Sam na sam z szaleństwem

Zawsze ota­czają nas dziwni ludzie. Tylko my jeste­śmy ostat­nią ostoją nor­mal­no­ści w tym zwa­rio­wa­nym świecie.

Miara nor­mal­no­ści

Co to zna­czy, że ktoś jest nor­malny? Zasta­na­wia­łem się nad tym pyta­niem będąc w ogól­niaku i już wtedy wie­dzia­łem, że to nie ja. Mia­łem dużo kol­czy­ków, tatu­aże w pla­nach, byłem olim­pij­czy­kiem z mate­ma­tyki, czyli cał­kiem nie­co­dzienne połączenie.

Jako wzo­rzec nomal­no­ści uzna­łem kolegę z klasy — Piotrka. Dobry uczeń, ale bez prze­sady. Z kate­go­rii osób, które prze­wi­jają się w tle życia, ale nie poświę­cimy im tyle uwagi, żeby zapa­mię­tać nazwi­sko. Nigdy ostatni i nigdy pierw­szy, zawsze cichy, spo­kojny, nie­wy­róż­nia­jący się, nie zwra­ca­jący niczy­jej uwagi. Uro­dzony prze­cięt­niak, solidny średniak.

Pew­nie nigdy by nie pomy­ślał, że mógł się stać obiek­tem moich roz­my­ślań. Nor­mal­no­ści jed­nak nie da się jed­no­znacz­nie zde­fi­nio­wać i zosta­wić pod szklaną pokrywą, tuż obok kilo­grama w Sèvres. Wszystko zależy od sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej, czasu, grupy spo­łecz­nej, i wielu innych czynników.

Opo­wie­ści

Wyobraź sobie, że masz za zada­nie opi­sać swoją sytu­ację życiową w for­mie opo­wie­ści. Tu tro­chę pod­ko­lo­ro­wać, dodać celną ripo­stę która przy­szła nam za późno do głowy, czy odjąć sobie 10 kg, czy dodać 10 cm. Takie drobne mody­fi­ka­cje, żeby było bar­dziej inte­re­su­jące. Mimo wpro­wa­dze­nia takich zabie­gów i tak więk­szość osób przed­stawi sie­bie jako zwy­czajną, nor­malną osobę, dostrze­ga­jącą absurdy ota­cza­ją­cej jej rzeczywistości.

Roz­bu­do­wy­wu­jemy teraz troszkę opisu naszego życia, wymyślmy jakąś histo­rię, która się nam wyda­rzy. Jak roz­wi­nę­li­by­ście fabułę?

Akcep­to­walna praca w korpo, po pracy piwko, po 30 dzieci, po 40 depre­sja, po 50 zawał, a potem to i tak nic god­nego uwagi się nie zdarzy.
Długa i sys­te­ma­tyczna, pełna wyrze­czeń praca nad swoją pasją w wol­nym cza­sie przez lata powoli się roz­wija, aż sta­jemy się eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie. Oka­zuje się, że nasz ama­tor­ski zapał jest o wiele cen­niej­szy niż nijaki pro­fe­sjo­na­lizm. Powo­lutku sami sta­jemy się auto­ry­te­tami, aż koń­czymy na egzo­tycz­nej plaży wyle­gu­jąc się w hamaku w akom­pa­nia­men­cie zachodu słońca i szkla­neczki ulu­bio­nej sub­stan­cji zasta­na­wia­jąc się czy zakoń­czyć dzień sur­fu­jąc, czy nurkując.
Porzu­ce­nie dotych­cza­so­wego życia, sprze­daż wszyst­kiego, kupno biletu w jedną stronę do Ame­ryki Płn, podróż życia do czasu aż koń­czą się pie­nią­dze i nie ma już żad­nych per­spek­tyw na przy­szłość. A wtedy tra­fia się wyjąt­kowa oka­zja i masz szansę na (…).

Już tro­chę lepiej. Jed­nak więk­szość ludzi ogra­ni­czy się do:

Główny boha­ter żyje w swoim małym świe­cie absurdu, coraz bar­dziej pogrą­ża­jąc się w bez­na­dziei codzien­no­ści. Aż pew­nego dnia będąc na skraju zała­ma­nia psy­chicz­nego zda­rza się coś, co wywróci dotych­cza­sowe życie do góry nogami. Cier­pli­wie czeka na to zdarzenie…

Życie to nie bajka

Nie zna­leź­li­śmy przej­ścia do Narnii, nie dosta­li­śmy listu do Hogwardu, no to teraz można już tylko mieć nadzieję, że Gan­dalf nas odwie­dzi w 44 uro­dziny. Jed­nak samo cze­ka­nie nic nam nie da. Nie sprawi, że nasze życie się zmieni, nie rzu­cimy znie­na­wi­dzo­nej pracy, nie wytkniemy fał­szy­wym zna­jo­mym ich hipo­kry­zji, nie wypro­wa­dzimy się z zapy­zia­łego mia­sta, nie odrzu­cimy aktu­al­nego trybu życia by zostać mni­chem.

Pro­blem jest taki, że nigdy nie spo­tka nas żaden szczę­śliwy przy­pa­dek, który odmieni nasze życie. Vol­de­mort nie zabił naszych rodzi­ców, ani nie jeste­śmy zro­dzeni z midi­chlo­ria­nów. Szczę­śliwe przy­padku zda­rzają się tylko w książkach.

Albo ludziom, któ­rzy ciężką pracą je spro­wo­ko­wali i mieli wystar­cza­jąco wytrwa­ło­ści, rozumu i doświad­cze­nia, by móc je wykorzystać.

Tak, to ja. Bar­dzo lubi­łem te kol­czyki w nosie…

Spójrz na sie­bie. Zaje­bi­ście, nie?

Two­rze­nie opo­wie­ści daje spore pole do popisu, jed­nak tym razem sytu­acja jest tro­szeczkę inna. My jeste­śmy głów­nym boha­te­rem i wszystko co wymy­ślimy jest odbi­ciem tego, jak sami sie­bie postrze­gamy. To jak o sobie myślimy, ma ogromny wpływ na to, jacy jesteśmy.

Mówiąc nor­malny, ludzie mają na myśli prze­ciętny. Myśląc o sobie w ten spo­sób ogra­ni­czasz się. Nigdy przez to nie będziesz tą odważną, inte­re­su­jącą, nie­co­dzienną, spon­ta­niczną, prze­bo­jową osobą. No chyba, że na face­bo­oku.

Całe życie spę­dzasz sam na sam, ze swoim sza­leń­stwem. Naj­wyż­szy czas się zaak­cep­to­wać i polubić.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • http://www.ventylacja.pl/ Ven

    Zwy­kle nor­malny = nudny i prze­ciętny ;D