Ze zrozumieniem, bądz bez

Co ma ze sobą wspól­nego misja na marsa, gen­der, tatu­aże nasą­czone LSD, wąż ludo­jad i ustawa o zapo­bie­ga­niu prze­mocy domo­wej (a także wiele innych)?

Moja orto­gra­fia, inter­punk­cja i entu­zjazm pod­czas zajęć języka pol­skiego stały na sta­bil­nym pozio­mie. Chu­jo­wym, ale sta­bil­nym. Jed­nak zawsze uda­wało mi się uzy­skać zbli­żoną do mak­sy­mal­nej ilość punk­tów za czy­ta­nie ze zro­zu­mie­niem. Dla uła­twie­nia, było jesz­cze zazna­czone w któ­rym aka­pi­cie znaj­duje się odpo­wiedź na dane pytanie.

Szkoła i sys­tem naucza­nia powinny przejść trans­for­ma­cje, żeby odpo­wia­dać stan­dar­dom dzi­siej­szego świata. Nie trzeba się uczyć na pamięć, bo dostęp do infor­ma­cji jest nie­malże nie­ogra­ni­czony, należy tylko umieć je wyłu­skać. Coś trud­niej­szego niż czy­tać ze zro­zu­mie­niem, trzeba to robić z myśle­niem. Wspa­niały tru­izm milor­dzie, wiem. Zobacz­cie jed­nak jak wyglą­dało wczo­raj­sze poszu­ki­wa­nie przeze mnie informacji.

Kon­wen­cji o zapo­bie­ga­niu i zwal­cza­niu prze­mocy wobec kobiet i prze­mocy domowej

Gorący ostat­nio temat, który chcia­łem zgłę­bić w związku z jutrzej­szym odcin­kiem słowa na nie­dzielę. Zgod­nie z zasadą sam swój rozum mam i wolę wie­dzieć na jaki temat się mam wypo­wia­dać. No to wyszu­kuję w googlach:

kon­wen­cja antyprzemocowa

Naj­po­pu­lar­niej­sze ser­wisy infor­ma­cyjne tefa­łen­DWAJ­ŚCIACZ­TERY, wybiór­cza, tokFM, nesweek, etc. Dowie­dzia­łem się tyle, że przy jej raty­fi­ka­cji poli­tycy krzy­czeli hańba i było ogólne zamie­sza­nie. Moja klasa przed nie­za­po­wie­dzianą kart­kówką w pod­sta­wówce zacho­wy­wała się lepiej niż ta elyta narodu. No ale szu­kamy dalej.

kon­wen­cja anty­prze­mo­cowa treść

Prócz wymie­nio­nych powy­żej docho­dzą jesz­cze ban­kier, ale także tele­wi­zja­re­pu­blika i fronda. O ile te pierw­sze ogra­ni­czyły się do cyta­tów, to kolejne jak nie trudno się domy­ślić są bar­dziej ide­olo. A mi cho­dzi o neu­tralne infor­ma­cje. Może dopi­sa­nie pdf pomoże?

kon­wen­cja anty­prze­mo­cowa pdf

Hmm, co my tu mamy. Prócz wspo­mi­na­nych już ser­wi­sów infor­ma­cyj­nych dodat­kowo mamy kierunekrodzina.com, Pch24 (polo­nia chri­stiana), niezależna.pl. Jak widać pro­pa­gandy ciąg dal­szy. O, na jed­nej stro­nie była pełna nazwa doku­mentu. No to hop.

Kon­wen­cji Rady Europy ds. prze­mocy wobec kobiet

Mamy pełną nazwę, to teraz będzie łatwiej. Hmmm, stop-seksualizacji.pl (sek­su­ali­za­cja dzieci — ten temat jesz­cze na pewno poru­szę w któ­rymś fil­miku), episkopat.pl, ale cóż to? Na samej górze wiki­pe­dia. I tam jest link do ory­gi­nału, a nawet do ofi­cjal­nego tłu­ma­cze­nia! (dla zain­te­re­so­wa­nych TUTAJ). No to jesz­cze tylko prze­brnąć przez 50 stron praw­ni­czego bełkotu.

Widzi­cie mój pro­blem? Czło­wiek szuka nautral­nych i obiek­tyw­nych infor­ma­cji, a ze wszech­stron ata­kują go dość strajne opi­nie „nie damy ubie­rać chłop­ców w sukienki”, „sza­tań­skie gen­der”, „hańba!”, „nisz­cze­nie rodziny”, „mor­do­wa­niu cywi­li­za­cji”. Nawet jak uda się odna­leźć odpo­wiedni doku­ment, to jesz­cze trzeba mieć czas i chęć go prze­czy­tać. Więk­szość jed­nak postąpi zgod­nie z zasadą miliony much nie mogą się mylić i w bez­myślny spo­sób będą powta­rzać nie­po­twier­dzone frazesy.

Po co się w takim razie w ogóle wypo­wia­dać, jeżeli nie mamy poję­cia na dany temat? Czy nie mniej­szym wsty­dem byłoby powie­dzieć „nie mam zda­nia, nie zagłę­bia­łem się w tę kwe­stię” niż wyjść na idiotę?

