Zasada 5 sekund

Zna­cie tę zasadę, że do 5 sekund po tym jak upad­nie nam jedze­nie, można je pod­nieść i zjeść bez kon­se­kwen­cji? Zawsze myśla­łem, że cho­dzi o 3 sekundy, ale google mnie poprawiło.

Już 5 sekund to dla mnie sta­now­czo za dużo.

Zjesz?

Załóżmy, że nie jeste­śmy pod wpły­wem środ­ków zabu­rza­ją­cych w znacz­nym stop­niu per­cep­cję, ani nie cier­pimy z gło­do­wego wyczer­pa­nia. Żeby móc odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, należy roz­wa­żyć dwa czynniki.

Rodzaj jedze­nia — czyli co nam spa­dło. Im mniej kle­jące lub wil­gotne jedze­nie, tym bar­dziej można je zjeść. Nikt nie nosi ze sobą słomki, żeby móc wypić z kałuży roz­lany napój. Upusz­czone owoce czy warzywa zazwy­czaj obkleją się bru­dem, kurzem lub wło­sami, więc bez ich prze­my­cia ani rusz. Na mydle zawsze zostają łoniaki, ale jeśli cho­dzi o chipsy czy inne kra­kersy, to już są cał­kiem czy­ściut­kie po pod­nie­sie­niu. Jeśli 3 sekund nie leżały, można zjeść.

No chyba, że upa­dek miał miej­sce w miej­skiej toa­le­cie. Albo auto­bu­sie. Lub w pociągu, win­dzie, parku, kościele, na base­nie, czy jakim­kol­wiek miej­scu, gdzie mnó­stwo obcych ludzi miało oka­zję zosta­wić swoje zarazki. Obo­jęt­nie czy odzie­dzi­czone po zwie­rzę­tach, nanie­sione szmatą wycie­ra­jącą po raz setny ten sam sto­lik, prze­kle­jone do pode­szw, bądź wyplute z gruź­li­czych płuc.

Naukowe dowody

Tak bar­dzo poważne zagad­nie­nie zna­la­zło ama­torkę, która posta­no­wiła je spraw­dzić w spo­sób naukowy, będąc jesz­cze w szkole. Jil­lian Clarke wyko­nała serię eks­pe­ry­men­tów, za które została nagro­dzona anty­no­blem. Jak można się spo­dzie­wać, bak­te­rie wcale nie cze­kają 3 sekund, żeby wsko­czyć na jedzenie.

Prze­trwają najsilniejsi

Tylko, że wcale nie jest to powód, żeby nie jeść niczego co upa­dło. Mikro­or­ga­ni­zmy w ogrom­nej ilo­ści i róż­no­rod­no­ści ist­nieją prak­tycz­nie wszę­dzie, lecz spora ich ilość jest cał­ko­wi­cie nie­groźna dla czło­wieka. Jeżeli nie­zbyt lep­kie jedze­nie upa­dło nam w akcep­to­wal­nych warun­kach, nic nie stoi na prze­szko­dzie, żeby je zjeść. Bar­dziej groźne może oka­zać się nie­umy­cie rąk przed przy­go­to­wa­niem posiłku.

A nawet jeśli dostar­czymy nie­wiel­kie ilo­ści szko­dli­wych bak­te­rii, to nasz układ zasty­mu­lu­jemy odpor­no­ściowy, który pora­dzi sobie z nimi i wyj­dzie z tego star­cia wzmocniony.

Więc warto.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • http://www.lieveg.pl Lie­veG

    Wia­domo — owo­ców, jogur­tów czy napo­jów z pod­łogi bym nie zja­dła, ale jak mówi­łeś — suche rze­czy można jeść śmiało. Gdy­by­śmy całe życie prze­strze­gali tych wszyst­kich zasad doty­czą­cych jedze­nia pew­nie teraz każdy z nas cho­dziłby nie­źle „zeschizowany”. 😀

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      Nie­które bar­dziej wil­gotne pro­dukty można prze­myć i zjeść. Żyjąc w zbyt ste­ryl­nym śro­do­wi­sku, upo­śle­dzi­li­by­śmy układ odpornościowy.

  • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

    Zlew to obszar zaka­zany, szcze­gól­nie że w gąb­kach też się zbiera sporo roz­ma­ito­ści. Zresztą mam uraz, od kiedy w aka­de­miku widzia­łem jak sprzą­taczka myła zlew szczotką do kibla. Jed­no­cze­śnie uży­wała obfi­cie dome­stosa, jed­nak wyryło mi to w mózgu zasadę „nie jedz nic, co upa­dło do zlewu”.

    A co do tele­fonu, to ostat­nio widzia­łem jak w auto­bu­sie rodzice dali dziecku tele­fon w for­mie gry­zaka. Aż mnie ciarki przeszły.