Traumatyczne dzieciństwo kształtuje charakter

Śmieszne wydaje się poj­mo­wa­nie świata będąc dziec­kiem z per­spek­tywy czasu. Nie mogłem jeść sło­dy­czy na obiad, kana­pek z Vegetą w ogóle, ani odda­lać się poza zasięg widocz­no­ści z okna. Za to musia­łem kłaść się spać przed 9 i odra­biać lek­cje pod nad­zo­rem rodzi­ców. Zaci­ska­łem z tego wszyst­kiego bez­rad­nie piąstki, cze­ka­jąc aż będę star­szy, aż będę cho­dził do liceum, aż zdam maturę i będę mógł robić co chcę. I gdy­bym wtedy znał słowo trau­ma­tyczne, z pew­no­ścią tak okre­ślił­bym wła­sną egzystencję.

Oczy­wi­ście nie mówię tutaj o skraj­nych pato­lo­giach pokroju głód, smród, bida, nędza i alko­hol, bo wtedy zamiast kształ­to­wać, może nas zła­mać. Cho­dzi mi o cał­ko­wi­cie subiek­tywne postrze­ga­nie świata z poziomu metra dwa­dzie­ścia i dwu­na­stu lat, gdzie traumą jest bruk­selka na obiad i dia­log z panią z warzyw­niaka. Dziecko zna tylko jeden model rodziny i życia — swój wła­sny, pod­świa­do­mie przyj­mu­jąc go za nor­malny. Wraz z pierw­szym wspo­mnie­niem, kon­tak­tem z rodzeń­stwem, oraz sytu­acją z rodzicami.

Czło­wiek vs wro­gie otoczenie

Zasta­na­wia­łem się ostat­nio jak wielki wpływ na nasz cha­rak­ter ma dzie­ciń­stwo. Mówi się, że ktoś ma wro­dzony talent, ale prze­cież to nie musi być prawda. Każdy rodzi się z zesta­wem pre­dys­po­zy­cji do pew­nych cech, jed­nak nie­ko­niecz­nie muszą się one roz­wi­nąć. Rów­no­cze­śnie sytu­acja życiowa może wymu­sić wykształ­ce­nie cech, które nie są zbyt zgodne z naszym cha­rak­te­rem. Sza­co­wał­bym, że w ponad 90% nasz cha­rak­ter jest ukształ­to­wany pod wpły­wem dzie­ciń­stwa, oraz osoby jakie wtedy spotkaliśmy.

I tak sobie myślę, że „trau­ma­tyczne” dzie­ciń­stwo wpływa bar­dzo korzyst­nie na resztę życia. Nie­za­leż­nie od tego czy jeste­śmy uro­dzo­nymi orga­ni­za­to­rami, powin­ni­śmy być w sta­nie wziąć sprawy we wła­sne ręce i zor­ga­ni­zo­wać sobie życie. Powin­ni­śmy się nauczyć regu­lar­no­ści i tego, że ciężka sys­te­ma­tyczna praca popłaca, że każdy powi­nien speł­niać swoje obo­wiązki, oraz umieć zatrosz­czyć się o siebie.

Because I am hard, you will not like me. But the more you hate me, the more you will learn. I am hard but I am fair.

Tro­chę tak jak prze­ło­żeni w woj­sku, któ­rzy stwa­rzali rekru­tom pie­kło, aby zwięk­szyć ich szanse na prze­ży­cie. Wręcz można powie­dzieć, że robili to z miło­ści. Pole­cam ogląd­nąć film Metal Gear Solid, będzie­cie wie­dzieli co mam na myśli.

Bo dzie­ciń­stwo nie służy do tego, żeby móc sobie bez­tro­sko spę­dzić kil­ka­na­ście lat życia, tylko aby jak naj­le­piej się przy­go­to­wać do roli doro­słego, poważ­nego (hehe) czło­wieka. Gdy zabrak­nie rodzi­ców prze­cież nikt się nie będzie o Cie­bie troszczył.

Czło­wiek vs wrogi kraj

Póź­niej robimy się tro­chę starsi i zda­jemy sobie sprawę z sytu­acji polityczno-gospodarczej. Wiemy, że u naszych zachod­nich sąsia­dów, któ­rzy prze­grali drugą wojnę świa­tową, wystar­czy po szkole śred­niej zacząć zmy­wać pod­łogę i lać kolę w Macu, a nasze zarobki pozwolą pro­wa­dzić godne życie. Gdy jesz­cze znaj­dziemy drugą połówkę, nawet z podob­nie ambitną pracą, to już jeste­śmy w sta­nie sobie pozwo­lić na samo­chód, dzieci, waka­cje w egzo­tycz­nych miej­scach i tele­wi­zor z ambi­li­ght. I tak dla wielu osób pły­nie żywot zwy­czaj­nego zja­da­cza chleba, czy też poda­wa­cza frytek.

Kto wie, może i w takiej sytu­acji moje 18 let­nie ambi­cje rów­nież skoń­czy­łyby się na prze­two­rach ziem­nia­ków? Na szczę­ście żyjemy w Polsce.

moj_kraj_taki_piekny

U nas jest troszkę ina­czej, jeśli cho­dzi o pie­nią­dze i poziom życia. Kraj nas nie roz­piesz­cza i żeby osią­gnąć podobny poziom życia, co nasi sąsie­dzi, musimy mieć nie­po­rów­ny­wal­nie bar­dziej zło­żoną, odpo­wie­dzialną i wyma­ga­jącą wykształ­ce­nia pracę. Pie­nią­dze szczę­ścia nie dają, ale nie oszu­kujmy się - każdy by chciał żyć na przy­zwo­itym pozio­mie. Bez obaw, że nad­pla­nowa wizyta u den­ty­sty ozna­cza zmianę mie­sięcz­nej diety z zupek chiń­skich i goto­wych pie­ro­gów na pyry z gównem.

O ile rodzice cza­sem chcą dziecko chro­nić, trzy­ma­jąc je pod szkla­nym koszem, tak nasz kraj się z nami nie pie­ści. Przej­muję rolę wycho­waw­czą i wysta­wia nas na prze­różne sytu­acje, które mają zahar­to­wać naszego ducha, ciało i umysł. Tylko róż­nica jest taka, że po pew­nym cza­sie nie potrze­bu­jemy już takiej sty­mu­la­cji, a kraj pozo­staje jaki był, co też sku­tecz­nie zachęca do emi­gra­cji już od wielu lat. I nawet mimo usil­nych (ostat­nio znacz­nie moc­niej­szych) i per­ma­nent­nych prób obrzy­dze­nia mnie do mojego wła­snego kraju, dalej go lubię i chciał­bym tutaj mieszkać.

Cie­szę się, że mia­łem oka­zję uro­dzić się i dora­stać w Pol­sce, dzięki temu jestem jaki jestem. Bo wydaje mi się, że gdy­bym się uro­dził w kraju bar­dziej przy­ja­znym miesz­kań­com, był­bym mniej ambitny, leniwy, pro­wa­dził życie na pozio­mie easy.

Zasta­na­wia­li­ście się kie­dyś nad tym?

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.