Przypadkowa komedia

Wpis może zabie­rać spo­ilery kilku fil­mów, które są bez­na­dziejne. Albo zna­ko­mite, w zależ­no­ści od punktu widzenia.

Osoby, które czy­tają mnie od jakie­goś czasu, a przy­naj­mniej prze­czy­tały stronę o mnie, nie będą zasko­czone, że mate­ma­tyka jest dość waż­nym fun­da­men­tem mego życia. Jej wpływ na moje pro­cesy wnio­sko­wa­nia, oceny i podej­mo­wa­nia decy­zji są ogromne. Ponie­waż jest to jed­no­cze­śnie mało popu­larne podej­ście, czę­sto nie znaj­duję zro­zu­mie­nia wśród ludzi i nie są oni w sta­nie zro­zu­mieć tego co mnie dener­wuje oraz moich natręctw. Dzi­siaj chciał­bym pro­sić was o pomoc w upew­nie­niu się, że nie jest ze mną tak źle.

W ramach tego opo­wiem wam o gatunku fil­mo­wym, który potrze­bo­wał roz­woju tech­no­lo­gii, aby móc zaist­nieć — przy­pad­kowa kome­dia. Choć ich twórcy zapewne nie spo­dzie­wają się takiego odbioru.

Nie ogląd­ną­łem w życiu zbyt dużo fil­mów, bo zawar­cie dobrej histo­rii w 2 godzi­nach to jak spa­ko­wa­nie wszyst­kich potrzeb­nych na prze­ży­cie mie­siąca rze­czy, do małego ple­caka. Adap­ta­cje fil­mowe zazwy­czaj repre­zen­tują poziom poni­żej przy­zwo­ito­ści, a fakt braku ostat­niej książ­ko­wej sceny w Mecha­nicz­nej Poma­rań­czy Kubricka spra­wia, że zgrzyt moich zębów sły­chać dwie ulice dalej.

Z dru­giej strony czę­sto, gęsto bajki są genialne. Pixar i Disney odwa­lili kawał dobrej roboty, two­rząc takie miej­sca zaj­mu­jące cie­płe miej­sce w moim sercu jak: Her­cu­les, Inie­ma­mocni, Potwory i Spółka, czy Mega­mocny. Bajki rzą­dzą się wła­snymi pra­wami, dzieją się tam rze­czy nie­stwo­rzone i jestem to w sta­nie zaak­cep­to­wać. Prze­ry­so­wane kome­die rów­nież tak mają, choć z ich pozio­mem bywa o wiele gorzej.

Przy­pad­kowa komedia

Jed­nak ist­nieją filmy, które mimo czę­ści fan­ta­stycz­nej, mają imi­to­wać nasz świat. Wła­śnie w przy­padku takich fil­mów znaj­duję rażące nie­spój­no­ści, a poziom naiw­no­ści pre­zen­to­wa­nych tre­ści oscy­luje na pozio­mie umie­jęt­no­ści naszej repre­zen­ta­cji piłki noż­nej. Ja rozu­miem, że mają sta­no­wić pro­stą roz­rywkę, a nie poru­szać filo­zo­ficzne zagad­nie­nia, lecz reży­ser sta­ra­jąc się wymy­ślić coś bar­dziej wia­ry­god­nego raczej nie zmniej­szył by ich atrak­cyj­no­ści dla sta­ty­stycz­nego odbiorcy. Abs­tra­hu­jąc od wtór­no­ści, ciąg wyda­rzeń w takich fil­mach jest absur­dalny, nie­spójny i kiczo­waty, co zaj­muje więk­szość mojej uwagi.

Poni­żej kilka przy­kła­dów takich fil­mów, zawiera spoilery.

Wan­ted

Główny boha­ter pro­wa­dzący szare życie sta­ty­stycz­nego oby­wa­tela dowia­duje się, że jego ojciec nale­żał do eli­tar­nego brac­twa zabój­ców i odzie­dzi­czył po nich umie­jęt­no­ści zabi­ja­nia. Do tego momentu jesz­cze nie brzmi źle, ale idźmy dalej. W ramach udo­wod­nie­nia spe­cjal­nej spu­ści­zny boha­ter strzela do much, nie zabi­ja­jąc ich, a jedy­nie pozba­wia­jąc skrzy­deł. Ofiary brac­twa są wybie­rane na pod­sta­wie wzoru, który two­rzy kro­sno na wywka­nym mate­riale (!?), a człon­ko­wie brac­twa są w sta­nie tak strze­lać z broni, aby pod­krę­cać poci­ski, by leciały one po łuku.

Poci­ski. Po łuku. Kurwa.

