cia więk­szość czasu w klatce ze stali, betonu i szkła, oraz powro­tów myślami do uwiecz­nio­nych na zdję­ciach chwil, z któ­rych przy­cho­dzi nam wra­cać do rzeczywistości.

Rze­czy­wi­stość nie jest jed­nak taka zła. Mamy tutaj swo­ich bli­skich, cze­ko­ladę, koty, książki i prak­tycz­nie nie­ogra­ni­czoną moż­li­wość jej kre­owa­nia. Nie­za­leż­nie od tego, czy spę­dzamy godziny w inter­ne­cie, spę­dzamy czas ze zna­jo­mymi, odda­li­śmy swoje życie pracy, czy opiece nad dziec­kiem, to wła­śnie jest nasza rze­czy­wi­stość. Zbu­do­wana od zera przez nas samych i tylko od nas zależy jaka będzie.

Nie­dawno 18 let­nia austra­lijka Essena O’Neill prze­żyła swo­iste kathar­sis. Już jako nasto­latka odkryła inter­net, oraz zastrzyk endor­fi­nowy, jaki daje rosnąca ilość ser­du­szek pod pół­na­gimi zdję­ciami na insta­gra­mie. Posta­no­wiła iść dalej w tym kie­runku, co w połą­cze­niu z sys­te­ma­tycz­no­ścią, pra­co­wi­to­ścią pozwo­liło jej zyskać inter­ne­tową popu­lar­ność. Szcze­gól­nie, że w lote­rii gene­tycz­nej miała sporo szczę­ścia. Nadaje się na blo­gerkę, zresztą zobacz­cie sami.

Na swoim insta zaczęła dzie­lić się kuli­sami powsta­wa­nia zdjęć. Że czę­sto ubra­nia są spe­cjal­nie ubie­rane, aby zro­bić w nich zdję­cia, a uśmiech kryje się za toną makeupu.

Essena O’Neill

Kon­se­kwent­nie budo­wała sobie markę rok po roku, zdję­cie po zdję­ciu, wpis po wpi­sie, lajk po lajku. Nie­które dzieci grają w gry, inne prze­sia­dują ze zna­jo­mymi, uczą się mate­ma­tyki, upra­wiają sport, jeż­dżą na desko­rolce, albo ćpają aco­din. Wszyst­kie te zaję­cia wyma­gają wyrze­czeń, każde z nich może zostać ode­brane w kate­go­rii mar­no­wa­nia dzie­ciń­stwa, choć tylko nie­które pomogą nam uło­żyć sobie przy­szłość. Essena miała jed­nak medialny fejm, który pozwo­lił jej na tym zara­biać i wszyst­kie dzie­ciaki od innych zajęć jej zazdro­ściły. Aż nagle sytu­acja prze­stała jej odpowiadać.

Doszła ona do wnio­sku, że cała jej inter­ne­towa popu­lar­ność to farsa, bo ona naprawdę taka nie jest. Że zdję­cia są reży­se­ro­wane, a za każ­dym kolo­ro­wym, life­sty­lo­wym uśmie­chem stoi bar­dziej pro­fe­sjo­nal­ność i wyra­cho­wa­nie, niż radość z dnia codzien­nego. Że oszu­kuje ludzi wrzu­ca­jąc prze­ro­bione i pod­krę­cone zdję­cia. Że w jej życiu nie zawsze z nieba sypie się bro­kat, cyga­nie nie cze­kają z muzyką, a cza­ro­dziej­ska dynia zaprzę­żona w jed­no­rożce nie pod­jeż­dża na każde klik­nię­cie aplikacji.

Zna­la­złem tutaj

Z tego powodu posta­no­wiła zaape­lo­wać na swoim pro­filu, aby nie powta­rzać jej błędu. Bo życie kró­lo­wej inter­ne­tów (swoją drogą media łatwo sza­fują tym tytu­łem), niczym życie gwiazd reklam wkła­dek kosme­tycz­nych, wygląda o wiele lepiej na srebr­nym ekra­nie. A nawet gorzej, bo ona stra­ciła bez­pow­rot­nie dzie­ciń­stwo zamiast na zaba­wie z innymi dziećmi, to na stro­je­niu się i robie­niu dziub­ków do setek zdjęć. Z tego powodu nagrała video, na któ­rym to pła­cząc obfi­cie niczym wylew Nilu tłu­ma­czy, że w jej życiu bra­ko­wało prze­by­wa­nia z ludźmi, roz­ma­wia­nia z nimi i wycho­dze­nia z domu. Że chcia­łaby wró­cić do rzeczywistości.

Ugh. Wrzu­ca­nie fil­miku, na któ­rym się płacze…

Powrót do rzeczywistości

I są dwie sprawy, które mi tutaj nie do końca pasują.

Po pierw­sze apel o wyj­ście z fik­cyj­nych szpo­nów inter­netu i powrót na cie­płe łono rze­czy­wi­sto­ści w wyko­na­niu dziew­czyny, dla któ­rej inter­net jest śro­do­wi­skiem natu­ral­nym. Zresztą ona sama je sobie wybrała, każda inna opcja na nią cze­kała. Rów­nie dobrze mogła się wziąć za mate­ma­tykę, aco­din czy spę­dza­nie czasu ze zna­jo­mymi, a jed­nak wybrała inter­net. Nikt jej nie bro­nił tro­chę ina­czej roz­ło­żyć prio­ry­tety i czas.

Tro­chę mi to pod­cho­dzi pod sytu­ację alko­ho­lika, który doznał oświe­ce­nia i stwier­dził, że cała wypita przez niego wódka to nie miała sensu. Żył w świe­cie uro­jeń i teraz czas na powrót do rze­czy­wi­sto­ści. Nie świad­czy to jed­nak, że alko­hol jest zły, po pro­stu można go źle uży­wać. Tak samo inter­net nie jest sam w sobie zły, choć pro­blemy z nim zwią­zane to o wiele bar­dziej nośny temat. Prze­cież pra­wie każdy spę­dza za dużo czasu przed kom­pu­te­rem, kosz­tem cie­ka­wych rze­czy, które chciałby zro­bić, a do nad­uży­wa­nia alko­holu nikt się nie przy­zna, nawet przed samym sobą.

Saturn­day Mor­ning Bre­ak­fast Cereal

 

Po dru­gie sam zwrot „powrót do rze­czy­wi­sto­ści” mi nie pasuje. Wska­zuje, że nasza codzien­ność jest szara i smutna, a wszyst­kie odskocz­nie od niej sta­wia w jakimś wyima­gi­no­wa­nym two­rze. Jeżeli z tru­dem otwie­ramy co dzień powieki, nie lubimy swo­jego życia, czu­jemy się jed­nym z nie­waż­nych try­bi­ków mecha-dementora, wiel­kiej i pokracz­nej maszyny zwa­nej życiem, wysy­sa­ją­cej siły życiowe, ener­gię, szczę­ście, która cza­sem wypluję nas na chwilę z reszt­kami smaru, aby móc się od niej na chwilkę odczoł­gać i rzu­cić okiem na słońce, zanim wró­cimy do rze­czy­wi­sto­ści, to tylko i wyłącz­nie nasza wina. Jest to wtedy nasza rze­czy­wi­stość, którą sami wykre­owa­li­śmy sobie sami.

A jedyny powrót do rze­czy­wi­sto­ści ma miej­sce gdy trzeź­wie­jesz po urwa­nym filmie.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.