Czy zdołasz rzucić wszystko i wyjechać?

Wyobraź sobie, że dosta­jesz feno­me­nalną i nie­po­wta­rzalną szansę zmiany swo­jego życia. Dasz radę wyje­chać? Jest tylko jeden warunek…

Jedna taka szansa na milion

Pew­nego jesien­nego, desz­czo­wego wie­czoru prze­glą­dasz inter­net mar­twiąc się nad­cho­dzącą zimą i zło­rze­cząc na coraz krót­sze dni. Przy­pad­kiem tra­fiasz na bar­dzo inte­re­su­jące ogło­sze­nie ści­śle zwią­zane z two­imi zainteresowaniami/wykształceniem/zajęciem, swoje szanse oce­niasz jako zerowe, jed­nak wysy­łasz CV. Prze­cież nie zaszko­dzi, a wiele Cię to nie kosz­tuje. Zasy­pia­jąc już o tym zapo­mi­nasz, wszak trzeba kolej­nego dnia czeka na Cie­bie praca, póź­niej masz w pla­nach siłow­nie, a zakupy jesz­cze trzeba zro­bić, pra­nie, stos naczyń pię­trzy się coraz wyżej i nie prze­wraca się jedy­nie dla­tego, że jego szczyt zakli­no­wał się o wiszącą nad zle­wem szafkę. Dzień jak co dzień.

Po mie­siącu dzwoni tele­fon. Numer kie­run­kowy nie­zna­nego kraju, przez myśli prze­la­tują obrazy rzą­do­wych agen­cji śle­dzą­cych zwy­kłych oby­wa­teli. W końcu kto inny mógłby dzwo­nić z takiego numeru? Pomimo kieł­ku­ją­cej para­noi posta­na­wiasz ode­brać, w słu­chawce męski głos przed­sta­wia się, a następ­nie poda­jąc twoje dane, pyta się czy roz­ma­wia z odpo­wied­nią osobą. Aha, teraz to już na pewno coś złego się dzieje. Pyta­nie tylko jak bar­dzo źle zakoń­czy się ta roz­mowa. Serce wali jak młot, w gar­dle sucho, ale potwier­dzasz swoje dane, teraz już nie ma odwrotu.

Po chwili jed­nak sytu­acja się wyja­śnia i nie­mrawo zaczy­nasz sobie przy­po­mi­nać o jakimś ogło­sze­niu. Tak, było bar­dzo atrak­cyjne, pamię­tasz. Szcze­góły opo­wie­dziane przez tele­fon wpra­wiają Cię w zawrót głowy, prze­cież to jest wspa­niała oferta, myślisz sobie. Jest tylko jeden waru­nek, za tydzień masz wyje­chać i zna­leźć się w zupeł­nie innym miej­scu niż jesteś teraz. Daleko.

Zanim przej­dziesz dalej, zadaj sobie pyta­nie: Co bym zro­bił w takiej sytuacji?

Kotwica

3538910787_478191af2b_bNaj­pierw rzut okiem na miesz­ka­nie. Ale tu się nazbie­rało gra­tów! Cała szafa ubrań, sztućce, zastawa sto­łowa, sprzęt RTV i AGD, kolek­cja ksią­żek, w kącie stoją narty, do tego drzewko bon­sai, któ­rym pie­czo­ło­wi­cie opie­ku­jesz się już pra­wie dekadę i wszystko trzyma Cię jak kotwica. A to dopiero począ­tek. Ponad połowę będzie trzeba wyrzu­cić, resztę popa­ko­wać i wysłać do rodziny. Żeby póź­niej mogli część rze­czy prze­słać do Cie­bie, a reszta zapewne znaj­dzie się, a raczej zagubi, w piw­nicy bądź na strychu.

Trzeba też skon­tak­to­wać się z wła­ści­cie­lem miesz­ka­nia, że nie będziemy już dłu­żej wynaj­mo­wać. Kau­cja prze­pad­nie, ale trudno. Samo­chód? Wypo­wie­dze­nie z pracy? Jak zor­ga­ni­zo­wać sobie podróż, co ze zna­jo­mymi któ­rych mam na miejscu?

Lista rze­czy znie­chę­ca­ją­cych nas jest długa i można ją jesz­cze znacz­nie wydłu­żyć. A nawet nie wspo­mnia­łem o pro­ble­mach, z któ­rymi zmie­rzymy się jak już uda się wyje­chać. Czy ten aka­pit zmie­nił twoje zda­nie doty­czące wyjazdu?

Naj­praw­do­po­dob­niej nie, więk­szość ludzi odpu­ściła by na samą myśl o wysiłku który musi być wło­żony, aby to wszystko zała­twić — także odpo­wiedź cały czas brzmi „nie poje­chał­bym”. A nawet jeśli nie była ona tak kate­go­rycz­nie prze­cząca, to teraz już jest.

Zmiana na lepsze

Pamię­tasz jesz­cze, że to miała być nie­po­wta­rzalna i feno­me­nalna szansa zmiany życia? Spe­cjal­nie nie opi­sy­wa­łem szcze­gó­łów, bo ile ludzi tyle byłoby pomysłów.

Dla­czego więc mie­li­by­śmy zre­zy­gno­wać? Chwi­lowa nie­do­god­ność mia­łaby prze­wa­żyć nad zwięk­sze­niem poziomu swo­jego życia? Prze­cież patrząc na to trzeź­wym okiem z pozy­cji osoby trze­ciej jest to absurd.

Ile przez ten tydzień się nade­ner­wu­jemy, nacho­dzimy, naza­ła­twiamy to nasze, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Za to póź­niej będzie nam o wiele lepiej, w końcu po coś to robimy. Wystar­czy nam odro­bina dale­ko­wzrocz­no­ści i tro­chę wię­cej uporu.

Wyje­chał­bym. Nie byłoby to dla mnie pro­ste i o wiele bar­dziej by mi się nie chciało, ale miał­bym zmar­no­wać oka­zję? Wie­dział­bym, że to jest dla mnie naj­lep­sze roz­wią­za­nie i trzeba prze­cier­pieć tę przeprowadzkę.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.