Zdzisław in the world again

Sequel na jaki zasłu­gu­jemy, a jakiego nie potrze­bu­jemy. Wyjeż­dżam do Azji.

Photo by mele­nama on Foter.com / CC BY-SA

Jak to zazwy­czaj z dru­gimi czę­ściami bywa, tutaj rów­nież wia­domo, że będzie gorzej. Taki ter­mi­na­tor to na przy­kład to miał się faj­nie — w dwójce było do dys­po­zy­cji o wiele wię­cej moż­li­wo­ści tech­nicz­nych i lep­sze warunki, no a jak u mnie to wygląda? Tech­no­lo­gia nie­spe­cjal­nie się zmie­niła, a warunki są znacz­nie gor­sze — mam tylko dwa mie­siące. Skąd aku­rat tyle czasu i dla­czego w ogóle tam jadę?

Ja po pro­stu nie jestem dobry w robie­nie krót­ko­ter­mi­no­wych wyjaz­dów. Nie lubię i nie chce mi się. Nie chce mi się przej­mo­wać napię­tym har­mo­no­gra­mem, bie­gać po oko­licy, żeby wszystko zdą­żyć, śle­dzić zega­rek, rezer­wo­wać hostele i spo­rzą­dzać listy rze­czy do zoba­cze­nia. Jed­nak gdy ktoś bie­rze pla­no­wa­nie na swoje barki, to chęt­nie pojadę, a jestem bar­dzo ugo­do­wym towa­rzy­szem. Sam fakt, że nie muszę się tym przej­mo­wać spra­wia, że zgo­dzę się prak­tycz­nie na wszystko i chęt­nie wszę­dzie pojadę. No, ale samemu sobie pla­no­wać krót­kie podróże to nie.

Druga kwe­stia jest taka, że polu­bi­łem nur­ko­wa­nie. Bar­dzo polu­bi­łem, wręcz jedna z naj­lep­szych rze­czy i naj­cie­kaw­szych doświad­czeń w życiu. Jedno z naj­bar­dziej kom­plek­so­wych doświad­czeń, bo anga­żuje inten­syw­nie wszyst­kie zmy­sły i jest zupeł­nie alter­na­tyw­nym świa­tem, w któ­rym musimy nauczyć się prze­by­wać, przy czym wszystko działa tam ina­czej. Zupeł­nie inna fizyka nas obo­wią­zuje, bo ciecz wokół nas ma znacz­nie więk­szą gęstość. Jest się w cał­ko­wi­cie obcym świe­cie i tam jest jesz­cze życie i to bujne, fauna i flora. No po pro­stu jest to jedna z naj­lep­szych rze­czy, jakie można doświad­czyć w życiu. Natu­ralną kon­se­kwen­cją takiej opi­nii powinny być sta­ra­nia aby móc doświad­czyć tego więcej.

Sel­fie z nur­ko­wa­nia, bo czemu nie?

W ramach fuzji dwóch poprzed­nich aka­pi­tów bar­dzo łatwo wycho­dzi nam dłuż­szy wyjazd, naj­le­piej gdzieś daleko i żeby nurkować.

Trzeba więc było dzia­łać. Na szczę­ście począt­kowe akcje są wyjąt­kowo pro­ste i nie­an­ga­żu­jące. Na początku roku zapy­ta­łem prze­ło­żo­nego czy mogę połą­czyć urlopy z 2018 i 19, żeby wziąć gru­dzień i sty­czeń wolny. Takie rze­czy z wyprze­dze­niem, bo nie­faj­nie spę­dzić lato w pracy, a potem sobie nie powa­ja­żo­wać za bar­dzo. Dosta­łem ten urlop, już nawet jakiś czas temu — kilka drzwi się otwo­rzyło, inne się zamknęły. Prze­cież nie zostanę na 2 zimowe mie­siące urlopu w Euro­pie. Tro­chę czasu zajęło mi wyszu­ka­nie infor­ma­cji i pod­ję­cie decy­zji, ale już wiem wystar­cza­jąco żeby wybrać naj­lep­sze z drzwi.

Już od jakie­goś czasu chcia­łem poje­chać do Azji, a naj­bar­dziej koja­rzo­nym z nur­ko­wa­niem kra­jem jest Taj­lan­dia, nie tylko jaski­nio­wym. Miej­scówki nur­kowe są na połu­dniu kraju, więc tam skie­ro­wa­łem swój wzrok. Śle­dzi­łem ceny bile­tów i utrzy­mują się sta­bil­nie w cenie 1300 zł za bilet z Pragi do Phu­ket. Nie pozo­stało nic innego jak go w końcu kupić i zapla­no­wać sobie choć ści­sły począ­tek podróży.

Pierw­sze 2 dni spę­dzę na zaakli­ma­ty­zo­wa­niu się, następne 2 tygo­dnie na nur­ko­wa­niu, a potem ruszę na Bang­kok żeby zoba­czyć co tam jest w oko­licy. Następ­nie z 2 tygo­dnie na Kam­bo­dżę, potem do Wiet­namu, na Saigon i wzdłuż wybrzeża i całego kraju moto­rem dostać się do sto­licy Wiet­namu — Hanoi, skąd będę wra­cał do Europy. Taki bar­dzo ogólny szkie­let, ze szcze­gó­łami zacze­kam aż będę na miej­scu. A z tym jak wyj­dzie to zoba­czymy w styczniu.

I pomimo, całego doświad­cze­nia podróż­ni­czego i tak się boję. I tak mi się nie chce. Nie czu­łem entu­zja­zmu oglą­da­jąc poten­cjalne hostele, spraw­dza­jąc mapy, czy kupu­jąc bilety, wręcz prze­ciw­nie — strach i stres. Ale tak to już chyba jest, a już na pewno ja tak mam. Po pro­stu pod­ją­łem decy­zję że to jest naj­lep­sza roz­rywka jaką mogę sobie spra­wić, więc wplą­ta­łem się w sta­ran­nie uwi­kłaną przez samego sie­bie intrygę, która sprawi że będę poko­ny­wał wszyst­kie prze­ciw­no­ści na dro­dze. Zobo­wią­za­łem się.

Będę leciał kil­ka­na­ście godzin, cier­piał pod palą­cym słoń­cem, będą mnie gryźć insekty, zresztą pew­nie insekty będą wszę­dzie, do tego gorąc, małe sie­dze­nia, ludzie czy­ha­jący żeby Cię nacią­gnąć na kilka dola­rów, nosze­nie ple­caka, nie­znane języki, codzienne mar­twie­nie się posił­kami i czy będzie gdzie zro­bić pra­nie, nie­hi­gie­niczne toa­lety i w ogóle długo by wymie­niać. Ale pojadę.

Wysiądę na miej­scu, zosta­wię rze­czy w hostelu, kupię lokalne jedze­nie na ulicy, usiądę pod innym nie­bem i wtedy mój cały wysi­łek zosta­nie wyna­gro­dzony. A potem wsko­czę w nurt obcego życia, dam się mu porwać i prze­żyję przy­gody, któ­rych opi­sa­nie roz­to­czy przed czy­tel­ni­kami widok zamku z wej­ściówki Disneya. Taką mam nadzieję przynajmniej.

A nawet jeśli nie, to będę miał mate­riały żeby pona­rze­kać na blogu.

Bądź na bieżąco z wpisami na moim blogu! Polub na Facebooku, napisz na Twitterze, zobacz na Instagramie i przeglądaj na RSS.