Jako dodat­kową zachętę do ogląd­nię­cia filmu zasto­so­wano starą sztuczkę — dobre cycki. Tzn. dobra laska. W tej jakże zaszczyt­nej roli Ange­lina Jolie.

Zakła­da­jąc, że pręd­kość wylo­towa ide­al­nie kuli­stego poci­sku wystrze­lo­nego z rewol­weru wynosi 300 m/s, a chcemy uzy­skać tor o pro­mie­niu 50m, oblicz jaką pręd­kość obro­tową w osi rów­no­le­głej do płasz­czy­zny lotu poci­sku trzeba mu nadać.
* Zasta­nów się, ile takich cykli może wytrzy­mać ludzki łokieć.

King­sman

Oczy­wi­ście główny boha­ter jest zbun­to­wa­nym nasto­lat­kiem. W dość szcze­gól­nej sytu­acji oka­zuje się, że jego ojciec był super taj­nym spe­cjal­nym agen­tem i on może pójść w ślady ojca, jeżeli tylko przej­dzie pie­kiel­nie trudną rekru­ta­cję. Wycho­wany na ulicy ma w sobie tyle umie­jęt­no­ści, żeby upla­so­wać się w czo­łówce, jed­nak jed­no­cze­śnie nie ma zbyt wiele wie­dzy wynie­sio­nej ze szkół, aby zawrzeć wątki humo­ry­styczne. Które są o wiele mniej śmieszne niż cho­ciażby pierw­sza scena walki, w któ­rej to nie­wia­sta posia­da­jąca noże zamiast nóg zabija kilka osób w poka­zie spek­ta­ku­lar­nego tańca. Oczy­wi­ście uzbro­jo­nych i pla­nu­ją­cych ją zabić. Ten absurd cią­gnie się przez cały film, ale druga strona bary­kady też ma swoje atuty. Przy­ja­ciel ojca głów­nego boha­tera, roz­pra­wia się z miej­sco­wymi uzbro­jo­nymi opry­chami za pomocą parasolki.

Para­solki. Z kara­bi­nem. Kuloodpornej.

Począ­tek wspo­mnia­nej sceny

Do tego scena, gdzie od pomy­słu żeby zhac­ko­wać pewien chip, do jego uda­nej za pierw­szym razem reali­za­cji, za pomocą HTMLa upływa około 20 s, jest nacią­gnięta bar­dziej niż twarz Ibi­sza. Pozwolę sobie jed­nak pochwa­lić ten film za muzykę, jak sły­szę Bon­kers, zawsze mi to popra­wia humor.

Inne

Tego rodzaju smaczki zda­rzają się w wielu róż­nych pro­duk­cjach i za każ­dym razem wzbu­dzają we mnie całe tsu­nami odczuć sprzecz­nych uczuć. Jesz­cze parę przykładów:

Iron Man 2 — a dokład­niej scena, w któ­rej Tony Stark wymy­śla swój wła­sny pier­wia­stek, który ma dzia­łać bez zarzutu w jego reak­to­rze łuko­wym, zbu­do­wa­nym w pierw­szej czę­ści w nie­woli, w jaskini z czę­ści po rakie­tach (!). Sama idea tego pomy­słu jest naiwna na pozio­mie 7 latka, a co dopiero wyko­na­nie. Boha­ter musi w tym celu zbu­do­wać przy­śpie­szacz czą­stek, co robi dość pro­wi­zo­rycz­nie w swoim gabi­ne­cie. Następ­nie mie­rzy odchy­le­nie od poziomu za pomocą pozio­micy (!), a następ­nie popra­wia ją pod­kła­da­jąc pod kon­struk­cję książkę.

Przy czą­stecz­kach roz­pę­dzo­nych do pręd­ko­ści zbli­żo­nej do pręd­ko­ści świa­tła, wystar­czy pod­ło­żyć książkę, żeby usta­bi­li­zo­wać poziom. A w cer­nie się tak męczą głupcy.

X-man: pierw­sza klasa — Załóżmy, że 3 zasada dyna­miki nie ma tutaj naj­mniej­szego zasto­so­wa­nia i gdy magneto pró­buje pod­nieść łódź pod­wodną, to mimo potu i wysiłku na jego twa­rzy, w żaden spo­sób nie zwięk­sza się jego oddzia­ły­wa­nie na pod­łoże. Prze­łknę to. Ale pomysł, żeby jeden z mutan­tów emi­tu­jąc potężne fale dźwię­kowe (za pomocą swo­jej muta­cji) w stronę ziemi i na odbi­tej w ten spo­sób ener­gii, za pomocą spe­cjal­nego stroju latał, jest ponad moje siły.

