Zachowujesz się jak dziecko

Dzie­ciń­stwo minęło mi sta­now­czo za szybko. Tak szybko, że więk­szo­ści sytu­acji nie udało mi się nawet spa­mię­tać. Ogólny zarys znam, ale kon­kret­nych epi­zo­dów jest bar­dzo nie­wiele. Tym mniej im byłem młodszy.


Opo­wiem dziś jedną histo­rię, która wwier­ciła mi się w pamięć, mimo że przez długi czas nie wyda­wała mi się ważna. Mia­łem może z 5 lat i bawi­łem się ze zna­jo­mymi na dwo­rze. Pia­skow­nica, huś­tawki, tro­chę trawy i parę drzew było w sta­nie zapew­nić nam roz­rywkę przez lata, jed­nak tam­tego dnia mie­li­śmy zupeł­nie inny pomysł na spę­dze­nie czasu.

Od strony boiska nad­cią­gały burzowe chmury. Potężne, przy­tła­cza­jące, pochła­nia­jące świa­tło wokół sie­bie i zwia­stu­jące sztorm. Chmury, jakich moje 5 let­nie oczy nie miały moż­li­wo­ści wcze­śniej zoba­czyć. Na każ­dym obec­nym zro­biły wiel­kie wrażenie.

Trzeba ostrzec ludzi — ktoś rzu­cił w eter.

No to zabra­li­śmy się do roboty.

Jak do takiego pro­blemu podej­dzie dziecko? Oczy­wi­ście czer­piąc przy­kład z doro­słych. Posta­no­wi­li­śmy nadać pro­gnozę pogody. Na sta­rej desce, za pomocą ukru­szo­nej cegły nary­so­wa­li­śmy kon­tur Pol­ski (po dłuż­szych uzgod­nie­niach jego kształtu), opi­sa­li­śmy tem­pe­ra­tury, zana­czy­li­śmy wiatr i ponure chmury zbli­ża­jące się ze wschodu (a raczej z pra­wej strony, do czego doszli­śmy gło­so­wa­niem). Zde­cy­do­wa­nie kto będzie pre­zen­te­rem odło­ży­li­śmy w cza­sie, aż zbu­du­jemy kamerę. Bar­dzo zaafe­ro­wani całą sytu­acją spę­dzi­li­śmy sporo czasu poszu­ku­jąc czę­ści. Oczy­wi­ście nie udało nam się, jed­nak atmos­fera ogól­nego pod­eks­cy­to­wa­nia towa­rzy­szyła nam, dopóki wiatr i desz­cze nie prze­gnały nas do domów.

Planu nie udało się zre­ali­zo­wać, ale przy­naj­mniej ostrze­głem domow­ni­ków. Choć z tego powodu wołali mnie do domu.

Pry­zmat dorosłości

Wspo­mnie­nie to w mej pamięci bije naiw­no­ścią z mocą tysiąca Słońc, a ilość powo­dów unie­moż­li­wia­ją­cych reali­za­cję tego planu jestem w sta­nie wymy­ślać szyb­ciej, niż jeść M&Msy. Jed­nak wśród wielu rze­czy, któ­rych wtedy nie posia­da­łem, znaj­do­wała się jedna bez­cenna rzecz, którą coraz trud­niej jest zacho­wać wraz z zwięk­sza­ją­cym się wie­kiem — szczery, czy­sty, nie­po­ha­mo­wany entu­zjazm. Chęć robie­nia cze­goś dla czy­stej przy­jem­no­ści — bez patrze­nia na koszty, korzy­ści, sens ani innych.

Kiedy umiera dziecko

Usły­szeć „zacho­wu­jesz się jak dziecko” trak­tuję jako kom­ple­ment. Roz­mówcy bar­dzo rzadko cho­dzi o brak odpo­wie­dzial­no­ści, raczej nie jest w sta­nie zro­zu­mieć jak możesz tak łatwo czer­pać radość.

Moment w któ­rym prze­sta­jesz być w sta­nie robić rze­czy, tylko i wyłącz­nie z powodu czy­stej rado­ści, jest momen­tem w któ­rym umarło w Tobie dziecko. Za każ­dym razem, gdy odpusz­czasz sobie, bo nie wypada się dobrze bawić, bogo­wie zabi­jają małego kotka. Rów­nie dobrze i ty możesz poło­żyć się na kata­falku i umrzeć.

Bo już i tak nie­wiele będziesz mieć z życia.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • nobody.is.really.perfect

    Jest trze­cia nad ranem, a ja czy­tam Two­jego bloga. Cie­kawe, czy będzie to dłuż­sza zna­jo­mość, czy tylko prze­lotna.
    Pisz­czę na każdy poda­ro­wany mi kawa­łek cze­ko­lady. Ludzie myślą, że jestem wariatką, a ja dopiero od 20+ zaczy­nam rozu­mieć zwrot „cie­szyć się jak dziecko”.

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Cie­szę się bar­dzo, że odwie­dzasz mnie w takiej nie­co­dzien­nej porze. Roz­gość się pro­szę 🙂
      Cze­ko­lada to bar­dzo poważna sprawa. Szcze­gól­nie taka z baka­liami, albo milka daim. Naj­lep­sza czekolada.