Prawdziwy mężczyzna

Życie już to zwe­ry­fi­ko­wało, inter­net jesz­cze nie. Zatem, żeby unik­nąć zbęd­nych roz­cza­ro­wań, muszę się wam do cze­goś przyznać.

zdję­cie stąd

Fizycz­nie

Mam 1,79 m. Jeden nie­szczę­sny cen­ty­metr bra­kuje mi do słusz­nego wzro­stu. Niby tak mało, a jed­nak tak daleko. Do tego nie należę do zbyt postaw­nych męż­czyzn. Kon­se­kwent­nie od lat ciu­łam kolejne kilo­gramy i sta­ram się je prze­ro­bić na mię­śnie, a mimo to wciąż okre­ślił­bym się nawet jako smu­kły. Zapew­nie bez pro­blemu zmie­ścił­bym się w rurki.

Nie mogę zapu­ścić epic­kiej brody, gdyż po kilku cen­ty­me­trach cał­ko­wi­cie traci ani­musz i prze­staje rosnąć. Dodat­kowo jakimś magicz­nym spo­so­bem zaczyna mie­nić się dodat­ko­wymi kolo­rami — blond i, o zgrozo, rudym. Na kla­cie jest jesz­cze gorzej. Włosy rosną jak słupy tele­gra­ficzne. I nie cho­dzi wcale o to, że takie wiel­kie, tylko tak rzadko. Nie­stety wcale nie chro­nią mnie przed mro­zem, na który jestem wyjąt­kowo podatny.

Nigdy nie otwie­ra­łem piwa zębami, pew­nie bym nie umiał tego zrobić.

Photo cre­dit: „lapo­lab” / Foter / CC BY-NC

Men­tal­nie

Sta­ram się nie prze­kli­nać, a rzu­ca­nie blu­zgami w ramach prze­cinka jest dla mnie żało­sne. Jasne, zda­rza mi się w kon­tek­ście odpo­wied­nim ubar­wić opo­wieść soczy­stą kurwą, jed­nak sta­ram się ogra­ni­czać. Zawsze uprzejmy, pro­szę, dzię­kuję, dzień dobry, spier­da­laj. Za piwem nie prze­pa­dam, nie kręci mnie, więc nie pijam. Cza­sem mi się zda­rzy, jed­nak wyjąt­kowo oka­zyj­nie i w celach towarzyskich.

Piłka nożna napawa mnie zdu­mie­niem. Znam psy­cho­lo­giczne aspekty popu­lar­no­ści tego sportu, jed­nak sam nie jestem w sta­nie poczuć ducha pił­kar­skich emo­cji. Rów­nie dobrze mógł­bym oglą­dać zma­ga­nia mara­toń­czy­ków, roz­rywka porów­ny­walna. Regu­lar­nie jadam wege­ta­riań­skie, a nawet wegań­skie posiłki. Nie chciał­bym do nich ogra­ni­czyć swo­jej diety, ale są smaczne.

Bawi mnie gdy ktoś mówi, że musi zjeść mięso. Fana­be­ria porów­ny­walna do tego, że musi zjeść cze­ko­ladę. Do tego wszyst­kiego jestem w sta­nie roz­róż­nić i nazwać sele­dy­nowy, akwa­ma­rynę, écru, magentę, cha­browy i jesz­cze kilka innych. Moje żarty może i są kiep­skie, ale nie grubiańskie.

Ogól­nie

Gdy­bym uro­dził się w Spar­cie, cze­kałby mnie śli­ski kocyk.

Na szczę­ście żadna z tych cech nie defi­niuje tego, czy jestem praw­dzi­wym mężczyzną.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Bar­tosz Wojnarowski

    Uuuu synek lecisz grubo, ale nie zga­dzam się z tezą o jedze­niu mięsa. Jak już naciu­łasz kilo­gra­mów, orga­nizm sam zacznie się upo­mi­nać, zmę­cze­nie, ospa­łość i braki siły. Można zastę­po­wać mięso faso­lami, gro­chami i temu podob­nymi, ale jak zawi­tasz do klubu 100+ bez mięsa robi się w życiu nie­wy­god­nie 😉 Piona!

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      O kurde, do klubu kwin­tali to mi jesz­cze sporo bra­kuje 😉
      Także w naj­bliż­szych latach (dzie­się­cio­le­ciach?) pew­nie nie będę miał moż­li­wo­ści potwier­dzić tej tezy.

    • http://www.hania.es Hania Sywula

      Uprzej­mie pro­szę nie pisać głu­pot w Inter­ne­tach.
      Z góry ser­decz­nie dziękuję.