Dru­żyna AW jed­nej sce­nie tego filmu tytu­łowa dru­żyna kata­pul­tuje się z samo­lotu. Scena akcji, strze­la­nina, spa­do­chrony te sprawy, wie­cie jak jest. I nie byłoby w tym nic dziw­nego, gdyby nie fakt, że boha­te­ro­wie doko­nują tego manewru sie­dząc za ste­rami czołgu. Wła­śnie tak. Czworo ludzi powoli opada na spa­do­chro­nie sie­dząc w czołgu. W końcu taki był zamysł pro­duk­cji tan­ków, a nie­miecki blitz­krieg pole­gał na bły­ska­wicz­nym desan­cie pan­cer­nej bry­gady w stra­te­gicz­nych punk­tach. W końcu cię­żar 20 ton z łatwo­ścią może być przy­ha­mo­wane na nylo­no­wych włók­nach. W mię­dzy­cza­sie boha­te­rom udaje im się zestrze­lić wrogi samo­lot korzy­sta­jąc z uzbro­je­nia czołgu. Choć aku­rat w tym przy­padku film jest z gatunku sensacja/komedia, ale twórcy zapewne tę scenę uwa­żają za sen­sa­cyjną, a nie kome­diową. W prze­ci­wień­stwie do mnie.

Dziś

Teraz jestem star­szy i poważ­niej­szy, a lek­tury wcale nie są mądrzej­sze, jed­nak zmie­niło się moje podej­ście do nich.

W dal­szym ciągu ambi­wa­len­cja jest sło­wem bez któ­rego nie spo­sób byłoby je opi­sać, jed­nak jestem już tro­chę bar­dziej wyro­zu­miały, bo raczej nie wydo­ro­śla­łem. Doro­śle­nie koja­rzy się z pro­ce­sem prze­cho­dze­nia z jed­nego, infan­tyl­nego stanu, do dru­giego, poważ­nego, a w tym przy­padku prze­cho­dzi się przez wiele sta­nów. Aktu­al­nie w dal­szym ciągu ode­rwa­nie od rze­czy­wi­sto­ści takiego filmu prze­szka­dza mi niczym drza­zga pod paznok­ciem, ale jestem w sta­nie wyci­szyć ten głos repre­zen­tu­jący moją ner­wicę natręctw. Podejść do tego, jak do nie­do­rzecz­nej kome­dii i oglą­dam z zacie­ka­wie­niem cze­ka­jąc na co jesz­cze stać reżysera.

Czy ktoś w ogóle choć tro­chę iden­ty­fi­kuje się z moim podej­ściem do nowo­cze­snego kina akcji?

Wpi­suj­cie swoje pro­po­zy­cję, chęt­nie uzu­peł­nię wpis i braki w kinematografii.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • Alek

    Jak piszesz o fil­mach akcji, cie­kawy jestem co sądzisz o Mad Maxie. Jeżeli cho­dzi o filmy akcji to dla mnie jest to perła w stogu gnoju. Przez 2h ani razu nie uda­wał że jest czymś innym, nie było ani jed­nego pseudo inte­li­gent­nego dia­logu, tylko akcja. No i nie było tego czego w fil­mach nie lubię naj­bar­dziej czyli nie­spój­no­ści w fabule, była spójna i pro­sta jak nacią­gnięta struna od gitary.

    btw. Spró­buj Mecha­nicz­nej Poma­rań­czy Kubricka, może bar­dziej ci się spodoba. 😉

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Wła­śnie takie rze­czy już sły­sza­łem o mad Maxie, ale jak był w kinach to sie­dzia­łem na Węgrzech, jak wró­ci­łem to już nie było, a nie bar­dzo mam sprzęt który pokaże nakład pracy wło­żony w efekty. A chciał­bym zoba­czyć, szcze­gól­nie ze poprzed­nie miło wspo­mi­nam z dzieciństwa.

      Mecha­niczna Kubricka, nikt inny chyba jej nie nakrę­cił, a ja wyka­za­łem się igno­ran­cją. W każ­dym razie bra­kuje ostat­niej sceny, która znacz­nie zmie­nia odbiór filmu i w książce bar­dzo nie zaskoczyła.