Miej­skie legendy

Na podob­nej zasa­dzie funk­cjo­nują miej­skie legendy. Tutaj na szczę­ście nie jest to tak groźne, bo opo­wiada się je tylko dla roz­rywki, a nie żeby na ich pod­sta­wie decy­do­wać o kie­runku roz­woju pań­stwa. Nie zmie­nia to faktu, że ludzie nie myślą, tylko powta­rzają dalej, a mnie krew zalewa gdy po raz setny sły­szę opo­wie­ści o wężu, który przy­mie­rzał się do zje­dze­nia wła­ści­ciela, misji na marsa, kotlet z szczura w McDo­nalds, czy inne brednie.

OK, rozu­miem że nie­które z nich mogą brzmieć cał­kiem praw­do­po­dob­nie, no ale po to wła­śnie mamy myśleć, żeby je odróż­nić. Roz­po­czę­cie histo­rii od „zna­jomy zna­jo­mego” powinno zapa­lić u nas czer­woną lampkę.

Zasko­czę Cię! Masz inter­net — masz dostęp do infor­ma­cji. Parę minut czasu i kilka impul­sów pomię­dzy synap­sami pozwoli ci ją potwier­dzić, bądź prze­kre­ślić. Wystar­czy tylko troszkę roz­wi­nąć czy­ta­nie ze zro­zu­mie­niem i przejść do życia z myśleniem.

Czego ser­decz­nie wszyst­kim życzę. Nie tylko w kwe­stii miej­skich legend.


Obra­zek zna­le­ziony na http://www.screenshine.net

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.

  • reasonably_in b&w

    Kie­dyś prze­czy­ta­łem o („o” jest tu klu­czowe bo jestem w pełni świa­domy, że czy­ta­nie na onecie/gazecie/innym_wiodącym_portalu o bada­niach nauko­wych jest jak jazda na rowe­rze z zawią­za­nymi oczami) opi­nii naukow­ców, któ­rzy powią­zali domi­nu­jące na danym tery­to­rium wyzna­nie chrze­ści­jań­skie z lokalną przed­się­bior­czo­ścią. W wyniku swo­ich obser­wa­cji doszli do wnio­sku, że tam gdzie reli­gia wymaga samo­dziel­nego stu­dio­wa­nia i inter­pre­to­wa­nia Pisma Świę­tego (Lute­ra­nie, świad­ko­wie Jehowy itp) tam ludzie są bar­dziej skłonni brać sprawy we wła­sne ręce, podej­mo­wać ini­cja­tywy czy pro­wa­dzić dzia­łal­ność gospo­dar­czą. Nato­miast Kato­licy, któ­rzy zwy­kle roz­wój duchowy lubią ogra­ni­czać do goto­wych inter­pre­ta­cji wysłu­cha­nych w cza­sie mszy, wyka­zują czę­ściej skłon­no­ści do bier­nego ocze­ki­wa­nia aż ktoś (np. przed­sta­wi­ciele wła­dzy) przej­mie ini­cja­tywę i powie im co mają robić, co jest dobre, a co złe. Taki czyn­nik miał spra­wić, że spo­łe­czeń­stwa nie­miec­kie czy skan­dy­naw­skie mają tra­dy­cyjną prze­wagę nad Pola­kami bądź połu­dniow­cami. Tak mi się przy­po­mniało, może da to komuś do myśle­nia.
    Jeden uzna, że w tym wypadku ate­ista jest ska­zany na suk­ces, drugi że to jawny atak na KK i 1000 lat tra­dy­cji w chrze­ści­jań­skiej Pol­sce, trzeci par­sk­nie śmie­chem widząc kolejne socjo­lo­giczne bzdury, czwarty krzyk­nie, że brak źró­dła i jak ktoś ano­ni­mowo pisze, że czy­tał, że ktoś napi­sał bo prze­czy­tał, jak kto inny pisał, że ktoś badał to pew­nie ściema i nie­prawda, a na końcu ktoś n-ty na to „tl;dr”… Lubię pozna­wać cudze opi­nie, bo zmu­szają mnie do wła­snych prze­my­śleń. Liczę się z tym, że postę­pu­jąca ero­zja umy­słów sprawi, że dys­ku­sja publiczna spro­wa­dzi się w końcu do smso­wego ple­bi­scytu na przed­sta­wi­cieli danego punktu widze­nia, któ­rzy jako nie­liczni oca­leni byli w sta­nie, w opar­ciu o źró­dła, wypra­co­wać sobie wła­sne opi­nie. Pozo­staje tylko liczyć, że my będziemy trzy­mać mikro­fony a nie telefony…

    • http://www.zdzislaw.in/ Zdzi­slaw

      tl, dr; lol.

      Nie zda­wa­łem sobie sprawy, że Lute­ra­nie i Jehowi dzia­łają w taki spo­sób. Jed­nak koniecz­ność samo­dziel­nych dzia­łań na jed­nej płasz­czyź­nie spra­wia, że ludzie wyka­zują się ini­cja­tywą w innych sytu­acjach, co do tego trudno się nie zgodzić.

      Nie można jed­nak powie­dzieć, że ate­ista jest ska­zany na suk­ces. Może mieć lep­sze pre­dys­po­zy­cje, ale to tylko tyle. Tak samo jak ist­nieją topowi bia­lo­skó­rzy bie­ga­cze dłu­go­dy­stan­sowi, mimo że to czar­no­skó­rzy afry­ka­nie mają lep­sze pre­dys­po­zy­cje fizyczne.

      No to pozo­staje mikro­fon w dłoń i dzia­łać.
      Pozdrawiam