Zmiany są dobre. Oby.

Jeżeli już odwa­żymy się na nową nie­wia­domą, zamiast sta­rej biedy, zazwy­czaj wycho­dzimy na tym dobrze. Mam nadzieję, że i w moim przy­padku tak będzie, bo sporo się pozmieniało.

Żeby zdać sobie sprawę jak bar­dzo, trzeba naj­pierw odpo­wie­dzieć na pyta­nie jak było wcześniej.

Jak było zawsze.

Dyle­maty, utarte schematy

Mamy moż­li­wo­ści jakich nie mieli nasi przod­ko­wie. Tylko i aż moż­li­wo­ści. Uży­wane głów­nie do zoba­cze­nia więk­szej ilo­ści nagich nie­wiast, niż wszy­scy poprzed­nicy razem wzięci. Zro­bie­nie cze­goś bar­dziej ambit­nego nie jest aż takie łatwe. Same moż­li­wo­ści to nie wszystko, trzeba mieć jesz­cze chęci, deter­mi­na­cję i parę innych rzeczy.

Naj­czę­ściej jed­nak ogra­ni­czamy się sami, wła­snym podej­ściem do świata. Za dzie­ciaka nie można było znik­nąć z zasięgu wzroku/głosu rodzi­ców. Dora­sta­jąc i pozna­jąc życie zrzu­camy kolejne ogra­ni­cze­nia. Wielu ludzi jed­nak zatrzy­muje się dość wcze­śnie, gdyż spo­łe­czeń­stwo to narzuca, oraz nie mają nikogo, kto poka­załby im że to jest możliwe.

Kie­dyś gości­łem jedną nie­wia­stę z couch­sur­fingu. Opo­wia­dała mi jaka to jest nie­za­leżna i sza­lona, bo ogo­liła sobie tro­chę wło­sów z boku głowy, wbrew rodzi­com. Mając dwa­dzie­ścia kilka lat. Ogo­le­nie kilku cen­ty­me­trów skóry z mar­twego pro­duktu naskórka nie jest dla mnie niczym szcze­gól­nie sza­lo­nym, to już ten couch­sur­fing jest o wiele bar­dziej crazy.

U mnie też było podob­nie. Może nie w kwe­stii fry­zury, ale ogól­nego podej­ścia do życia. Reali­zo­wa­łem sobie stan­dar­dowy sce­na­riusz, szkoła, waka­cje na kolo­niach, ogól­niak, matura, potem stu­dia, w mię­dzy­cza­sie prak­tyki, póź­niej od razu praca. Zawsze wie­dzia­łem co mnie czeka za tydzień, za mie­siąc, za rok, za kilka lat.

Lucky Luck odjeż­dża­jący w stronę zacho­dzą­cego słońca w poszu­ki­wa­niu przy­gód, był dla mnie jedną z więk­szych abstrakcji.

Photo cre­dit: Rene Men­sen / Foter / CC BY

Z jed­nej strony nie­zbyt sprzy­ja­jące warunki mate­rialne wymu­siły to, ale z dru­giej strony, nigdy nie zasta­na­wia­łem się nad tym, aż do nie­dawna. A w życiu cho­dzi o coś wię­cej niż o zwięk­sza­nie jego tempa.

Idą zmiany

No i docho­dzimy do mojej aktu­al­nej sytu­acji. Zakoń­czy­łem pracę, nie mam dziew­czyny, ani bogów w sercu. Z rze­czy które mam mogę wymie­nić głowę pełną marzeń, dzie­cięcą cie­ka­wość świata (zacho­wu­jesz się jak dziecko!), tro­chę oszczęd­no­ści, pół­tora mie­siąca waka­cji w Buda­pesz­cie oraz pełną dowol­ność w kształ­to­wa­niu swo­jej przy­szło­ści. I co teraz z tym zrobić?

Gdy­bym cho­ciaż miał macicę, to wia­domo. Powi­nie­nem zdą­żyć uro­dzić, żeby nie spę­dzić pustego życia w pogoni za karierą i wyjaz­dami do Tokio. Na szczę­ście już jakiś czas temu wymy­śli­łem, że będę pisać bloga na poważ­niej. Nawet zmie­ni­łem nazwę fol­deru blog na „moje życie”. Jest to impli­ka­cja całej reszty innych pla­nów, ale wszyst­kiego dowie­cie się w swoim cza­sie. Przed nami wiel­kie zmiany. Stay tuned!

Ps. Pierw­szy dzień bez­ro­bo­cia i sąsiad od 9 gwał­cił me uszy wier­tarką i szli­fierką. Wyspa­nie się prze­ło­żone na jutro.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.