  • reasonably_in b&w

    Fak­tycz­nie to musi być jakaś naukowa ner­wica natręctw. Choć sam jestem typem czło­wieka, który lubi wie­dzieć jak wszystko działa i co rzą­dzi ota­cza­ją­cym nas świa­tem, to jeśli film nie jest żenu­jąco nudny przez fabułę i wyko­na­nie to momen­tal­nie wyłą­czam wewnętrzny głos naukowca i cie­szę się samymi walo­rami roz­ryw­ko­wymi. Zwłasz­cza oglą­da­jąc ekra­ni­za­cje komik­sów tak dobre jak King­sman… Może to zbo­cze­nie zawo­dowe jak ludzie po fil­mów­kach w kinie sku­pia­jący się na roz­kła­da­niu filmu na czę­ści pierw­sze zamiast na oglą­da­niu, den­ty­ści lustru­jący mija­nych uśmiech­nię­tych ludzi, czy ero­to­man który został ginekologiem…

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Albo muzycy, któ­rzy słu­cha­jąc utwo­rów roz­kła­dają je na poszcze­gólne instru­menty.
      Teraz też już jestem w sta­nie się prze­móc i doce­niać film, ale pozo­staje deli­katny kac moralny. Masz może coś cie­ka­wego do polecenia? 🙂

      • reasonably_in b&w

        Może to zaska­ku­jące, ale Star Trek nie jest tak bar­dzo ode­rwany od życia jakby się mogło wyda­wać. Teo­ria napędu WARP jest przez fizy­ków nadal uwa­żana za moż­liwą. Gene­ral­nie zawsze ta seria miała wielu zwo­len­ni­ków wśród futu­ro­lo­gów jak i naukow­ców dzięki temu, że zawsze miała w sobie ziarno praw­do­po­do­bień­stwa. Rów­nież dla socjo­lo­gów była cie­ka­wym kon­cep­tem (ory­gi­nalne serie z lat 60 i pierw­sze filmy) ze względu na wizję zjed­no­czo­nego świata: mię­dzy­na­ro­dowa załoga z rosyj­skim ofi­ce­rem w naj­go­ręt­szych latach zim­nej wojny, Afro­ame­ry­ka­nie trak­to­wani jak ludzie w cza­sie gdy walka o ich prawa jesz­cze nie była prze­są­dzona, czy pierw­szy między-rasowy poca­łu­nek w tele­wi­zji (Kirk zali­cza­jący kosmitki był wtedy mniej kon­tro­wer­syjny niż scena poca­łunku z Uhurą). Jak ktoś ma pro­blemy z tą kla­syczną sty­li­styką to obec­nie powsta­jący reboot serii może łatwiej przyswoić…no ale ja będąc fanem Doctora Who z ich wer­sją świata (choć tam raczej pusz­cza się cza­sem oko do fizy­ków zamiast pró­bo­wać trzy­mać reali­zmu [patrz: Weeping Angels]) mogę nie być naj­lep­szym źró­dłem fil­mów war­tych zobaczenia 🙂

        • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

          Sły­sza­łem wiele dobrego o star treku, sam nie­stety nie widzia­łem i raczej się nie zabiorę. Co do tech­no­lo­gii, to cho­ciażby arty­kuł taki jak ten — http://www.techdigest.tv/2014/06/how_star_trek_predicted_the_future.html

          Doctora Who też jesz­cze nie oglą­da­łem, jestem raczej leniwy jeśli cho­dzi o nad­ra­bia­nie filmów/seriali. Ten jeden cho­ciaż mógł­bym nad­ro­bić i pew­nie kie­dyś to zro­bię — chciał­bym rozu­mieć geekow­skie żarty doty­czące tej produkcji 🙂

          Choć wąt­pie, żeby cokol­wiek prze­biło różowe lata 70. Naj­lep­szy serial ever.

  • http://niczym.pl filo­zof

    Wszystko już jest, więc trudno się dzi­wić, że w fil­mach zaczyna ‘być’ wię­cej, niż jest. Oso­bi­ście lubię filmy z gatunku przy­pad­ko­wych kome­dii, na szczę­ście nie ana­li­zuję ich w takim stop­niu jak Ty. Musi to stwa­rzać wiele pro­ble­mów przed wybra­niem się do kina. Ostat­nio czy­ta­łem histo­rię powsta­nia McGyver’a, podobno w tym serialu wszystko w miarę trzy­mało się kupy (z pro­ce­sów powszech­nie uwa­ża­nych za nie­bez­pieczne usu­wano jeden ele­ment, by publika nie mogła ich odtwo­rzyć), cie­kawe czy w dzi­siej­szych cza­sach coś takiego by przetrwało.

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Masz może gdzieś link do tego arty­kułu?
      Oso­bi­ście McGy­vera nie oglą­da­łem, jed­nak sporo innych, star­szych seriali było dla mnie kul­to­wych. Zresztą do teraz chciał­bym pon­tiaca z Kni­ght Ridera 🙂 Pole­cam ogląd­nąć sobie cho­ciażby wej­ściówki do tego typu pro­duk­cji, można się uśmiać.